Zaostrza się walka ze starymi kopciuchami i firmami, które wykorzystują luki prawne, by ominąć ogólnopolski zakaz i dalej sprzedawać kotły niespełniające wymogów – tyle że pod inną nazwą.
Przypomnijmy, że od lipca nie można już sprzedawać urządzeń grzewczych niespełniających 5 klasy emisyjności. To jednak tylko teoria, bo – jak już pisaliśmy na łamach DGP – handel kotłami, które wymogów tych nie spełniają, kwitnie.
Problem ten zauważają też rządzący. Stąd też resort przedsiębiorczości i technologii przygotował zmiany, które mają położyć kres praktykom, gdy urządzenia o zbliżonych parametrach i konstrukcji są sprzedawane do grzania wody, a nie ocieplania domu, podczas gdy równie dobrze sprawdzają się w obu tych sytuacjach.
Reklama
Różnica między nimi jest jedna. Te pierwsze traktowane są jak wyjątki, których rozporządzenie w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe (Dz.U. 2017 r. poz. 1690) nie obejmuje. W praktyce można je więc legalnie kupować i montować w domach, choć spalany w nich węgiel truje tak samo, jak w przypadku zakazanych kopciuchów do ogrzewania domu.
Wczoraj opublikowano długo wyczekiwany projekt nowelizacji rozporządzenia, które ma uszczelnić rynek kotłów. Wykreślono w nim owe dwa kontrowersyjne wyjątki, które – co przyznaje samo ministerstwo – były nagminnie wykorzystywane do sprzedaży pozaklasowych urządzeń.
Mowa o kotłach do grzania wody użytkowej i piecach na biomasę niedrzewną. Po zmianach zarówno użytkowanie, jak i wprowadzanie do obrotu takich urządzeń będzie zakazane. Wyjątkiem od tej zasady będą kotły na biomasę o mocy powyżej 100 kW, a także kotły kogeneracyjne na paliwo stałe o znamionowej mocy elektrycznej nie mniejszej niż 50 kW.
Eksperci zasadniczo chwalą plany rządzących. Ale też studzą ich entuzjazm, wytykając, że o potrzebie uszczelnienia systemu mówiono jeszcze w trakcie konsultacji pierwszej wersji rozporządzenia.
Andrzej Guła, prezes Polskiego Alarmu Smogowego, podkreśla też, że na konkretne efekty proponowanych regulacji przyjdzie nam trochę poczekać. A to dlatego, że projekt rozporządzenia będzie musiał jeszcze być notyfikowany przez Komisję Europejską. W praktyce oznacza to co najmniej kilka miesięcy.
Etap legislacyjny
Projekt w konsultacjach