Nawet jeżeli motoryzacja interesuje was nie bardziej niż curling albo życie seksualne motyli, to na pewno słyszeliście o czymś takim, jak europejski konkurs na najlepszy samochód. Co roku 60 najbardziej kompetentnych dziennikarzy z tej branży bierze na warsztat wszystkie najnowsze modele i poddaje je surowym testom. Mierzą, sprawdzają, jeżdżą, macają, stukają, kręcą, porównują etc. A następnie, zawsze na początku marca, ogłaszają swój werdykt. W tym roku zwyciężyło volvo XC40, które od 5 marca oficjalnie może wozić na masce i bocznych drzwiach wielkie naklejki z pstrokatym logo konkursu i napisem Car Of The Year 2018.
Przyznaję – XC40 to bardzo dobry samochód. Bardzo! Szwedzi w pełni zasługują na przyjacielskie poklepanie ich po plecach i słowa: „Świetna robota, panowie!”. Ale żeby od razu samochód roku? Mam co do tego pewne wątpliwości. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie drugie miejsce nowego seata ibizy. Przecież ten samochód nie wyróżnia się absolutnie niczym! Na targach w Genewie minąłem go obojętnie, bo myślałem, że to stara ibiza. Przysięgam. Trzecie miejsce na podium przypadło BMW serii 5, co jest jeszcze większym nieporozumieniem. Nie przeczę, że to dobre auto, niemniej jednak jest jedynie następcą poprzedniej piątki. Jej ewolucją. Nie wnosi do motoryzacji kompletnie niczego nowego, a – co gorsza – straciło charakter usportowionej limuzyny. Jest nijakie. Już wolałbym w tym miejscu audi A8 (ostatecznie zajęło 6. miejsce), które przynajmniej jest absolutnie zachwycające pod względem rozwiązań technologicznych i multimedialnych.
Wiem, że moje zdanie zupełnie się nie liczy, ale i tak je wyrażę – na tytuł samochodu roku zasłużyła kia stinger (ostatecznie wylądowała na 4. miejscu). I wcale nie dlatego, że jest najlepsza. Po prostu Koreańczycy nas zaskoczyli. Przede wszystkim odwagą – trzeba ją mieć, żeby w dzisiejszych czasach wjechać na rynek wozem z silnikiem V6 o mocy 370 koni. I to nosząc łatkę taniej marki dla ludu. Mówiąc krótko – stinger na skostniałym, przewidywalnym i poprawnym rynku motoryzacyjnym był powiewem świeżości. To auto jest motoryzacyjnym odpowiednikiem Gisele Bündchen wchodzącej nagle do baru pełnego harleyowców. W ułamku sekundy wszyscy odwracają głowy w jej stronę, a po pięciu sekundach składają 20 propozycji urozmaicenia jej życia.