Inspekcja ochrony środowiska sprawdzi gminy, które obciążają mieszkańców najniższymi opłatami za odbiór i zagospodarowanie odpadów.
POŻARY SKŁADOWISK ODPADÓW / DGP
Różnią się one znacznie w zależności od sytuacji na lokalnym rynku, jego konkurencyjności, dostępności do instalacji, a także strategii poszczególnych samorządów w radzeniu sobie z odpadami.
Reklama
Z badania UOKiK, którego wyniki przedstawiono w sierpniu, przeprowadzonego w 302 gminach miejskich liczących w sumie 18,5 mln mieszkańców, wynika, że najwięcej za odpady płacili mieszkańcy województwa mazowieckiego w Józefowie, Markach i Otwocku (32 zł za odpady segregowane i 65 zł i 63 zł za niesegregowane). Najmniej mieszkańcy Białegostoku (5 zł i 11 zł) oraz Stalowej Woli (6 zł i 12 zł).

Legalne – nielegalne dopłaty

Reklama
Część gmin, na przykład na Mazowszu, doszła już do ściany – maksymalne poziomy opłat określono bowiem w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2010 ze zm.). Są jednak i takie samorządy, które stawek długo nie podnosiły, choć mogły i powinny, bo ich systemy gospodarki odpadami się nie bilansowały. W połowie roku RIO w Rzeszowie unieważniła uchwałę w sprawie stawek za śmieci przyjętą przez radę Pilzna. Tamtejsi radni nie zgodzili się na podwyżki i przyjęli stawki: 12 zł i 24 zł miesięcznie. Ponieważ w systemie gospodarki odpadami zabrakłoby 366 tys. zł, RIO uchwałę unieważniła.
Sprawę dopłat do systemu gospodarki odpadami skomplikowała odpowiedź ówczesnego wiceministra środowiska Sławomira Mazurka na interpelację poselską, w której stwierdził, że ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nie zawiera przepisów zakazujących ewentualnego dofinansowania systemu z innych środków własnych. Niezależnie od interpretacji ustawy przez resort wiadomo już, że do gospodarowania odpadami w tym roku dopłaci część dużych miast i niektóre otwarcie o tym mówią (o czym pisaliśmy niedawno, „Na śmieci nie ma prostej metody” DGP nr 233/2019).
W ubiegłym roku ponad 3,5 mln zł dopłaciły m.in. Wrocław i Białystok. Przy czym ten ostatni – ponad 5,2 mln zł, czyli – jak wyliczają urzędnicy – miesięcznie ok. 436 tys. zł. Mieszkańcy Białegostoku płacili zatem mniej tylko pozornie. – Dopłaty pochodzą z pozostałych dochodów bieżących miasta: podatki i opłaty lokalne, udziały w PIT i CIT, ograniczając w ten sposób możliwość ich wydatkowania na inne cele związane z funkcjonowaniem miasta – informuje białostocki magistrat w odpowiedzi na pytanie DGP.

Szara strefa znika, stawki w górę

Wszystkie samorządy podnoszą opłaty – także Białystok i Stalowa Wola. Zostały do tego zmuszone lipcową nowelizacją ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, która wprowadza opłatę sankcyjną od dwukrotności do czterokrotności stawki podstawowej. I ofertami firm, które odbierają i zagospodarowują odpady. Po serii pożarów w ubiegłym roku uszczelniono przepisy, zwiększono sankcje i wprowadzono bardziej restrykcyjne mechanizmy nadzoru nad firmami.
Tajemnicą poliszynela jest, że nielegalnie, przez system pośredników odpadów pozbywały się także duże podmioty operujące na rynku. Po dokręceniu śruby szarej strefie nie jest to już tak proste: więcej śmieci trafia tam, gdzie powinny, czyli do instalacji. Ale zapewne nie wszystkie. Dlatego Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) jest zainteresowany gminami, w których stawki dla mieszkańców są wciąż niskie. Co roku sprawdza 10 proc. gmin.
– Nowe kryterium do kontroli – w postaci zaniżanych stawek opłat – generujące zagrożenia nielegalnego pozbywania się odpadów komunalnych wynika m.in. z problemów zgłaszanych przez branżę – mówi Agnieszka Borowska, rzecznik prasowy GIOŚ. Dlatego inspektorzy sprawdzą, czy „rażąco niskie” stawki opłat umożliwiają zagospodarowanie tych odpadów. – Kontrole obejmą także instalacje do przetwarzania odpadów obsługujące te gminy – dodaje Agnieszka Borowska.
W trzech kwartałach tego roku inspektorzy m.in. w związku z kontrolą gospodarowania odpadami nałożyli kary na ponad 25 mln zł. Administracyjne kary zostały nałożone na podmioty, które naruszały warunki posiadanych zezwoleń na prowadzenie działalności w zakresie zbierania i przetwarzania odpadów. Inspektorzy ukarali także tych, którzy gospodarowali odpadami bez uregulowania stanu formalno-prawnego, czyli na przykład zbierali lub przetwarzali odpady bez wymaganego zezwolenia lub rodzaj opadów nie był ujęty w zezwoleniu.