Nowoczesna chce usankcjonować przewóz osób działający zgodnie z regułami ekonomii współdzielenia (sharing economy) i proponuje zmiany w ustawie o transporcie drogowym. Chodzi o to, by konkurencja pomiędzy tradycyjnymi korporacjami taksówkarskimi a takimi firmami jak Uber odbywała się na równych zasadach.
Propozycja przedstawiona wczoraj w Sejmie polega na dodaniu do ustawy definicji aplikacji mobilnej jako „elektronicznej platformy pośredniczącej”. Podmiot udostępniający taką aplikację musiałby, oprócz legalnie zarejestrowanej działalności, posiadać siedzibę na terytorium RP.
Reklama

Reklama
Firmy typu Uber byłyby zdefiniowane jako pośrednicy w wymianie informacji między pasażerami a kierowcami, a nie jako klasyczne podmioty na rynku transportowym. Natomiast kierowcy, którzy współpracują z takimi podmiotami, musieliby posiadać uprawnienia do przewozu osób, w tym zaświadczenie o niekaralności. Tym niemającym odpowiedniej licencji groziłaby kara grzywny do 2 tys. zł.
Jednak środowisko taksówkarskie domaga się, by odpowiedzialność za świadczenie usług przewozowych przez osoby bez uprawnień ponosiły też podmioty pośredniczące. – To zasadny postulat, dlatego będziemy chcieli uzupełnić nasz projekt o obowiązek cyklicznej weryfikacji dokumentów przez pośrednika – mówi Paweł Pudłowski z Nowoczesnej, jeden z autorów dokumentu.
Gdyby przypadki wykonywania przewozów przez kierowców bez uprawnień się powtarzały, wówczas pośrednik mógłby stracić zezwolenie na wykonywanie działalności. Z kolei kierowcy podwożący pasażerów pomiędzy miejscowościami, korzystający z takich platform jak BlaBlaCar nadal nie musieliby posiadać licencji na przewóz osób, pod warunkiem że takie kursy byłyby incydentalne.
– Przystępując do prac nad tym projektem, chcieliśmy zadowolić zarówno nowe firmy transportowe działające w modelu ekonomii współdzielenia, jak i tradycyjną branżę taksówkarską. Mam wrażenie, że jesteśmy na dobrej drodze do wypracowania regulacji, które będą dla wszystkich korzystne – dodaje poseł Pudłowski.