Obecne brzmienie przepisów dotyczących pracy w porze nocnej dla transportu drogowego nadała ustawa o czasie pracy kierowców (Dz.U. z 2011 r. nr. 244 poz. 1454) już sześć lat temu. Do tej pory regulacje te pozostawały jednak martwe. Odpowiedzialna za ich egzekwowanie Państwowa Inspekcja Pracy czyniła to rzadko, a pytana teraz o ich interpretację odsyła do Inspekcji Transportu Drogowego. Bo od 3 września, na mocy nowelizacji ustawy o transporcie drogowym (Dz.U. z 2018 r. poz. 1481), właśnie ten organ uzyskał uprawnienia do kontroli czasu pracy kierowców w porze nocnej. Nowelizacja wprowadziła też sankcje dla firm za nieprzestrzeganie zasad. Na przedsiębiorców padł blady strach z powodu niepewności, jak rozumieć przepisy.

Cztery godziny, ale które?

Przed 1 stycznia 2012 r. sytuacja była klarowna. Zgodnie z kodeksem pracy pora nocna trwała od 21.00 do 7.00, a art. 21 ustawy o czasie pracy kierowców stanowił, że w przypadku gdy praca jest wykonywana w porze nocnej przez co najmniej 4 godziny, czas pracy kierowcy nie może przekraczać 10 godzin w danej dobie. Innymi słowy szofer musi odpoczywać nie 9 lub 11 godzin (zgodnie ze standardowymi zasadami), ale do końca 24-godzinnego cyklu, w którym rozpoczął pracę.

Teraz jednak ten sam art. 21 określa, że gdy praca jest wykonywana w porze nocnej, to kierowca nie może jechać w danej dobie dłużej niż 10 godzin, z tym, że w art. 2 pkt 6 zdefiniowano porę nocną jako „okres czterech godzin pomiędzy godziną 00.00 i godziną 07.00”. Choć nie wynika to wprost z żadnego przepisu, przyjmuje się, że to przedsiębiorca wybiera, które cztery godziny z przedziału od północy do 7 rano stanowią w danej firmie porę nocną. I wówczas musi to określić w regulaminie wewnątrzzakładowym.

U jednego przewoźnika może to być czas liczony od północy, a u innego np. w godzinach 1.00–4.00. Tylko że kierowca nie ma obowiązku posiadania w kabinie dokumentów określających porę nocną (patrz ramka).

– Mimo że inspektor transportu drogowego może mieć do dyspozycji wykresówki, dane cyfrowe z karty kierowcy i tachografu cyfrowego czy zaświadczenia o nieprowadzeniu pojazdów, to nie będzie mógł z całą pewnością rozstrzygnąć w każdym przypadku, które godziny zostały przez przedsiębiorcę wykonującego przewóz drogowy zaliczone do pory nocnej. Zweryfikowanie pracy w porze nocnej podczas kontroli drogowej może być utrudnione lub niemożliwe – przyznaje Adam Polej z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.

Skoro inspekcja nie ma jak tego stwierdzić na drodze, nie może np. kierowcy nakazać przymusowego postoju. A przecież limitowanie czasu pracy w nocy ma służyć temu, by kierowcy byli wypoczęci i jazdą nie stwarzali zagrożenia.

Teczka dokumentów kierowcy

Teczka dokumentów kierowcy

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Przykładowo we Francji dla służb kontrolnych w ogóle nie jest ważne, jak dana firma ustaliła porę nocną. Jeśli pomiędzy północą a 7.00 kierowca jechał 4 godziny, nakazują przymusową przerwę, choćby był to autobus z wycieczką.

Skoro dowolność w wyznaczaniu pory nocnej utrudnia egzekwowanie tych przepisów, to może lepiej, by ustawodawca wyznaczył cztery najtrudniejsze z punktu widzenia prowadzenia auta godziny w przepisach powszechnie obowiązujących?

– Określenie przez ustawodawcę pory nocnej w sposób sztywny i jednakowy dla wszystkich podmiotów mogłoby utrudniać prowadzenie działalności gospodarczej przez przedsiębiorców transportowych – wyjaśnia rzecznik resortu.

Kontrole po fakcie

W Polsce ewentualne nieprawidłowości będzie można stwierdzić po fakcie, podczas kontroli w siedzibie firmy. Choć kary za przekroczenie dopuszczalnych limitów dotyczących pracy w porze nocnej wynoszą od 50 do 100 zł za godzinę, to w razie stwierdzenia nieprawidłowości po dłuższym czasie mogą iść w tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy złotych.

Tymczasem przedsiębiorcy mają wątpliwości, jak należy liczyć czas pracy w porze nocnej. Czy kierowca nie może jechać w danej dobie dłużej niż 10 godzin, jeśli przepracował całą wyznaczoną przez pracodawcę porę nocną, czy wystarczy, że w newralgicznym przedziale siedział za kółkiem choćby przez pięć minut. Właściwa interpretacja przepisów ma kolosalne znaczenie dla przewoźników, spedycji, centrów logistycznych, które wyznaczają odbiory dostaw czy awizację załadunku właśnie w nocy. Nocne przewozy są też domeną branży paliwowej czy ciężarówek obsługujących centra handlowe, kopalnie, huty czy terminale kolejowe i portowe.

Zdaniem ITD nie ma znaczenia, jak długo kierowca jechał w porze nocnej. – Jeżeli kierowca wykonuje pracę nawet przez pięć minut w przewidzianym przedziale czasowym czterech godzin, pomiędzy północą a godziną 7.00, jest to równoznaczne z pracą w porze nocnej. W konsekwencji jego dobowy wymiar czasu pracy nie może przekroczyć 10 godzin – nie pozostawia złudzeń ITD.

To oznacza, że jeśli przewoźnik wyznaczył sobie porę nocną w godzinach 0.00–4.00, a codziennie odbiera towar o godz. 3.45, to będzie mógł wykonać nawet o dwa cykle kursów mniej. Tym samym niezależnie od tego, czy kierowca w newralgicznym momencie jechał cztery godziny czy cztery minuty, musi wydłużyć odpoczynek. Pytanie: czy to logiczne?

Troska o pracowników

– Dziwię się wątpliwościom, bo te przepisy obowiązują już od dawna. I nawet minuta pracy w porze nocnej ma swoje konsekwencje. W 2011 r. zgodziliśmy się na takie rozwiązanie, otrzymując w zamian skrócenie tej pory do czterech godzin. Dało to branży wymierne oszczędności , gdyż zredukowało liczbę godzin, za które pracodawca powinien wypłacać dodatek z tego tytułu – przypomina Maciej Wroński, prezes związku pracodawców Transport i Logistyka Polska.

Dodaje, że w zamian za to trzeba precyzyjniej planować przewozy. A kierowca ma prawo do pewnej normalności i jeśli okres wolny od pracy w porze nocnej jest krótszy niż cztery godziny, to zgodnie z unijnym prawem powinien mieć to zrekompensowane skróconym do 10 godzin czasem pracy.

– Nie uważam, by takie rozwiązanie było nielogiczne. Gdyby przyjąć interpretację w drugą stronę, to jazda w porze nocnej „tylko” 3 godziny 59 minut nie powodowałaby skrócenia czasu pracy kierowcy – dodaje prawnik.

– Z drugiej strony, jeśli pora nocna rozpoczyna się np. o północy, a pracownik spóźni się 5 minut, powoduje to nieplanowaną dłuższą przerwę. To nie do końca racjonalne i na pewno lepiej byłoby, gdyby został określony minimalny czas pracy w porze nocnej – uważa Piotr Mikiel ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce.