Samorządowcy nie zgadzają się na niektóre zmiany, które w projekcie nowelizacji kodeksu pracy zaproponowało Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej (MRiPS).
– W trakcie prac legislacyjnych nad projektem niektóre uwagi zostały uwzględnione, wobec pozostałych podtrzymujemy nasze wątpliwości – mówi Bernadeta Skóbel ze Związku Powiatów Polskich (ZPP).

Za krótko na próbę

Reklama
Co budzi sprzeciw JST? Na przykład nowe zasady zawierania umów na okres próbny. Dziś podpisuje się je na czas nieprzekraczający trzech miesięcy. MRiPS proponuje dodanie wyjątków od tej reguły. Przykładowo wedle projektu okres próbny będzie trwał nie dużej niż miesiąc w przypadku zamiaru zawarcia umowy o pracę na czas określony krótszy niż sześć miesięcy, a dwa miesiące w przypadku zamiaru zatrudnienia pracownika na nie więcej niż rok. Okresy te można byłoby wydłużyć (o maksymalnie miesiąc) tylko wtedy, gdy będzie to uzasadnione rodzajem pracy.
– Miesięczny okres próbny jest zdecydowanie za krótki, żeby sprawdzić umiejętności pracownika, zwłaszcza na stanowiskach wymagających przyuczenia do pracy. To niekorzystne rozwiązanie także dla pracownika, bo po zakończeniu okresu próbnego pracodawca nie będzie pewny co do jego predyspozycji – twierdzi ZPP.

Reklama
Wskazuje, że znaczna część państw UE ustanowiła maksymalny okres próbny od trzech do sześciu miesięcy. – W Polsce i tak jest już on relatywnie krótki – dodaje ZPP.

Odwrotny skutek

Związek ma też uwagi do nowych zasad zatrudniania rodziców. Projekt zakłada, że pracownika wychowującego dziecko do ukończenia przez nie 8. roku życia nie będzie wolno zatrudniać (bez jego zgody) w godzinach nadliczbowych, porze nocnej i systemie przerywanego czasu pracy ani delegować poza stałe miejsce zatrudnienia. Samorządowcy proponują skreślenie tego przepisu lub jego zmianę w taki sposób, aby nie miał on zastosowania, gdy praca w godzinach nadliczbowych oraz podróże służbowe są wpisane w rodzaj i charakter pracy na danym stanowisku.
Przedstawiciele samorządów twierdzą, że proponowana przez resort regulacja wydaje się zbyt daleko idąca i może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych i skończyć się dyskryminacją rodziców (zwłaszcza kobiet) wychowujących dzieci do lat 8. Pracodawcy mogą być bowiem bardziej zainteresowani zatrudnianiem pracowników bezdzietnych i tych, którzy mają starsze dzieci.
– Jeżeli będzie potrzebna zgoda na oddelegowanie pracownika do pracy w terenie, trudnej będzie nam reagować w sytuacjach kryzysowych, takich jak wojna w Ukrainie i nagły napływ uchodźców – dodaje Skóbel.

Wirtualny zysk

Samorządowcy krytycznie wypowiadają się też na temat propozycji wprowadzenia zwolnienia od pracy z powodu działania siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem (w wymiarze dwóch dni lub 16 godzin, z zachowaniem prawa do połowy wynagrodzenia).
– Planowana zmiana może zakłócać pracę zwłaszcza małych jednostek, gdzie pracuje po kilkanaście osób. Gdy pracownik będzie mógł na kilka godzin opuścić swoje stanowisko pracy, znacznie utrudni to organizację pracy – tłumaczy Skóbel.
Kontrowersje wzbudzają też rządowe wyliczenia. MRiPS przekonuje, że JST skorzystają finansowo na zmianach w kodeksie pracy. Inne zdanie mają samorządowcy.
– Według nas będzie to zysk wirtualny. W ocenie skutków regulacji projektu wskazano np., że skutki dla sektora finansów publicznych obliczono jako saldo utraty wynagrodzenia i przejścia na dodatkowy zasiłek macierzyński, pomijając to, że nieobecność pracownika zawsze generuje koszty po stronie pracodawcy – zarówno finansowe, jak i organizacyjne, takie jak konieczność zastępstw, wypłaty wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych, dodatków specjalnych, opóźnienia w załatwianiu spraw – wyjaśnia ZPP. ©℗
273,8 mln zł wyniesie prognozowany wpływ finansowy proponowanych zmian w kodeksie pracy na jednostki samorządu terytorialnego w 2023 r.
483,1 mln zł do takiej kwoty wzrośnie w 2032 r., tak wynika z szacunków MRiPS