Teoretycznie wszystko jest jasne: do końca roku firmy będą odbierać od mieszkańców odpady tak jak dotąd. Z tą różnicą, że ludzie będą płacić miastu, a nie im. W dodatku według stawek ustalonych przez ratusz. Miasto będzie z pobieranej opłaty śmieciowej opłacać faktury za odbiór śmieci, które wystawią mu firmy.

Problem w tym, że wielu mieszkańców zdążyło już wypowiedzieć umowy na wywóz odpadów, bo miał zostać wybrany nowy operator. I pojawia się pytanie, jak ta współpraca przez kolejne pół roku ma wyglądać i co zrobić, by osiedla nie utonęły w stertach śmieci.

Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach stanowi, że w przypadku gdy gmina nie realizuje obowiązku odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości, są oni obowiązani do przekazania wybranej firmie odpadów komunalnych na koszt gminy (art. 6s ustawy). I tyle. Pojawiają się więc różne interpretacje. Jedna – że w takiej sytuacji mieszkańcy powinni płacić opłatę śmieciową gminie (bo do tego zobowiązuje ich ustawa) i zaliczkowo opłacać faktury wystawione przez firmę, by potem domagać się zwrotu pieniędzy od gminy. Inna twierdzi, że gmina nie powinna pobierać opłaty śmieciowej, skoro nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. – Rzeczywiście przepis ten jest ogólnikowy – przyznaje Tadeusz Arkit (PO), przewodniczący sejmowej podkomisji ds. monitorowania gospodarki odpadami.

Warszawa zdecydowała się na inne wyjście, tj. zbieranie opłat od mieszkańców i bezpośrednie rozliczenia z firmami. Tyle że to ryzykowne rozwiązanie. – Jeśli nie mam umowy, tracę kontrolę nad wykonywaną usługą – mówi Piotr Zarębski z warszawskiej wspólnoty mieszkaniowej na Kabatach.

Szczegóły porozumienia między miastem a firmami nie są jeszcze znane, każdy więc próbuje rozwiązać problem na swój sposób. – Moja wspólnota naciska na firmę, by zawrzeć umowę na nowo. Ratusz uważa, że umowa przedłuża się w sposób dorozumiany. Ale wtedy nie wiadomo, na co się umawiamy i jaka będzie częstotliwość wywozu śmieci – twierdzi Piotr Zarębski.

Część zarządców wysyła do firm oświadczenia o chęci dalszej współpracy na czas trwania programu pomostowego, aneksuje stare umowy lub organizuje wywóz na zasadach umów-zleceń. – Niektórzy zwiększają zakres usług o możliwość segregacji, by płacić niższe stawki – ocenia Monika Byśkiniewicz, współwłaścicielka firmy Byś.

Tylko kto i jak zweryfikuje faktury wystawiane przez firmy, skoro mają trafiać bezpośrednio do ratusza, a nie do wspólnoty. Do faktury można wpisać wszystko.

– Będziemy je weryfikować – zapewnia Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza. – Mamy dane z zakładów gospodarki nieruchomościami z całego miasta. Naliczenia będą na podstawie dotychczasowych faktur, które firmy do tej pory wystawiały mieszkańcom – dodaje.

Jeśli więc faktury będą wyższe niż dotychczas, powinno to zwrócić uwagę urzędników. Rolą wspólnot będzie donoszenie o nieprawidłowościach. Ale to nie rozwiewa wszystkich wątpliwości. – Nasze wspólnoty będą płacić o ok. 30 proc. więcej niż dotąd, pomimo obniżenia stawek przez radnych – podkreśla Rafał Michalski z firmy Maximus, zarządzającej nieruchomościami w stolicy. – Pytanie więc, czy np. nadpłata zostanie nam zwrócona – dodaje. Na to jednak się nie zapowiada. Jak usłyszeliśmy w ratuszu, władze miasta nie przewidują powstania nadwyżek, a system będzie się bilansował tak, że stolica nie zarobi na tym ani złotówki.