W tym tygodniu Inowrocław zdecyduje o skierowaniu nowej ustawy o odpadach do Trybunału Konstytucyjnego. Gminy nie chcą organizować przetargów na odbiór śmieci, choć na usuwanie dzikich wysypisk wydają miliony.
Ile miasta wydają na usuwanie dzikich wysypisk / DGP
W najbliższy czwartek radni Inowrocławia mają powiedzieć ostateczne „tak”. – Wszystko wskazuje na to, że uchwała o skierowaniu skargi do trybunału zostanie przez nich podjęta – przyznaje Ryszard Brejza, prezydent miasta. Dodaje, że sprawa nie dotyczy już tylko jego miasta, bo coraz więcej samorządów sprzeciwia się rewolucji śmieciowej forsowanej przez Ministerstwo Środowiska.
Chodzi o przepisy, zgodnie z którymi od 1 lipca 2013 r. samorządy staną się właścicielami odpadów komunalnych wytwarzanych na ich terenie. W tym celu gminy muszą zorganizować przetarg na firmę, która zajmie się odbieraniem śmieci w jej imieniu. Problem w tym, że gminy wolą chronić własne spółki komunalne, które nie będą miały szans, stając w szranki z podmiotami komercyjnymi.
Samorządowy sprzeciw rośnie w siłę. Do dyskusji na temat nowej polityki śmieciowej dojdzie 26 września na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. W dodatku kilka dni temu do premiera Donalda Tuska oraz ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego trafiło pismo Związku Miast Polskich, w którym prezydent Poznania Ryszard Grobelny w imieniu polskich miast prosi o nowelizację nowej ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach.
Zmiana miałaby polegać na likwidacji obowiązku organizowania przetargu na odbiór śmieci od mieszkańców, w sytuacji gdy gmina posiada własny podmiot realizujący to zadanie publiczne. – Przepis art. 6e ustawy, (nakazujący przeprowadzenie przetargów – red.) stanowi wyłom w systemowych rozwiązaniach polskiej i europejskiej gospodarki komunalnej – pisze prezydent Grobelny.
Do samorządowego buntu dołączyła się lewica. W przygotowanym projekcie nowelizacji ustawy SLD proponuje dokładnie to samo, czego domagają się lokalne władze. – W tym miesiącu projekt trafi do marszałek Sejmu – mówi poseł Dariusz Joński z SLD.
Ministerstwo Środowiska stanowczo broni nowych przepisów, twierdząc, że obecny system zagospodarowania śmieciami nie sprawdza się, a tony odpadków zalegają w lasach i przy drogach. W ten sposób niektórzy mieszkańcy unikają płacenia za wywóz śmieci prywatnym firmom, z którymi powinni podpisać stosowną umowę. W nowym systemie płacić będzie musiał każdy (bo to gmina narzuci odbiorcę), więc wywóz śmieci do lasu nie będzie się już nikomu opłacał.
Najwyraźniej gminom nie przeszkadza to, że teraz same muszą te dzikie wysypiska usuwać. Jak ustaliliśmy, Łódź na ten cel wydaje co roku ponad 2 mln zł. Wrocław w 2010 r. wydał niemal 1,5 mln zł, a w 2011 r. – blisko 2 mln zł. Z kolei Kraków w tym samym czasie zapłacił odpowiednio: 800 i 900 tys. zł, a Katowice – 550 i 440 tys. zł.
Niedawny raport Najwyższej Izby Kontroli tylko potwierdził powszechnie znany fakt, że wiele gmin nie radzi sobie ze śmieciami. W miejsce starych dzikich wysypisk pojawiają się nowe, a część zbadanych gmin nawet nie podjęła się ich likwidacji, tłumacząc się brakiem pieniędzy.
Na gminach sprzeciwiających się rewolucji śmieciowej nie robią wrażenia ostrzeżenia Ministerstwa Środowiska. – Gmina, która nie wykonuje obowiązku ogłoszenia przetargu na odbieranie odpadów komunalnych, podlega karze pieniężnej w wysokości od 10 tys. do 50 tys. zł – mówi Monika Kita z resortu. W dodatku jeśli od 1 lipca przyszłego roku gmina nie będzie odbierała śmieci od właścicieli nieruchomości, ci ostatni będą i tak przekazywać odpadki uprawnionemu podmiotowi na koszt gminy.
Pytanie tylko, czy gmina zechce potem uregulować wszystkie rachunki.