Dzień później premier Mateusz Morawiecki stwierdził: „Stało się wielkie zło, ale spróbujmy przekuć je w dobro”, apelując do polityków, liderów opinii, ludzi mediów i kultury: „Uczyńmy nasze życie publiczne lepszym, a debatę publiczną spokojniejszą, mądrzejszą i pełną należytego szacunku do siebie nawzajem”.

Grochem o ścianę. W ub.r. Telewizja Polska wyemitowała prawie 1,8 tys. materiałów o Pawle Adamowiczu. „Gazeta Wyborcza” cytowała analizę Newton Media dla gdańskiego ratusza: naliczono 877 materiałów w TVP Info, 593 w TVP Gdańsk, ponad dwieście w TVP1 i prawie sto w TVP2. W większości negatywnych. Dla tych, którzy – jak rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar – mniej lub bardziej wprost zarzucali jej szerzenie mowy nienawiści, telewizja publiczna przygotowała pozwy o ochronę dóbr osobistych.

Pół roku po śmierci prezydenta firma Press-Service sprawdziła dla Press.pl, jak traktowana jest następczyni Adamowicza. Wzięto pod lupę główne programy informacyjne z czerwca i lipca. W czerwcu „Wiadomości” TVP1 poświęciły Aleksandrze Dulkiewicz 18 materiałów, „Fakty” TVN sześć, a „Wydarzenia” Polsatu dziewięć. W lipcu odpowiednio: dziewięć, trzy i ani jednego.

To, co na temat prezydent Dulkiewicz pokazywały „Wiadomości”, zaprzecza apelom o odrzucenie nienawistnego języka i pełną szacunku debatę. Komentując zabytkowy tramwaj, TVP stwierdziła np.: „Nie brak opinii, że władze miasta otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska”. Nie, pojazd nie był oznaczony swastyką. Miał tylko niefortunny napis „Danzig”. Zamiast to zwyczajnie skrytykować, „Wiadomości” zrobiły polowanie z nagonką. W jego kolejnej odsłonie pretekstem do ataku stał się Marsz Życia – jeden z elementów obchodów rocznicy 1 września w Gdańsku. W serwisie miejskim nazwano go „radosnym korowodem” i to niezręczne wyrażenie – szybko zresztą skorygowane – wywołało w „Wiadomościach” komentarze o oderwaniu władz miasta od polskiej tradycji i świętowaniu napaści Niemiec na Polskę. Aleksandra Dulkiewicz otrzymuje już groźby karalne.

Stosunek „Wiadomości” i innych prawicowych mediów do nazizmu jest zresztą dość specyficzny. Naśladowcy Hitlera czynią źle, to nie ulega wątpliwości. A jednak zdarzają się rzeczy budzące większe oburzenie. Jak dziennikarskie śledztwa TVN. Gdy po wielu miesiącach pracy nad tematem ekipa „Superwizjera” na początku ub.r. zdemaskowała grupę neonazistów, serwis wPolityce.pl zaczął własne dochodzenie – w sprawie kulisów tego reportażu. W listopadzie ub.r. pochwalił się rezultatami, sugerując, że pokazana w TVN neonazistowska feta z okazji urodzin kanclerza III Rzeszy mogła być „maskaradą, za którą zapłacono jej organizatorowi 20 tys. zł”. Dowód? Zeznania Mateusza S., członka grupy zinfiltrowanej przez „Superwizjer”.

Temat podchwyciły „Wiadomości” w cyklu „demaskującym” TVN – bo to zawsze jest serial, nawet gdy nie ma nowych wątków, na jednym wydaniu się nie kończy. Reporter „Wiadomości” Jan Korab stwierdził m.in., że „emisja reportażu zaszkodziła wizerunkowi Polski na świecie”, i podał w wątpliwość intencje TVN. W krytykę samego neonazimu nie włożono już tyle ognia.

Hejt boli. Miesiąc po śmierci Pawła Adamowicza TVP zafundowała swoim pracownikom pomoc psychologa, bo obrzucano ich błotem. Specjalista łagodził stres i niepokój wywołany – jak wyjaśniała TVP – „płynącą z zewnątrz agresją”.

Kto pomoże widzom codziennych seansów nienawiści o 19.30?