Bartosz Marczuk, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, zapowiada stworzenie ogólnopolskiego rejestru pieczy zastępczej. Dzięki temu więcej dzieci będzie mogło trafiać w przyszłości do rodzin, a nie placówek opiekuńczo-wychowawczych.
Baza ma być narzędziem pomocnym dla sędziów, którzy wydają orzeczenia kierujące dzieci do określonej formy pieczy zastępczej. Obecnie praktyka postępowania w takich sprawach jest różna. Niektórzy sędziowie współpracują z powiatami i przed decyzją sprawdzają w tym właściwym ze względu na pochodzenie dziecka, czy dysponuje wolnymi miejscami.
Reklama

Reklama
Jeśli nie, zwykle nikt już nie sprawdza, jak wygląda ich dostępność w sąsiednich powiatach (czasem samorządy same wymieniają się między sobą informacjami w tym zakresie). W konsekwencji prowadzi to do tego, że dziecko trafia do placówki opiekuńczo-wychowawczej, mimo że w skali całego kraju jest ok. tysiąca wolnych miejsc w rodzinach zastępczych. Co więcej, zdarza się, że dotyczy to również małoletnich poniżej 7. roku życia, chociaż ustawa z 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 332 ze zm.) zabrania umieszczania maluchów w domach dziecka.
– Taka baza jest potrzebna, zwłaszcza że nie musi to oznaczać, iż dziecko będzie trafiać na drugi koniec Polski, bo często może znaleźć się w rodzinie, która mieszka niedaleko od jego aktualnego miejsca pobytu – mówi Joanna Luberadzka-Gruca z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.
Magdalena Kuźnicka, wicedyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, zwraca jednak uwagę, że obowiązkiem samorządu jest w pierwszej kolejności zabezpieczenie miejsc w pieczy dla dzieci z jego terenu i w każdej chwili te, które nie są zajęte, mogą okazać się potrzebne.
Uruchomienie ogólnopolskiej bazy wolnych miejsc pieczy zastępczej to niejedyna zmiana, którą planuje resort rodziny. Ministerstwo widzi też potrzebę podjęcia działań zapobiegających sztucznemu podziałowi placówek opiekuńczo-wychowawczych. Zgodnie z obowiązującymi przepisami powiaty mogą tworzyć
jedynie małe, przewidziane dla maksymalnie 14 podopiecznych domy dziecka. Natomiast te, które powstały jeszcze przed 2012 r., muszą do 2020 r. zmniejszyć liczbę miejsc, bo docelowo cały system instytucjonalnej pieczy ma się składać właśnie z niedużych placówek, a większość dzieci ma przebywać w rodzinach.
Niektóre powiaty już zaczęły dostosowywać się do tych wymagań, ale zdarza się, że część dzieci z placówki wcale nie trafia do rodzinnej opieki, tylko dochodzi do jej podziału na mniejsze. Co istotne, często mieszczą się one w tym samym budynku. Wprawdzie przepisy przewidują, że w jednym obiekcie może być tylko jeden dom dziecka, ale od tej zasady jest wyjątek. Zgodnie z art. 106 ust. 3 ustawy o pieczy wojewoda może bowiem wydać zezwolenie na funkcjonowanie w jednym wielorodzinnym budynku więcej niż jednej placówki dla 14 wychowanków. Na przykład powiat jędrzejowski na podstawie tego przepisy wyodrębnił z jednego domu dziecka w Nagłowicach pięć, a kazimierski podzielił placówkę w Kazimierzy Wielkiej na cztery.
– Trzeba podjąć działania zapobiegające takim sytuacjom, bo furtka w przepisach może się okazać wygodnym rozwiązaniem dla większej liczby powiatów, które zamiast szukać kandydatów na rodziny zastępczej będą dzielić placówki na mniejsze – podkreśla Joanna Luberadzka-Gruca.