Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych na razie istnieje tylko na papierze, a mimo to rząd już wręcza promesy samorządom.
Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych (RFIL) co do zasady ma być odpowiedzią na gospodarcze skutki epidemii koronawirusa. W sumie do gmin tą drogą ma trafić 5 mld zł (ponad 2,6 mld trafi do gmin wiejskich i miejsko -wiejskich), a do powiatów 1 mld zł. Kwoty dotacji dla poszczególnych samorządów, z przeznaczeniem wyłącznie na inwestycje, będą wynikały z relacji wydatków majątkowych oraz zamożności gmin (od 0,5 do maks. 93 mln zł) i powiatów (od 0,5 do 20 mln zł).
Źródłem finansowania RFIL jest Fundusz Przeciwdziałania COVID-19, którego docelowa wartość ma wynieść ok. 100 mld zł. Jak jednak słyszymy w rządzie, poważnie rozważany jest wariant, w którym RFIL będzie stałym mechanizmem wspierania inwestycji samorządowych, podobnie jak dziś funkcjonuje Fundusz Dróg Samorządowych. – Jest szansa, że Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych zostanie z nami na stałe i będzie finansowany bezpośrednio z budżetu. Jego niewątpliwą zaletą jest to, że pieniądze te są „znaczone”, czyli mogą pójść tylko i wyłącznie na finansowanie rozwoju – mówi nam osoba z rządu.
Reklama

Reklama
Pytane przez nas o taki scenariusz Ministerstwo Rozwoju (MR) stawia sprawę ostrożnie. – Kwestia ewentualnej kontynuacji programu będzie przedmiotem analizy we współpracy z Ministerstwem Finansów, MSWiA i organizacjami samorządów – odpowiedział nam resort.
Choć samorządowcy wychodzą z założenia, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby i przyjmą każde pieniądze od rządu, to jednak niektórzy zwracają uwagę, że RFIL nie powinien być stałym mechanizmem. – Nie chcemy prosić się każdo razowo o pieniądze, zamiast tego wolelibyśmy dochody adekwatne do skali naszych zadań, a można to zrobić np. poprzez zwiększenie udziałów samorządów we wpływach z PIT i CIT. To byłoby lepsze rozwiązanie z punktu widzenia ustrojowego i zasady pomocniczości – ocenia Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich. Z kolei Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP (ZGWRP) wskazuje, że jego związek już wcześniej proponował podobny instrument w postaci bonu inwestycyjnego dla każdej gminy (po 1 mln zł dla każdej gminy z obszarami wiejskimi), a ten fundusz jest odpowiedzią na ten postulat.
Choć trwają rozważania dotyczące przyszłości nowego funduszu, to jednak sporo kontrowersji wzbudza styl, w jakim on wystartował. Ostatnio jednym z głównych kampanijnych zajęć premiera Mateusza Morawieckiego i części działaczy PiS jest spotykanie się z samorządowcami i wręczanie im promes, związanych właśnie z RFIL. Nawet na rządowej stronie internetowej gov.pl dostępna jest wyszukiwarka poszczególnych gmin wraz z konkretnymi kwotami, które do nich trafią na inwestycje. I tak np. Bolesławiec (dolnośląskie) może liczyć na 2 640 028 zł, Warszawa – na 93,5 mln zł, a Jasło (podkarpackie) – na 3 571 128 zł. Samorządy będą mogły kierować wnioski o wypłatę tych pieniędzy do premiera elektronicznie, za pośrednictwem wojewody. Środki trafią do samorządów w ciągu kilku tygodni. – Spodziewamy się, że nabór wniosków od gmin i powiatów zostanie rozpoczęty w drugiej połowie lipca lub w pierwszej połowie sierpnia – informuje MR.
Problem w tym, że rząd podejmuje wszystkie te działania i składa konkretne deklaracje w sytuacji, gdy brakuje podstawy prawnej. RFIL – zamiast być zgłoszony jako odrębna ustawa – został dokooptowany w trybie poprawek sejmowych do ustawy o Polskim Bonie Turystycznym. To wzbudziło nie tylko wątpliwości opozycji, lecz także Biura Legislacyjnego Senatu, które stwierdziło, że dodawanie poprawek wykraczających poza treść pierwotnej ustawy jest niekonstytucyjne. To w pewien sposób już się na PiS i rządzie zemściło, bo Senat, proponując poprawki do bonu turystycznego (przyjęte przez izbę wyższą poprawki zakładają, że bon będzie dostępny również dla emerytów i rencistów), może mimochodem opóźnić wejście RFIL w życie. Sejm musi je bowiem rozpatrzyć. Miał to zrobić w tym tygodniu, ale jak twierdzą politycy opozycji, na to się nie zanosi. – Oni nie chcą tego posiedzenia tuż przed drugą turą wyborów, boją się, że wykorzystamy mównicę do kampanijnej walki – twierdzi poseł opozycji. Najbliższe posiedzenie, zgodnie z wczorajszą informacją na stronie internetowej Sejmu, planowane jest dopiero na 22–24 lipca.
Kancelaria premiera, pytana przez nas m.in. o zasadność wręczania samorządom promes jeszcze przed wejściem w życie ustawy (na mocy której wydana jeszcze ma być uchwała Rady Ministrów określająca terminy składania wniosków i przekazywania pieniędzy gminom i powiatom), odesłała nas do resortu rozwoju. Tam słyszymy, że środki na RFIL są zabezpieczone, a prace legislacyjne dotyczą wyłącznie formy ich dystrybucji.
Takie tłumaczenie nie przekonuje jednak samorządowców. – Rząd robi sobie kampanię na funduszu, którego formalnie jeszcze nie ma. Te promesy to trochę jak lizanie lizaka przez szybę lub – nawiązując do niedawnych wydarzeń – jak drukowanie kart wyborczych bez wyraźnej podstawy prawnej – ocenia Leszek Świętalski z ZGWRP. Jego zdaniem wśród części samorządowców może wystąpić przeświadczenie, że można na podstawie takiej promesy zacząć zaciągać jakieś zobowiązania finansowe, na których rozliczenie mogą być konkretne terminy. – A przecież musi być jeszcze zatwierdzony sposób podziału środków uchwałą Rady Ministrów i przeprowadzony nabór. Wystarczy, że wejście funduszu w życie się opóźni, a gmina będzie miała kłopoty. Jako doświadczony samorządowiec nie wydałbym ani jednego grosza do czasu podpisania konkretnej umowy z rządem. Tu tego elementu nie ma, bo nie ma podstawy prawnej – dodaje.
RFIL dopisano w trybie poprawek do ustawy o bonie turystycznym