Obniżenie wynagrodzenia prezydentowi miasta motywowane wyłącznie politycznie może być dyskryminujące, ale odszkodowanie z tego tytułu sąd powinien miarkować, zwłaszcza gdy ubiega się o nie urzędujący prezydent.
Tak orzekł Sąd Najwyższy w sprawie, której źródłem była uchwała wydana w 2016 r. przez Radę Miasta Białegostoku. Dotyczyła ona wynagrodzenia ówczesnego (i obecnego) prezydenta miasta Tadeusza Truskolaskiego. Uchwałą ścięto wynagrodzenie o ponad jedną trzecią, ustalając je na najniższym poziomie dopuszczalnym przez przepisy.
Powodem cięcia pensji włodarza miasta było nieudzielenie mu absolutorium za 2015 r. (uchwały w tej kwestii zostały później podważone po kontroli regionalnej izby obrachunkowej).
Prezydent twierdził natomiast, że obniżka motywowana była politycznie. Ówczesna rada miejska Białegostoku była zdominowana przez PiS, a Truskolaski znajdował się po przeciwnej stronie barykady. Włodarz zdecydował się pozwać miasto Białystok o odszkodowanie za złamanie zakazu dyskryminacji z powodów politycznych.
Reklama
W I instancji prezydent wygrał, ale sąd II instancji powództwo oddalił, twierdząc, że nie jest władny oceniać podstaw uchwały dotyczącej wynagrodzenia prezydenta miasta. Skarga kasacyjna trafiła więc do Sądu Najwyższego.

Reklama
Przed SN doszło do dość interesującej sytuacji, gdyż reprezentujący miasto mec. Łukasz Prokoryn, który jednocześnie zasiada w Radzie Miasta Białegostoku jako jej przewodniczący, także kwestionował zasadność skargi kasacyjnej organu, który reprezentował, wskazując na polityczne motywy obniżenia pensji prezydentowi oraz podkreślając jego zasługi dla miasta.
Wyrok apelacyjny został uchylony przez SN, który wskazał, że istotnie wyłączną kompetencją rady miasta lub gminy jest uchwalanie uchwał w przedmiocie wynagrodzenia wójtów burmistrzów lub prezydentów miast. Uchwały jako takie co do zasady nie powinny więc podlegać kontroli sądowej.
Zasada „niewtrącania” się sądów w wewnętrzne regulacje miast i gmin została jednak w tym wypadku przełamana, gdyż pojawił się po stronie powoda-prezydenta zarzut dyskryminacji z powodów politycznych.
– To zmienia całą sytuację. Ze względu na ten zarzut sąd II instancji powinien zweryfikować uchwałę. Tego zaś nie uczynił, twierdząc, że nie powinien jej oceniać. Tak prawidłowo zrobił sąd I instancji, który uwzględnił powody, jakimi kierowała się rada, uchwalając takie, a nie inne przepisy płacowe. Zarzut dyskryminacji z powodów politycznych obliguje sądy do dokładnego zbadania wszystkich okoliczności podjęcia uchwały – podkreślił sędzia Zbigniew Myszka.
Wskazał, że sądy powinny zastanowić się nad kwestią wysokości odszkodowania.
– Prezydent miasta zobowiązany jest do dbałości o dobro zarządzanej przez siebie jednostki, dlatego z przyzwoitości raczej nie powinien domagać się odszkodowania w takich warunkach od urzędu, którym kieruje. W takich warunkach sąd powinien rozważyć miarkowanie odszkodowania, ustalić je w granicach minimalnego wynagrodzenia – powiedział sędzia Myszka.
SN podkreślił jednocześnie, że nieuprawnione jest porównywanie wynagrodzeń prezydenta jednego miasta z wynagrodzeniami prezydentów miast podobnej wielkości oraz z płacami wójtów czy burmistrzów ościennych gmin. Kwestia dyskryminacji powinna być bowiem oceniana w ramach tej samej jednostki samorządowej i tego samego urzędu. O ewidentnie nierównym traktowaniu prezydenta, burmistrza czy wójta można mówić dopiero wówczas, gdy jego zarobki będą niższe od wynagrodzeń podwładnych – zwłaszcza jego zastępców, skarbnika czy sekretarza miasta lub gminy.
– W tych warunkach przełożony nie powinien otrzymywać mniejszego wynagrodzenia niż jego podwładni – podkreślił sędzia Myszka.
Z tych powodów białostocki Sąd Okręgowy będzie musiał jeszcze raz rozpoznać sprawę.

orzecznictwo

Wyrok Sądu Najwyższego z 13 listopada 2019 r. sygn. II PK 47/18.