W 2020 r. liczba dzieci uprawnionych do świadczeń z Funduszu Alimentacyjnego (FA) spadła do 215 tys., podczas gdy rok wcześniej było ich 233 tys. Co więcej, w samym IV kwartale, gdy obowiązywało wyższe kryterium dochodowe, było ich jeszcze mniej, bo 203 tys. Czy waloryzacja nie była zbyt niska, skoro nie przełożyła się na choćby minimalny wzrost liczby świadczeń?

Kryterium zostało podniesione z 800 zł do 900 zł w przeliczeniu na osobę w rodzinie, była to więc znacząca podwyżka. Dodatkowo wprowadzona została zasada „złotówka za złotówkę”, co było wyjściem naprzeciw oczekiwaniom rodziców, bo skutkiem nawet niewielkiego przekroczenia kryterium była całkowita utrata świadczeń. Spadek wynika natomiast przede wszystkim z tego, że poprawiła się sytuacja na rynku pracy i dochody rodzin na tyle wzrosły, że coraz mniej z nich potrzebuje świadczeń z FA. Ten spadek widać również po innych świadczeniach, w tym zasiłkach rodzinnych. Jest to więc informacja bardzo pozytywna. Najważniejsze jest to, aby sytuacja materialna rodzin była coraz lepsza, a nie to, żeby z FA było wypłacanych jak najwięcej świadczeń. Przypomnę, że jest to proteza służąca wsparciu osób, które nie otrzymują zasądzonych alimentów na dzieci. Nie oznacza to jednak przejęcia przez państwo pełnej odpowiedzialności i zastępowania tych rodziców, którzy nie realizują obowiązku alimentacji wobec swoich dzieci. Fundusz ma wspierać tych, którzy z powodu bezskutecznej egzekucji alimentów są w najtrudniejszej sytuacji.