Dopiero po rozdzieleniu między telekomy częstotliwości z pasma C w pełni poznamy możliwości sieci piątej generacji

W tym tygodniu czy w następnym? Na to pytanie nikt nie może jeszcze odpowiedzieć z całą pewnością. Wiadomo tylko, że aukcja częstotliwości z zakresu 3,4–3,8 GHz (zwanego pasmem C) zacznie się w najbliższych dniach. Operatorzy telekomunikacyjni czekają na nią od wielu miesięcy, bo właśnie w tym paśmie będą budować ogólnopolską sieć komórkową piątej generacji – tę prawdziwą.
Wszyscy czterej główni gracze od ubiegłego roku oferują już usługi w tym standardzie, ale na częstotliwościach, które Urząd Komunikacji Elektronicznej przydzielił im wcześniej na łączność w starszej technologii (4G/LTE). Orange, Play i T-Mobile wykorzystują w tym celu zakres 2100 MHz, natomiast Plus (Cyfrowy Polsat) 2600 MHz. Dlaczego to nie wystarczy?
‒ Przede wszystkim obecnie mamy tylko sygnał 5G. Na ekranie telefonu pojawia się taka ikona, ale prędkość przesyłania danych jest tylko trochę wyższa niż w LTE – mówi Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland. ‒ Nie jest to jednak prawdziwa sieć 5G – podkreśla. – Spełnia ona normy techniczne Unii Europejskiej dla 5G, ale nie pozwala w pełni rozwinąć możliwości tej technologii. I z tego punktu widzenia dzisiejsze 5G niewiele wnosi. Dlatego konieczna jest aukcja pasma C. Tym bardziej że zapotrzebowanie na przesył danych stale rośnie, więc potrzebujemy tych częstotliwości dla zwiększenia przepływności – argumentuje.
Orange wspólnie z Ericssonem 27 maja br. uruchomił łączność piątej generacji w docelowym paśmie C. Ale to też tylko namiastka, bo działa na niewielkim obszarze – w kampusie dla start-upów w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej – i powstała na uzyskanej od UKE tymczasowej rezerwacji na testy. Piotr Jaworski, członek zarządu Orange ds. sieci i technologii, podkreślił przy tej okazji, że pełne wykorzystanie zalet nowej technologii umożliwi dopiero sieć piątej generacji wybudowana w modelu standalone (tj. samodzielna).
Także Andrzej Dulka, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, uważa, że dopiero w samodzielnej sieci 5G operatorzy będą mogli wprowadzić nowe usługi – m.in. dzięki temu, że taką sieć da się „pokroić” na plastry. ‒ To mogą być gry, transmisje wideo, zdalne operacje, sztuczna inteligencja w przemyśle, monitorowanie ruchu na drogach, pomiar wilgotności gleby na polach i ściółki w lesie – mówił nam niedawno Dulka, dodając, że gdy te zastosowania będą dostępne, „będziemy mieli prawdziwą sieć 5G” w gospodarce.
Żeby tak się stało, trzeba najpierw zainwestować. Pierwszym wydatkiem operatorów będą rezerwacje częstotliwości. Sekretarz stanu w kancelarii premiera Marek Zagórski na Europejskim Kongresie Gospodarczym wymienił niedawno w tym kontekście kwotę od 2 mld zł do 6 mld zł (od czterech telekomów). Dolna granica jest bliska oczekiwań, jakie wobec aukcji pasma C miał w ubiegłym roku Urząd Komunikacji Elektronicznej (1,9 mld zł).
Z kolei zgodnie z estymacjami w Narodowym Planie Szerokopasmowym, rządowej strategii rozwoju szybkiego internetu, nakłady na pełne wdrożenie sieci 5G mogą w skali kraju sięgnąć 20 mld zł. Żeby wesprzeć jej budowę na mniej opłacalnych dla operatorów obszarach o niskiej gęstości zaludnienia, rząd zaplanował w Krajowym Planie Odbudowy (KPO) pożyczki, na które przeznaczy 1,4 mld euro w latach 2022‒2026 r.
Nawet z taką zachętą inwestycje nie ruszą jednak przed rozstrzygnięciem aukcji. A w tej dziedzinie regulatorzy nie mają się na razie czym chwalić.
Pierwsze podejście do rozdysponowania częstotliwości na nową sieć UKE zrobił w marcu ub.r., na krótko przed pandemią koronawirusa. Z jej powodu cały proces został najpierw zawieszony, a później w pośpiechu anulowany – za pomocą przepisów dopisanych do tarczy 3.0. W rezultacie pierwsza aukcja została formalnie anulowana w czerwcu ub.r.
Drugiej do dziś nie ogłoszono, gdyż rząd zaczął prace nad nowelizacją ustawy o krajowej sieci cyberbezpieczeństwa (KSC), określającej m.in. zasady bezpieczeństwa sieci, które mają się też znaleźć w dokumentacji aukcyjnej. Chodzi o kryteria oceny ryzyka dostawców sprzętu do budowy 5G. Od nich zależy przede wszystkim, czy operatorzy będą mogli kupować urządzenia od chińskiego koncernu Huawei.
Brak porozumienia między resortami co do szczegółów projektu KSC sprawił, że nowelizacja nie została jeszcze zaakceptowana przez Radę Ministrów. Dopiero to będzie dla UKE sygnałem do startu aukcji. ©℗
Nakłady na pełne wdrożenie sieci 5G mogą sięgnąć 20 mld zł