Domy pomocy społecznej (DPS) to obok szpitali najbardziej wrażliwe miejsca, jeśli chodzi o zagrożenie COVID-19. Przebywają w nich nie tylko osoby starsze, lecz także chore, z niepełnosprawnościami, które najciężej przechodzą zakażenie koronawirusem. Ostatnie dni przynoszą kolejne doniesienia o DPS-ach, w których odnotowano przypadki chorych pensjonariuszy i personelu – m.in. w Gdańsku-Oliwie, w trzech DPS-ach w województwie opolskim, w domu pomocy społecznej niedaleko Radomia, w Głownie w województwie łódzkim. Część podopiecznych, jak w Kaliszu, została rozwieziona do pobliskich szpitali, reszta choruje w DPS-ach.

Odpady specjalnej troski

Rosnąca liczba chorych w DPS-ach to także rosnąca liczba odpadów, które według zaleceń głównego inspektora sanitarnego (GIS) powinny być traktowane w szczególny sposób i z zachowaniem dodatkowych środków ostrożności. Tak dzieje się np. w DPS-ie w Pleszewie w województwie wielkopolskim. Zdiagnozowano tam osoby chore i zamknięto część oddziału, sanepid wydał dyspozycję zakładowi komunalnemu.

DPS-y w liczbach

DPS-y w liczbach

źródło: DGP

– Z miejsca, gdzie są pacjenci dodatni, odpady są odbierane jako niebezpieczne. Zbierane są do podwójnych worków i wyrzucane do kontenera oznaczonego literą C. Następnie odbiera je zakład komunalny – mówi Katarzyna Krawczyk, dyrektorka tego ośrodka.

Dodaje, że śmieci wytwarzane w części, w której mieszkają pensjonariusze przebywający na kwarantannie, są traktowane jak zwykłe odpady komunalne.

GIS informuje, że zgodnie ze wstępnymi wytycznymi Komisji Europejskiej odpady przestają stanowić zagrożenie po dziewięciu dniach. Zaleca spalenie lub składowanie tych nieczystości, które pochodzą z izolacji i miejsc zbiorowej kwarantanny, jeśli sortownia, do której miałyby trafić, nie jest w pełni zautomatyzowana. Chodzi o bezpieczeństwo pracowników. I nawet jeśli według części ekspertów powołujących się na wstępne badania żywotności koronawirusa jest to dmuchanie na zimne, pracodawcy z branży odpadowej i samorządowcy wolą stosować się do zaleceń GIS. Chociaż – jak zaznaczają – są to zalecenia, które nie znalazły odzwierciedlenia w ustawach.

Spalarnie nie nadążają

Przedsiębiorstwo obsługujące DPS w Pleszewie poinformowało, że po odbiorze śmieci z ośrodka czekają dziewięć dni w osobnym boksie, po czym – już jako odpady komunalne – są kierowane do instalacji komunalnej, czyli dawnego RIPOK-a. Z ich składowaniem lub przekazaniem do spalania (jak zaleca GIS) jest bowiem problem.

Jeden z międzygminnych związków komunalnych wnioskował do wojewody wielkopolskiego o możliwość przekazywania odpadów z miejsc zbiorowej kwarantanny i izolacji bezpośrednio na składowisko. Takiej zgody nie otrzymał. Wojewoda wskazał, by odpady te przekazać do spalenia do dwóch działających na terenie województwa spalarni.

– Już teraz palimy tyle, ile możemy. Moce przerobowe mamy maksymalnie wykorzystane – mówi nam anonimowo przedstawiciel jednego z zakładów termicznego przekształcania odpadów na tym terenie.

Także pozostali wojewodowie są niechętni zawieszaniu selektywnej zbiórki odpadów (pisaliśmy o tym w DGP nr 73/2020 r., „Segregować śmieci trzeba także podczas epidemii”), choć takie uprawnienia dała im tarcza antykryzysowa z 31 marca 2020 r. (Dz.U. poz. 568). Obawiają się, że część gmin borykających się z odpadami na co dzień może mieć pokusę, by potraktować epidemię jako alibi dla niesegregowania śmieci, zmniejszenia częstotliwości kursów śmieciarek, co przyniosłoby im oszczędności.

Samorządy i przedsiębiorstwa odbierające odpady zwracają uwagę, że problem dotyczy nie tylko śmieci z DPS-ów, w których odnotowano zachorowania, lecz także czerwonych worków przeznaczonych wyłącznie do odpadów medycznych. Niektóre gminy wyposażyły w nie mieszkańców przebywających na kwarantannie lub w domowej izolacji. Problem w tym, że trafiają do altan śmietnikowych i instalacji komunalnych.

Kto za to zapłaci

Odpowiadając na pytanie DGP dotyczące odrzucania przez wojewodów wniosków gmin, Ministerstwo Klimatu zaznacza, że wojewodowie mogą korzystać z przepisów specustawy, jeżeli istnieje uzasadniona przyczyna odstępowania od standardowych procedur gospodarowania odpadami.

− O ile w sprawie odpadów wytwarzanych np. w niektórych domach pomocy społecznej istnieją dziś przesłanki do stosowania specjalnego sposobu postępowania z odpadami komunalnymi, o tyle nie ma ich na razie w przypadku całych gmin czy związków międzygminnych – zaznacza resort klimatu w przesłanej do nas odpowiedzi.

Dodaje, że gdy sytuacja będzie tego wymagać, wojewodowie z pewnością będą reagować pozytywnie na dobrze umotywowane wnioski.

– Nawet jeśli wojewoda zgodzi się na odejście od selektywnej zbiórki, to za przekazanie odpadów do spalenia lub na składowisko ktoś musi zapłacić – zaznacza przedstawiciel firmy, która odbiera śmieci z jednego z DPS-ów.

Gospodarka odpadami jest z roku na rok coraz bardziej kosztowna. Spalarnie nie mają wolnych mocy przerobowych, a odkąd śmieci można wozić po całym kraju, instalacje te dyktują wyższe ceny, bo chętnych do oddania nieczystości do termicznego przetworzenia nie brakuje. Rośnie też opłata za składowanie odpadów. Do końca 2017 r. wynosiła nieco powyżej 24 zł za tonę, w tym roku jest to już 270 zł za tonę.