W 2021 r. powstało 100 nowych placówek opiekuńczo-wychowawczych. Jest ich już prawie 1300 i mieszka w nich 1100 dzieci poniżej siódmego roku życia, chociaż powinny znajdować się w rodzinach zastępczych.

72,9 tys. dzieci wychowywało się w pieczy zastępczej w ubiegłym roku. Tak wynika ze sprawozdania rządu z realizacji ustawy z 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 447). W porównaniu z 2020 r. zwiększyła się liczba dzieci przebywających poza rodziną biologiczną (wtedy było ich 72 tys.). I chociaż większość z nich znajduje się pod opieką rodziców zastępczych, 22 proc. z nich wciąż mieszka w placówkach.
Ostatnie lata pokazują, że rozpoczęty 10 lat temu proces deinstytucjonalizacji pieczy wyhamował. Sytuację ma poprawić nowelizacja ustawy, nad którą trwają prace w Sejmie. Problem w tym, że zdaniem ekspertów zawarte w projekcie rozwiązania, choć potrzebne, mogą się okazać niewystarczające.

Dopełnianie rodzin

Zawarte w sprawozdaniu statystyki wskazują, że jeśli uwzględnimy rodzinne formy pieczy, które w 2021 r. zostały rozwiązane, oraz te, które wtedy powstały, okaże się, że ich liczba wprawdzie się zwiększyła, ale zaledwie o 27 podmiotów. Jeśli przyjrzymy się poszczególnym rodzajom rodzinnej opieki, zauważymy, że ten wzrost został odnotowany głównie w przypadku rodzinnych domów dziecka oraz rodzin zastępczych niezawodowych (w ubiegłym roku było ich o 95 więcej niż w 2020 r.). Mniej jest rodzin zastępczych zawodowych, do których mogłyby trafiać dzieci niepełnosprawne lub wymagające szczególnej opieki.
- Wiele rodzin niezawodowych mogłoby przekształcić się w zawodowe, ale nie wszystkie powiaty są do tego chętne. Chodzi o kwestie finansowe, bo wtedy przysługuje im wynagrodzenie. Są też takie samorządy, które nie podpisują umowy z opiekunami, u których nie są umieszczone dzieci z ich terenu - mówi Joanna Luberadzka-Gruca z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.
W tym samym czasie, w którym przybyło zaledwie 27 rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka, liczba umieszczanych w nich małoletnich zwiększyła się z 55,7 tys. do 56,6 tys.
- Ponieważ brakuje nowych rodzin zastępczych, dopełnia się te istniejące, kierując do nich kolejnych małoletnich. To zjawisko nasila się od kilku lat, ale doszliśmy już chyba do momentu, gdy ze względu na obowiązujące limity podopiecznych to rozwiązanie pomoże powiatom, które mają za mało opiekunów zastępczych - wskazuje Joanna Luberadzka-Gruca.

Niepokojący wzrost

Każdy (nawet ten najmniejszy) wzrost podmiotów zaliczanych do rodzinnej pieczy zastępczej jest pożądany. Inaczej jest jednak w przypadku jej instytucjonalnych form. Tymczasem choć powinno ich być coraz mniej, tendencja jest zupełnie odwrotna. Co więcej 2021 r. przyniósł rekordowy wzrost liczby nowo tworzonych placówek opiekuńczo-wychowawczych - powstało ich 100. Nie odnotowano natomiast wzrostu w statystykach podopiecznych domów dziecka, ich liczba utrzymuje się na poziomie 16,2 tys.
- To efekt dostosowywania się do wymaganego przez ustawę standardu 14 miejsc w placówkach - uważa Lidia Zeller, prezes Stowarzyszenia na rzecz Pomocy Dziecku i Rodzinie „Dla rodziny”.
Zgodnie z przepisami samorządy musiały zmniejszyć z 30 do 14 liczbę podopiecznych w domach dziecka. Część z nich (te, które nie miały wolnych miejsc w rodzinach zastępczych) zdecydowała się na rozwiązanie polegające na podziale placówek na mniejsze. Przypomnijmy, że wyznaczony przez ustawę termin na osiągnięcie wspomnianego limitu upłynął 1 stycznia 2021 r. Wiele wskazuje więc na to, że nie wszystkie powiaty zrobiły to na czas, zwłaszcza że nie groziły im za to żadne sankcje.
Rosnąca liczba domów dziecka to niejedyna negatywna tendencja obserwowana w instytucjonalnej pieczy. W placówkach opiekuńczo-wychowawczych w 2021 r. wciąż znajdowało się 1151 dzieci poniżej siódmego roku życia, podczas gdy przepisy zabraniają umieszczania w nich maluchów. Wprawdzie ustawa dopuszcza wyjątki, np. w przypadku nieletnich matek lub nierozdzielania rodzeństwa, ale dane za ubiegły rok (podobnie jak za poprzednie lata) świadczą o tym, że w praktyce jest inaczej.
- Niestety dopóki nie doprowadzimy do zdecydowanego zwiększenia liczby miejsc w rodzinnej pieczy, ta sytuacja szybko się nie zmieni - podkreśla Lidia Zeller.

Potrzebne zachęty

To, że proces przekształcania pieczy z instytucjonalnej na rodzinną nie przebiega tak, jak powinien, dostrzegło również Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, o czym w lipcowym wywiadzie dla DGP mówiła Barbara Socha, wiceminister rodziny i polityki społecznej („Deinstytucjonalizacja pieczy zastępczej musi przyspieszyć” nr 129/22). Dlatego w resorcie powstał projekt nowelizacji ustawy, który jest po I czytaniu w Sejmie.
Przewiduje on m.in. zakaz tworzenia nowych placówek opiekuńczo-wychowawczych (choć będą możliwe odstępstwa od tej reguły) oraz derejonizację pieczy, która pozwoli w szerszym niż dotąd zakresie na umieszczanie w rodzinach zastępczych dzieci z innych powiatów (starostowie nie będą mogli blokować wolnych miejsc), a kandydatom na opiekunów umożliwi odbywanie szkolenia i zdobywanie kwalifikacji do pełnienia tej funkcji poza samorządem, w którym mieszkają.
- Są to oczekiwane i potrzebne zmiany, które do pewnego stopnia powinny poprawić sytuację. Nowe przepisy nie rozwiążą jednak podstawowego problemu, co robić, aby powstawało więcej rodzin zastępczych - stwierdza Lidia Zeller.
Również zdaniem Joanny Luberadzkiej-Grucy w nowelizacji znalazły się dobre zapisy, ale przypomina ona raczej gaszenie małych, punktowych pożarów niż długofalową strategię. Dodaje, że zabrakło w niej nie tylko zachęt do tego, aby więcej osób zostawało rodzicami zastępczymi, lecz także regulacji, które zwiększałyby wsparcie dla pełnoletnich wychowanków chcących się usamodzielnić. Jest ono obecnie na tyle niewystarczające, że wielu z nich zostaje po osiągnięciu pełnoletniości na czas nauki w dotychczasowej rodzinie zastępczej lub placówce, bo nie byliby w stanie godzić edukacji z pracą, którą musieliby wykonywać, gdyby postanowili żyć na własny rachunek.
Opieka nad dziećmi / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe