Proponowane regulacje likwidują bariery administracyjno-prawne, które blokowałyby inwestycje w sieć telekomunikacyjną piątej generacji (5G). Uszczelnią też luki w systemie kontroli norm pola elektromagnetycznego ujawnione na początku maja br. w raporcie Najwyższej Izby Kontroli.

Przygotowany przez Ministerstwo Cyfryzacji dokument zwany megaustawą to formalnie nowelizacja ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych oraz niektórych innych ustaw. Projekt, który wczoraj zaakceptowała Rada Ministrów, trafi teraz do Sejmu. Parlamentarzyści powinni się nim zająć w czerwcu.

– Wszystko idzie zgodnie z planem i mam nadzieję, że do wakacji ustawa zostanie przyjęta – mówi wiceminister cyfryzacji Wanda Buk.

Megaustawa obniży ponoszone przez operatorów koszty inwestycji w infrastrukturę telekomunikacyjną. Jak podaje resort cyfryzacji, pobierane od telekomów opłaty spadną o 90 proc. Nowe przepisy obniżają np. górną granicę opłaty za zajęcie pasa drogowego na prace przy infrastrukturze telekomunikacyjnej (z 10 zł do 0,20 zł za mkw. dziennie) i za zajęcie pasa drogowego w celu umieszczenia tam kabla (z 200 zł za 1 mkw. do 20 zł rocznie). W ramach ostatnich poprawek do megaustawy wprowadzono też górną stawkę za przejście sieci przez las, ustalając ją na 2,5 zł za metr. Dotychczas żadne regulacje tych opłat nie ograniczało i w niektórych przypadkach sięgały nawet kilkuset złotych.

Do przepisów, na które firmy telekomunikacyjne najbardziej czekają, należą te odnoszące się do norm natężenia pola elektromagnetycznego (PEM). To jedna z głównych barier dla wprowadzenia standardu 5G, bo polskie przepisy należą do najsurowszych na kontynencie. Maksymalna dozwolona dziś gęstość mocy nadajników – 0,1 W/mkw. – została ustalona jeszcze w latach 80. Jest 100 razy mniejsza niż w większości państw Unii Europejskiej. Równie wyśrubowane limity mają w UE tylko Włochy i Bułgaria.

Operatorom normy PEM przeszkadzają już teraz przy rozbudowie obecnej sieci 4G. Natomiast w 5G waga tego problemu będzie jeszcze większa, bo łączność piątej generacji wymaga gęstszej sieci nadajników. Dlatego megaustawa przewiduje złagodzenie norm – co ma nastąpić do początku 2020 r. Nowelizacja przenosi też kompetencje ustalania limitów z resortu środowiska do resortu zdrowia. Nieoficjalnie mówi się, że maksymalny próg dla PEM powinien wzrosnąć stukrotnie.

Sprawa pola elektromagnetycznego ma jeszcze jeden wątek. Na początku maja NIK ujawnił, że organy Inspekcji Ochrony Środowiska oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej „nie są przygotowane ani organizacyjnie, ani technicznie do kontroli”. Według izby dzieje się tak „dlatego, że ich kompetencje nakładają się, a przepisy nie określają jednoznacznie roli, jaką mają odgrywać w systemie ochrony przed promieniowaniem elektromagnetycznym od urządzeń telefonii komórkowej”. Co więcej, w kilku przypadkach inspektoraty ochrony środowiska oraz wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne nie miały nawet potwierdzonych kompetencji do wykonywania pomiarów PEM. Wnioski NIK wskazują też na niedofinansowanie organów odpowiedzialnych za monitoring pola, co skutkuje np. brakiem odpowiedniej aparatury pomiarowej.

Ministerstwo Cyfryzacji zapewnia, że megaustawa „rozwiązuje wiele problemów, na które zwraca uwagę Najwyższa Izba Kontroli”. Poprawia bowiem system nadzoru państwa nad operatorami telekomunikacyjnymi i stacjami bazowymi telefonii komórkowej wytwarzającymi pole elektromagnetyczne. Zapewnia także pieniądze – na sam zakup sprzętu do mierzenia natężenia PEM dla wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska przewiduje ponad 5 mln zł. Nakłada również na operatorów nowe obowiązki sprawozdawcze związane z PEM. Zmienia ponadto przepisy ochrony środowiska, wprowadzając obowiązek badań natężenia pola przed uruchomieniem stacji, a nie dopiero po jej włączeniu, jak to jest obecnie. Wyniki tych pomiarów będą zgłaszane zarówno wojewódzkim inspektoratom ochrony środowiska, jak i sanepidom.

Coraz częściej dochodzi do protestów mieszkańców okolic, w których ma się pojawić nowy element infrastruktury sieciowej (np. antena). W tej kwestii ma pomóc system publicznej informacji o polu elektromagnetycznym (SI2PEM). Tworzą go Instytut Łączności i Centrum Projektów Polska Cyfrowa – za 11,2 mln zł ze środków unijnych. Prototyp ma być udostępniony w listopadzie br., wersja rozszerzona w marcu 2020 r. , a w sierpniu 2020 r. ruszy w pełni działający system. Każdy będzie mógł w nim sprawdzić poziom PEM w swojej okolicy.

Wśród problemów do rozwiązania w związku z wdrożeniem 5G pozostaje też wybór dostawców sprzętu do budowy nowej sieci. Jak pisaliśmy, do końca czerwca ma powstać rządowa rekomendacja dotycząca dopuszczenia do tego rynku chińskiej firmy Huawei.