- Mieszkańcy będą mogli kontrolować, gdzie wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska ustawiają mierniki i czy wybrana przez nich lokalizacji oddaje rzeczywisty poziom zanieczyszczenia - mówi w rozmowie z DGP Agnieszka Warso-Buchanan radca prawny z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.
DGP
W niedawnym wyroku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) orzekł, że sądy krajowe powinny zająć się zarówno kwestiami związanymi z miejscami pomiaru jakości powietrza, jak i sposobem wskazywania, że np. jakość powietrza jest dobra. Co to znaczy dla samorządów?
Reklama
Ten wyrok z pewnością będzie miał bardzo duże, choć nie natychmiastowe, przełożenie na ocenę jakości powietrza, a tym samym na obowiązki nakładane na organy administracji, także na poziomie samorządowym. W odpowiedzi m.in. na pytanie ClientEarth TSUE potwierdził, że system monitorowania powietrza oraz umiejscowienie konkretnych stacji podlega sądowej kontroli, którą mogą zainicjować np. obywatele lub organizacje społeczne. Oznacza to, że w trakcie takiego sprawdzania, właściwe organy – w Polsce wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska (WIOŚ ) – będą musiały wykazywać, na podstawie jakich danych oraz analiz technicznych uznały, że stacje monitoringu mają stać w tym, a nie innym miejscu. Ponadto obywatele będą mogli żądać, by WIOŚ przedstawił dokumentację, na podstawie której dokonano takiego wyboru.
Przeprowadzona weryfikacja może spowodować, że wyniki pomiarów okażą się niewiarygodne.

Reklama
Czy spodziewa się pani, że sprawy dotyczące umieszczenia stacji w takich miejscach, by wykazywać jak najmniejsze wartości przekroczeń, trafią do polskich sądów?
Tak. I na podstawie tego wyroku TSUE będą one zobowiązane przeprowadzić szczegółową analizę decyzji o rozmieszczeniu tych stacji. Warto wspomnieć, że co do zasady sądy administracyjne w Polsce nie przeprowadzają merytorycznej oceny decyzji organu, chyba że w konktetnym przypadku jest to uzasadnione okolicznościami sprawy. Wydaje się, że możliwa będzie sytuacja, w której sąd uchyli decyzję organu dotyczącą umiejscowienia stacji monitoringu i zobowiąże go do wydania nowej decyzji, wskazując sposób jej załatwienia lub jej rozstrzygnięcie uwzględniające najnowsze, solidne dane naukowe i techniczne. Taka weryfikacja może mieć istotne znaczenie m.in. w przypadku stacji komunikacyjnych mierzących emisje z transportu. Ten wyrok pozwala obywatelom domagać się rozmieszczenia stacji monitoringu w punktach największego natężenia ruchu, by pomiary oddawały rzeczywisty poziom zanieczyszczenia, na jaki narażeni są ludzie.
A czy był już przypadek, że taki punkt po interwencji państwa organizacji został przesunięty we właściwe miejsce?
Jeszcze nie. Sprawa brukselska była pierwszą tego typu, w której ClientEarth uczestniczyła. Zaangażowaliśmy się, bo było ewidentne, że stacje stoją w niewłaściwych miejscach. Belgijskie organizacje społeczne oraz mieszkańcy Brukseli zwrócili nam na to uwagę.
TSUE nie spodobał się też sposób ustalania jakości powietrza w Brukseli…
W tym mieście władze lokalne arbitralnie uznały, że jeżeli średnia roczna zebrana ze wszystkich stacji w danej strefie jest poniżej limitów wyznaczonych przez prawo, czyli nie następuje przekroczenie wartości dopuszczalnych, to znaczy, że władze lokalne nie mają obowiązku przygotowania programu ochrony powietrza, w którym zawarte są środki zaradcze służące poprawie jakości powietrza. Tymczasem sąd uznał, że nawet jeśli jedna stacja na danym terenie wykazuje przekroczenie, to powstaje obowiązek sporządzenia takiego programu.
A jak te przepisy dotyczące ustalania jakości powietrza są interpretowane w Polsce?
Ze wstępnej oceny wynika, że lokalizacja niektórych punktów pomiarowych może być niewłaściwa. Analizujemy fakty i przepisy, by sprawdzić jak system monitoringu działa w naszym kraju.
Jaka jest państwa ocena polskich programów ochrony powietrza?
Większość z nich jest niewłaściwie przygotowana. Nie uwzględnia np. odpowiednich działań naprawczych czy harmonogramów realizacji, które spowodują, że przekroczenia wartości dopuszczalnych zanieczyszczeń w powietrzu będą trwały jak najkrócej. Brakuje w nich odniesienia i ustalenia jako priorytetowych inwestycji w czyste i niskoemisyjne źródła energii czy sieci ciepłownicze oraz zakazów spalania węgla w instalacjach indywidualnych.
To może wnosiliście już do sądu sprawę o zły program ochrony powietrza?
Zajmowaliśmy się taką sprawą wniesioną przez osobę fizyczną ze Śląska. Niestety została ona rozstrzygnięta na niekorzyść tej osoby. Sąd administracyjny uznał, że osoba fizyczna nie może wnosić skargi i nie wykazała interesu prawnego, który pozwoliłby jej zaskarżyć program ochrony powietrza. Takie rozstrzygnięcie pozostaje w oczywistej sprzeczności z orzecznictwem TSUE dotyczącym kwestii jakości powietrza i uprawnień jednostki do życia w czystym środowisku.