Gospodarowanie odpadami jest dla gmin z roku na rok coraz bardziej kosztowne. Samorządy przebudowują swoje systemy: zmieniają metody poboru opłat od mieszkańców, włączają lub wyłączają z nich nieruchomości niezamieszkane, a nawet ogłaszają przetargi na zagospodarowanie odpadów oddzielnie dla każdego rodzaju frakcji. Przystosowują systemy do kolejnych nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2010 ze zm.) Działania te nie rozwiązują jednak podstawowego problemu, jakim jest rosnąca ilość odpadów komunalnych wytwarzanych każdego roku i brak środków na radzenie sobie ze śmieciami.

Ma to zmienić rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP). Przepisy znowelizowanej w maju 2018 r. dyrektywy w sprawie odpadów (2008/98/WE) powinny zostać przeniesione do polskiego prawa do 5 lipca br.

Nieustające konsultacje

Podczas wstępnych konsultacji Ministerstwo Klimatu przedstawiło koncepcję, w jaki sposób chciałoby zorganizować system. Część strumienia pieniędzy pochodzących z dopłat do opakowań wprowadzanych na rynek trafiałaby do samorządów, a wysokość środków miałaby być ustalana np. w zależności od efektywności prowadzonej przez gminy segregacji śmieci. Te pieniądze można by było przeznaczać wyłącznie na selektywną zbiórkę odpadów – w efekcie opłaty ponoszone przez mieszkańców miałyby być niższe. Drugi strumień byłby kierowany do organizacji ROP – na zbieranie odpadów, w tym na system kaucyjny i na ich przetwarzanie.

Koszty systemu ROP mają ponosić producenci i konsumenci. Samorządowcy nie mają wątpliwości, że czeka ich kolejna śmieciowa rewolucja. Być może pierwsza, która będzie oznaczała dla nich dopływ gotówki. Pytanie jednak, kiedy ona nadejdzie. Informacje płynące nieoficjalnymi kanałami z resortu wskazują, że może on nie zdążyć z przygotowaniem przepisów do 5 lipca. Ostatnie wstępne konsultacje dotyczące koncepcji systemu ROP, ale jeszcze nie projektu, odbyły się pod koniec stycznia tego roku z udziałem organizacji pozarządowych, branży opakowaniowej, a głos w sprawie ROP zabrali także samorządowcy. Teraz jednak uzgodnienia stanęły.

– Ministerstwo Klimatu pracuje nad tym, aby istniejące systemy rozszerzonej odpowiedzialności producenta zostały dostosowane do wymagań znowelizowanej dyrektywy 2008/98/WE w terminie przedstawionym w tej dyrektywie – taką odpowiedź uzyskaliśmy z ministerstwa na pytanie, czy ustawy będą gotowe na czas.

Resort poinformował ponadto, że prace nad projektem ustawy transponującej pakiet odpadowy, w tym także w zakresie rozszerzonej odpowiedzialności producenta, „znajdują się na wewnętrznym etapie procesu legislacyjnego”. Podstawą prac jest koncepcja przedstawiona pod koniec stycznia – wynika z odpowiedzi.

Czasu jest niewiele, biorąc pod uwagę, że projekt rządowy, zanim trafi do Sejmu, powinien zostać poddany konsultacjom społecznym.

– Monitorujemy etapy transpozycji dyrektywy do prawodawstwa krajowego we wszystkich państwach UE. Kontaktowaliśmy się z każdym z ministerstw w sprawie postępów i Polska jest jednym z niewielu krajów, które nam nie odpowiedziały. Wnioskuję z tego, że resort nie ma na razie czego przedstawić, a czasu jest bardzo mało – mówi Piotr Barczak z Europejskiego Biura Ochrony Środowiska (EEB).

A kontrowersji wokół rozwiązań jest sporo. Wynikają one przede wszystkim ze ścierających się wizji branży opakowaniowej, organizacji ekologicznych i samorządów.

Płacić ma ten, kto śmieci

Gdy ROP wejdzie w życie, podmiot wprowadzający opakowanie na rynek będzie ponosił opłatę za zagospodarowanie zużytego opakowania. Wysokość opłaty ma być uzależniona od tego, czy opakowane jest wielokrotnego użytku (w przypadku butelek miałby działać system kaucyjny) i tego, jak łatwo będzie je przetworzyć. Szczegółowe rozwiązania mają się znaleźć w rozporządzeniach.

Foliowane cukinie, pakowane oddzielnie plasterki serów i wędlin, kremy sprzedawane w kilku pojemnikach, a napoje w butelkach otoczonych kolorową folią termokurczliwą – obecne rozwiązania stosowane przez producentów często nie mają nic wspólnego z ekologią. Zmianę tych praktyk ma właśnie wymusić ROP. Ekolodzy zaznaczają bowiem, że podstawowy problem polega na tym, że te odpady w ogóle powstają. I nie rozwiązuje go wrzucanie ich do właściwego pojemnika, ponieważ opakowania zaprojektowane są często w ten sposób, że ich przetworzenie jest trudne, a co za tym idzie – kosztowne, a czasem nawet niemożliwe. W efekcie zamiast w magazynie recyklera lądują w spalarni albo na składowisku.

Brak hamulca w zalewaniu rynku opakowaniami powoduje, że z roku na rok rośnie ilość odpadów wytwarzanych przez jednego obywatela (powodem jest także rosnąca konsumpcja). Brakuje instalacji, które mogą je zagospodarować i przetworzyć. Rosną więc także opłaty śmieciowe. A niedofinansowany system chwieje się coraz mocniej.