Sytuacja w gminach nie jest ciekawa. Od początku roku wiele z nich poinformowało swoich mieszkańców o konieczności podniesienia stawek za wywóz śmieci. I choć zrozumiałe jest, że nikt nie chce podwyżek, to wyliczenia miast pokazują, iż ceny podnieść trzeba. Zobaczmy to na przykładzie Olsztyna. Ze szczegółowych danych, jakie otrzymaliśmy z tamtejszego Urzędu Miasta, wynika, że w porównaniu z 2013 r. wydatki związane z zagospodarowaniem odpadów komunalnych wzrosły o 92 proc. Najbardziej zaważyły na tym koszty Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi, które wzrosły o 110 proc. Swoje dołożył też punkt selektywnej zbiórki odpadów komunalnych (PSZOK) – jego obsługa jest dziś aż o 366 proc. droższa niż sześć lat temu.

W innych miejscach w sytuacji bez wyjścia postawiły gminy przedsiębiorstwa odpadowe. Na przykład firma Lekaro, obsługująca podwarszawski Józefów, na sześć miesięcy przed końcem obowiązującej umowy zażądała podwyżki ceny za świadczone usługi. Miasto wytargowało jedynie miesiąc zwłoki we wprowadzeniu nowej taryfy. W Tarnobrzegu stawki zostały podniesione już od początku 2019 r. i to o 100 proc. – Koszty wynikały z oferty złożonej w postępowaniu przetargowym – wyjaśnia Wojciech Lis, rzecznik prasowy w tamtejszym Urzędzie Miasta. Jak mówi, przedsiębiorcy podnieśli ceny w związku ze zmianami prawnymi w sektorze gospodarki odpadami. – Na wzrost kosztów miało także wpływ wprowadzenie odbioru frakcji biodegradowalnej – uzupełnia rzecznik. W Łodzi zaś korekty cen odbioru odpadów wymuszone zostały sytuacją rynkową, tj. rosnącą opłatą środowiskową (marszałkowską).

– Swoje zrobił też wzrost cen prądu, paliwa oraz nowe wymogi dla firm zajmujących się odpadami – wylicza Monika Pawlak z biura rzecznika prasowego prezydenta miasta. To tylko przykłady.

Na czym więc można choć trochę zaoszczędzić, by skala podwyżek nie była tak duża? Oto sześć sposobów, które powinny wziąć pod uwagę samorządy.

1. Prawidłowo przeprowadzony przetarg

Tygodnik Gazeta Prawna

Tygodnik Gazeta Prawna

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Dzisiaj przetargi na odbiór i zagospodarowanie odpadów trzeba prowadzić z wyprzedzeniem – przestrzega Artur Wawryło, prawnik z Kancelarii Centrum Zamówień Publicznych. W wielu miejscach bowiem tylko nieliczne firmy są zainteresowane tym, by w nich uczestniczyć. Potwierdza to m.in. sytuacja w podstołecznym Józefowie. – Kiedy Lekaro zażądało podwyżki, byliśmy już w trakcie przetargu na kolejną umowę, bo obserwując problemy innych gmin województwa mazowieckiego, wiedzieliśmy, że warto zostawić więcej czasu na przetarg i jego ewentualne powtórki – tłumaczy burmistrz Józefowa Marek Banaszek. – Naszą pierwszą reakcją na zaproponowane stawki był zamiar rezygnacji z usług tej firmy, nałożenie na nią kary umownej i znalezienie innego wykonawcy. Niestety, mimo kilkukrotnych rozmów z ośmioma firmami świadczącymi takie usługi w naszym regionie, żadna nie podjęła się współpracy z naszym miastem. Tłumaczyły to brakiem instalacji do przetwarzania odpadów zmieszanych i zielonych, czyli RIPOK-ów, oraz drastycznym spadkiem cen skupu surowców wtórnych – mówi Marek Banaszek. O problemach z przetargiem wspomina nam także przedstawiciel Tarnobrzega. W tym mieście w końcu wyłoniono odbiorcę śmieci w przetargu, ale za cenę bardzo wysokiej podwyżki. Co na to eksperci? – Najlepiej, zanim jeszcze zorganizuje się postępowanie, zaprosić firmy do dialogu technicznego – przekonuje Artur Wawryło. Potwierdza to również dr inż. Jacek Pietrzyk z opolskiej spółki Atmoterm SA zajmującej się doradztwem w zakresie ochrony środowiska. – Dzięki temu jednostka samorządu może się łatwo zorientować, jakie działania najbardziej nabijają koszty – mówi. Obaj eksperci radzą też, by zwrócić uwagę, jakiego sprzętu wymagać od przedsiębiorcy. – Jeżeli ktoś chce, by miał on śmieciarki spełniające wymagania Euro 6, czyli nie starsze niż kilkuletnie, to musi sobie zdawać sprawę, że amortyzację firma będzie musiała wrzucić sobie w koszty – mówi Artur Wawryło. Jacek Pietrzyk dodaje, że taki wymóg może być istotny w dużym mieście, gdy śmieciarka stoi kilkanaście minut pod osiedlowym śmietnikiem i wydziela spaliny. – Ale już na wsi, gdzie tylko raz na dwa tygodnie przejeżdża drogą, taki wymóg wydaje się nadmierny – wyjaśnia ekspert. Z kolei Maciej Kiełbus, partner w kancelarii dr Krystian Ziemski &Partners, mówi, że miasta i gminy często wpisują w ofertę przetargową mycie pojemników czy sprzątanie altan śmietnikowych. A to także znacząco podnosi koszty usługi. – Warto się zastanowić, czy stawianie firmie takiego warunku jest niezbędne – przekonuje.

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU. CAŁOŚĆ PRZECZYTASZ W DZISIEJSZYM WYDANIU "TYGODNIKA GAZETA PRAWNA" >>>>>>>

Cenna „góra śmieci”, czyli o co chodzi w gospodarce cyrkularnej