Rządową kroplówkę dla samorządów traktuję jako zło konieczne, z naciskiem na ten drugi człon określenia. Jest ona konieczna, bo wiele samorządów ciągle odczuwających skutki dewastujących dla nich reform z ostatnich lat ma trudności, by związać koniec z końcem.
Jest przy tym złem, bo za złe uważam każde rozwiązanie, które nie reguluje dochodów samorządów za pomocą klarownych przepisów ustawowych, lecz odwołuje się do różnego rodzaju arbitralnych działań ad hoc.
Przyjęta przez Ministerstwo Finansów metoda alokacji tej kroplówki (dobrze, że w ogóle sformułowano kryteria i podano je do publicznej wiadomości; w minionych latach nie było to regułą) jest oparta przede wszystkim na wielkości wpływów z PIT. W konsekwencji więcej pieniędzy dostają samorządy zamożniejsze, gdzie mieszkają bogatsi podatnicy. A zatem kroplówka może nie tyle wzmacnia, ile utrwala rozpiętości między biednymi a bogatymi. W szczególności można się spodziewać, że przy takim algorytmie zyska większość dużych miast, natomiast mniejsze korzyści odniosą typowo rolnicze gminy wiejskie. Przy czym ten skutek jest łagodzony przez mechanizm dosypujący dodatkowe pieniądze w formie subwencji uzupełniającej mniejszym gminom i powiatom, których wpływy z PIT są niskie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.