REGULACJE Rzekomą szkodliwość pól elektromagnetycznych wytwarzanych przez sieci komórkowe do niedawna określano mianem „wymysłu skrajnych ekologów”. Niespodziewanie jednak sprawą zainteresował się rząd.
Reklama
Czerwiec 2015 r., Kraków. Maszt sieci komórkowej miał stanąć na jednym z bloków TBS. Mieszkańcy protestowali i zebrali kilkadziesiąt podpisów przeciwko inwestycji. Podobne zdarzenie: lipiec 2015 r., Rabka-Zdrój. Około 60 osób podpisało się pod protestem przeciwko budowie stacji bazowej sieci Play i ponad 40-metrowego masztu, który miał stanąć między domami mieszkalnymi. Obawiali się negatywnego wpływu na ich zdrowie i spadku wartości działek.
Sierpień 2015 r., tym razem Gdańsk i plany budowy kolejnego masztu wysokiego na 40 metrów. I znowu okoliczni mieszkańcy urządzają protesty. Podobne sytuacje mają miejsce regularnie. A w ostatnich miesiącach ich liczba rośnie. Wszędzie powody protestów są takie same: mieszkańcy obawiają się elektrosmogu, czyli silnego elektromagnetycznego promieniowania (PEM), jakie mają wytwarzać maszty sieci komórkowych. Od początku 2015 roku do Urzędu Komunikacji Elektronicznej wpłynęło 15 skarg na promieniowanie sieci komórkowych.
Jeszcze do niedawna temat traktowany był z pobłażaniem. – To jakaś paranoja roztaczana przez skrajnych ekologów. Oczywiście, że sieci promieniują, ale o wiele mocniej promieniują same komórki, których używamy – wzdycha jeden z ekspertów rynku telekomunikacyjnego. Prosi jednak o niepublikowanie jego nazwiska. Bo sprawą zainteresowały się władze centralne. – I nie potrafimy ocenić, czy to efekt klimatu dla wszelkiego rodzaju teorii spiskowych, czy po prostu próba załagodzenia ewentualnych konfliktów – zastanawia się.
Przed kilkoma dniami w ramach działalności Biura Dialogu i Inicjatyw Obywatelskich Kancelarii Prezydenta RP odbyło się spotkanie minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej i przedstawicieli mieszkańców protestujących przeciwko inwestycjom telekomunikacyjnym. Niespodziewanie pojawił się pomysł powołania zespołu, który ma się zająć przygotowaniem założeń nowej ustawy, która ureguluje zasady budowy sieci komórkowych z uwzględnieniem pól elektromagnetycznych. – Bardzo się cieszymy, że ktoś wreszcie wysłuchał naszych argumentów. Prace nad naszą częścią założeń przepisów chcemy podjąć jak najszybciej – mówi nam Barbara Gałdzińska-Calik, wiceprezes Fundacji Instytut Badań Elektromagnetycznych im. Jamesa Clerka Maxwella.
Ta krakowska instytucja jest najprężniej działającym ośrodkiem alarmującym przed zagrożeniem ze strony elektrosmogu. – To naprawdę jest poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi. Jak bardzo, nie wiemy, bo nie prowadzi się w Polsce żadnych badań. Nie ma nawet ośrodków medycznych wyspecjalizowanych w diagnozowaniu schorzeń związanych z tym promieniowaniem. Ale dostajemy od ludzi masę sygnałów, e-maili, telefonów o problemie. Niektórzy wręcz przyjeżdżają do nas z prośbą o pomoc medyczną – relacjonuje Gałdzińska-Calik.
O tym, że problem jest realny, a nie wyimaginowany, świadczy też niedawny raport NIK, który wskazywał, że brak u nas jasno określonych przepisów. W efekcie w niektórych przypadkach oddziaływanie stacji telefonii komórkowej nawet o 800 proc. przekraczało normy. Inspektorzy w opublikowanym pod koniec 2015 r. dokumencie stwierdzili, że część stacji bazowych telefonii komórkowej funkcjonuje bez analizy ich oddziaływania na sąsiednie nieruchomości. Analizowano to jedynie w przypadku nowo powstających stacji, a niejasne przepisy w tym zakresie sprawiały, że nie było podstaw do weryfikowania, czy maszty komórkowe o zwiększającej się mocy nie wpłyną w niedopuszczalny sposób na sąsiednie tereny, w tym także na możliwość ich przyszłego zagospodarowania. Jak tłumaczą kontrolerzy, zwiększenie mocy anten powoduje zwiększenie zasięgu oddziaływania pól elektromagnetycznych na otoczenie. Może to wpływać m.in. na ograniczenie praw do tych nieruchomości w związku ze znacznym wzrostem promieniowania elektromagnetycznego w miejscach dostępnych dla ludności.
– NIK zastosowała wiele uproszczeń i co najważniejsze, nie podkreśliła, że nie zostały złamane i tak bardzo restrykcyjne polskie przepisy. A nasze normy są najostrzejsze w Europie. Wprowadzanie kolejnych ograniczeń w budowie masztów i baz naprawdę zastopuje inwestycje – przekunuje Anna Paździorko z Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. KIGEiT przed kilkoma dniami wysłała do Ministerstwa Cyfryzacji pismo z apelem, by wyniki kontroli NIK porównać z rezultatami badań prowadzonych przez wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska, z których wynika, że wszystko jest w normie. – Już w procedowanej w Sejmie nowelizacji ustawy jest bardziej rygorystyczne podejście do budowy sieci komórkowej. Obawiamy się, że to może być dopiero początek, wywołany przesadnymi obawami do co promieniowania – dodaje Paździorko.
Dotąd tendencje dotyczące mocy sieci telekomunikacyjnych były u nas odwrotne. Pod koniec 2014 r. pojawiły się szanse na zliberalizowanie przepisów. Promieniowanie nie może dziś przekraczać 0,1 V (wolt) na 1 mkw. Bardziej wyśrubowane normy ma tylko Szwajcaria – tam maksymalna moc nadajników 900 MHz używanych w telefonii komórkowej to jedynie 0,04 V/m. Ale to wyjątek, bo w innych krajach Europy normy wynoszą od 1 do 10 V/m. Operatorzy apelują więc od lat, by i u nas normy podnieść do 4,5 V/m.
Jak telefony komórkowe wpływają na zdrowie? Czytaj na zdrowie.dziennik.pl