Resort infrastruktury szykuje zmiany w prawie, które mają ograniczyć skalę wypłat rekompensat za hałas lotniczy. To ma ułatwić inwestycje w porty, w tym także budowę CPK.
Reklama
Liczba pasażerów obsłużonych przez lotniska w 2019 roku (mln) / DGP
– Polska ma teraz najbardziej restrykcyjne w Europie prawo dotyczące odszkodowań za hałas lotniczy – mówi Artur Tomasik, szef Związku Regionalnych Portów Lotniczych, a jednocześnie prezes portu Katowice Pyrzowice. Na przepisy najbardziej narzeka Mariusz Wiatrowski, prezes portu Poznań Ławica. Od 2015 r. na odszkodowania wydał już ok. 100 mln zł i rezerwuje 50 mln zł na poczet spodziewanych wypłat. Lotnisko przegrało już ponad tysiąc spraw o odszkodowania. W tym czasie na inwestycje wydano 260 mln zł.
O odszkodowania można się starać na podstawie przepisów prawa ochrony środowiska, które nakazuje wytyczanie wokół lotnisk obszarów ograniczonego użytkowania. Mieszkańcy mogą walczyć o pieniądze na wyciszenia akustyczne, wymianę okien czy drzwi. W przypadku Poznania pieniądze trafiają jednak przeważnie do skarżących, którzy przekonają sądy, że ich nieruchomość straciła na wartości z powodu sąsiedztwa lotniska i hałasu generowanego przez samoloty. Prezes Wiatrowski twierdzi, że działki czy domy w okolicach lotniska nie tracą na wartości. Gotów jest natomiast płacić za wymianę okien czy drzwi. – Bardzo często mieszkańcy nie przeznaczają jednak zasądzonych pieniędzy na te cele. I to nas bardzo dziwi – mówi prezes. W przypadku Poznania władze lotniska dużą wysokość odszkodowań tłumaczą m.in. wyspecjalizowaniem się w tej dziedzinie kancelarii prawnych, które wcześniej o podobne rekompensaty walczyły z zarządcą innego lotniska w tej okolicy – wojskowych Krzesin. Dla prawników wygrane sprawy wiążą się z dużym zarobkiem.
Według Artura Tomasika w prawie przyjęto, że poziom hałasu lotniczego jest odnoszony do dnia, w którym odnotowano jego największe natężenie. Wystarczy zatem, że na jakieś lotnisko regionalne jednego dnia przyleci kilkadziesiąt delegacji zagranicznych na dużą imprezę (tak jak choćby na szczyt klimatyczny w Katowicach) i już ten punkt odniesienia jest znacznie zawyżony. Według szefów lotnisk należałoby brać pod uwagę wyniki uśrednione.
Jak na razie tak duża skala wypłat odszkodowań dotknęła tylko Poznań. W innych miastach wypłaty to zwykle po kilka milionów złotych. W portach regionalnych boją się jednak, że obecne przepisy środowiskowe utrudnią dalsze inwestycje. Obawy mają zwłaszcza władze portu w Krakowie, który pod względem liczby podróżnych zajmuje drugie miejsce w Polsce po stołecznym Lotnisku Chopina i odnotowuje w ostatnim czasie największe przyrosty. Krakowski port przymierza się do budowy drugiego pasa startowego, a to wymusi znaczne powiększenie obszaru ograniczonego użytkowania, którego mieszkańcy mogą się starać o odszkodowania.
Wiceminister infrastruktury Marcin Horała uważa, że rozwiązaniem może być złagodzenie przepisów prawa ochrony środowiska. Liczy, że dokładny projekt zmian legislacyjnych dostanie na biurko jeszcze w tym miesiącu. Nowe zasady miałyby wejść w życie do końca roku. Jak sam przyznał wczoraj w czasie debaty o przyszłości lotnictwa w Polsce, zmienione przepisy mają też ułatwić budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego w Baranowie. Nowe zasady ograniczą skalę wypłat dla mieszkańców, którzy pozostaną w sąsiedztwie portu.
W branży lotniczej pojawiają się głosy, że nowe przepisy mają też znacznie ograniczyć wypłatę odszkodowań dla sąsiadów rozbudowywanego lotniska w Radomiu. To inwestycja przedsiębiorstwa Porty Lotnicze (zarządcy Okęcia), które chce odciążyć zatykające się warszawskie lotnisko i skierować do Radomia ruch czarterowy z Warszawy. Tyle że tamtejszy port znajduje się blisko centrum i w efekcie na hałas lotniczy będzie tam narażonych wielu mieszkańców. Tego problemu nie ma w podwarszawskim Modlinie, ale władze PPL (jako jednego z czterech udziałowców tego portu), a także wiceminister Horała od wielu miesięcy blokują rozbudowę lotniska i nie chcą się zgodzić, by władze Mazowsza przekazały 50 mln zł na powiększenie terminala. Uważają, że przekazanie tej kwoty to byłaby niedozwolona pomoc publiczna, bo port wciąż odnotowuje straty. Władze Modlina przekonują, że po rozbudowie port wreszcie zacznie przynosić zyski, bo będzie można tam umieścić wiele nowych dochodowych sklepów i punktów gastronomicznych.