Tysiąc metrów kwadratowych – tyle według samorządowców powinna wynosić powierzchnia działki, którą objęłaby opłata za zmniejszoną retencję. Obecny projekt ustawy o inwestycjach w zakresie przeciwdziałania skutkom suszy mówi o 600 m.
Reklama
W praktyce – zaznaczają Unia Metropolii Polskich i Związek Miast Polskich – oznacza to wszystkich właścicieli domów jednorodzinnych. Samorządowcy chcą, by Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej skorygowało swoje plany. I to znacznie. Rozmawiają w tej sprawie z wiceminister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Anną Moskwą.
Według przedstawicieli miast opłata za zmniejszoną retencję, czyli za powierzchnię, przez którą deszcz nie ma szansy wsiąknąć w glebę, powinna dotyczyć wyłącznie nieskanalizowanych nieruchomości. Tak jest obecnie. Resort chce to jednak zmienić. Samorządowcy stoją na stanowisku, że z opłaty powinna zostać wyłączona większość nieruchomości w obrębie miast, w tym należące do samorządów rynki, place, ale także zajęte przez budynki użyteczności publicznej: szpitale i szkoły.
Ten postulat będzie trudny do zrealizowania, bo MGMiŻŚ oszacowało już spodziewane wpływy z opłaty, która objęłaby 20 razy więcej nieruchomości niż obecnie, właśnie dlatego że będą to także nieruchomości podłączone do kanalizacji. Miałyby one wzrosnąć z 6 mln zł do 180 mln zł. Problem jest także w tym, że chociaż to gmina będzie pobierać opłatę od mieszkańców, to większość z niej, bo aż 75 proc., trafi do budżetu Wód Polskich. W zgłoszonych uwagach samorządowcy proponują więc, by wpływy pozostały w kasie samorządu i aby były to środki znaczone. 80 proc. miałoby zostać przeznaczone na rozwój retencji. Jak bowiem zaznaczają, to gminy poniosą wszelkie koszty „polityczne, wizerunkowe i administracyjne” poboru opłaty za zmniejszenie naturalnej retencji terenowej. Wyliczają przy tym, że przepisy w obecnej wersji nie pozwolą na pokrycie nawet kosztów administracyjnych. W przypadku działki o powierzchni tysiąca metrów i uszczelnieniu połowy nieruchomości gmina otrzymałaby 187,5 zł, z czego na administrację mogłaby przeznaczyć jedynie 37,5 zł.
Kwestionowany jest także sposób naliczania ulg. Samorządowcy wyliczają, że zgodnie z projektem, aby płacić mniej za wybetonowaną powierzchnię, właściciele nieruchomości musieliby zastawić podwórko beczkami na wodę. W przypadku działki o powierzchni tysiąca metrów zatrzymanie 10 proc. odpływu rocznego (jest obliczany według wzoru uwzględniającego sumę rocznych opadów) oznaczałoby konieczność wypełnienia w ciągu roku 240 beczek o pojemności 250 litrów lub do zebrania byłaby woda, którą pomieściłby basen o głębokości pół metra i powierzchni 120 m. Samorządowcy zaznaczają, że uniemożliwia to w praktyce skorzystanie z taryfy ulgowej przez właścicieli nieruchomości. Chcą zmiany wskaźników, by ponoszenie niższej opłaty było realne, a ulgi przyznawane już od zebrania 2 proc. opadów, a nie 10 proc. (odpływu rocznego).
Etap legislacyjny
Projekt ustawy skierowany do konsultacji