Boją się, że ci wykorzystają nowe przepisy do realizacji celów własnych, a nie gminy.

Prace nad projektem już się zakończyły i niebawem ma on trafić do Sejmu (choć powinien już grudniu). Dzięki niemu mieszkańcy mają mieć większy wpływ na to, co dzieje się w ich mieście lub gminie. A mogliby to robić za pomocą konsultacji, wysłuchań i zapytań obywatelskich oraz inicjatywy uchwałodawczej. W ramach tego ostatniego instrumentu mieszkańcy mogliby złożyć w lokalnym urzędzie wniosek o realizację zadania publicznego, a więc np. budowy czy remontu drogi lub kanalizacji. Dotacja na dofinansowanie inicjatywy lokalnej nie może przekraczać 100 tys. euro.

Samorządy obawiają się, że w świetle planowanych ograniczeń dotyczących ich deficytów i zadłużenia nie będą w stanie sprostać wymaganiom własnych mieszkańców. Co więcej, są zaniepokojone, że ich wyborcy zaczną wykorzystywać przepisy ustawy w patologiczny sposób. – Projekt ustawy nie zobowiązuje mieszkańców do działania na rzecz rozwoju całej gminy. Wręcz odwrotnie – daje prawne podstawy do wymuszania na radzie gminy i wójcie realizacji inwestycji zgodnych z ich oczekiwaniem, które niekoniecznie są związane z równomiernym rozwojem całej gminy – czytamy w opinii Związku Gmin Wiejskich RP. – Będzie dochodzić do deprecjacji organów wybranych w bezpośrednich wyborach, a wójt będzie ponosić odpowiedzialność za nie swoje decyzje – dodaje Leszek Świętalski, wójt gminy Stare Bogaczowice (woj. dolnośląskie).

Ze wstępnych szacunków, jakich dokonali samorządowcy, wynika, że dostosowanie się lokalnych urzędów do nowych przepisów kosztować je będzie ok. 500 mln zł. – To będzie efekt m.in. rozrostu administracji do obsługi konsultacji, wysłuchań, debat publicznych i całej związanej z tym dokumentacji – tłumaczy wójt.

Tak zdecydowana negatywna opinia samorządowców może zrazić ich własnych wyborców. Dwa sondaże przeprowadzone w połowie zeszłego roku przez OBOP na zlecenie Kancelarii Prezydenta dowiodły, że ok. 80 proc. mieszkańców chce zwiększenia udziału w działaniach samorządu, nawet jeśli przez to decyzje zapadałyby wolniej, a inwestycje przeciągały się w czasie.

80 proc. ludzi chce zwiększenia wpływu na swoje samorządy

Postawę samorządowców krytykuje prof. Michał Kulesza, współtwórca reformy samorządowej i doradca prezydenta. – Bardzo wielu wójtów jest przyzwyczajonych, że wyborca rozliczy ich dopiero po czterech latach. Ale dzisiaj zasadą jest stała komunikacja między społeczeństwem a władzami samorządowymi – uważa.

Przyznaje jednak, że mogą się zdarzać sytuacje, w których mieszkańcy będą chcieli naciskać na władze, by realizować własne interesy, bez oglądania się na resztę społeczności lokalnej. – Z tym trzeba po prostu walczyć. Z pewnością nie jest to argument przeciwko wprowadzaniu mechanizmów konsultacyjnych i innych płaszczyzn komunikacji społecznej w gminie czy w powiecie – mówi. Dodaje, że zaktywizowanie mieszkańców w sprawowaniu władzy lokalnej jest konieczne. – Inaczej będziemy mieli w Polsce niewydolne społeczeństwo i anachroniczny samorząd – ostrzega profesor.

DGP przypomina

Już dziś możesz kontrolować lokalną władzę

Mieszkańcy – oprócz prawa wyboru władz lokalnych czy uczestnictwa w referendum – dziś też mogą wpływać na działania samorządów. Np. poprzez obecność na obradach rady gminy, na których można zabrać głos w ramach wolnych wnioskach. Zgodnie z art. 11a ust. 2 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym mieszkańcy mają dostęp do dokumentów wynikających z wykonywania zadań publicznych. Artykuł 101 stanowi, że każdy mieszkaniec, którego interes prawny został naruszony przez organy gminy, może organ naruszający wezwać do usunięcia naruszenia. W razie czego może uchwałę, która narusza jego prawa lub interesy, zaskarżyć do sądu administracyjnego. Można też kierować postulaty do radnych, ale nie są oni związani instrukcjami wyborców.

Projekt prezydencki zakłada nowe środki oddziaływania: konsultacje, wysłuchania i zapytania obywatelskie oraz inicjatywę uchwałodawczą. Nowelizacja ustawy z 15 września 2000 r. o referendum lokalnym zakłada, że prawo do współdecydowania wynika z faktu zamieszkiwania na danym obszarze, nie zaś posiadania obywatelstwa konkretnego państwa.