Praktycznie cały ciężar organizowania komunikacji zbiorowej spadnie na władze województw. Dla gmin to duża ulga. Dla marszałków – wprost przeciwnie.
Reforma dysfunkcyjnego systemu pozamiejskich przewozów ciągnie się od dawna. Najnowsza wersja projektu nowelizacji ustawy o publicznym transporcie drogowym, który ma przełamać impas między prywatnymi przewoźnikami a samorządami i m.in. upadającymi PKS-ami, to już dziewiąte podejście rządzących do tego tematu.
Cel pozostaje ten sam: uratować transport poza aglomeracjami, który z każdym rokiem dogorywa, skazując mieszkańców terenów podmiejskich na wykluczenie komunikacyjne. Dotarcie np. do szpitala, pracy czy szkoły bez własnego samochodu jest dla nich w praktyce niemożliwe. Szacuje się, że w takiej sytuacji może być prawie 14 mln Polaków.