Autopromocja

Tyszkiewicz: Wszystko jest w rozsypce, ale to rząd odpowiada teraz za organizację jesiennych wyborów [WYWIAD]

Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, prezes Zrzeszenia Gmin, Województwa Lubuskiego
Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, prezes Zrzeszenia Gmin, Województwa LubuskiegoDziennik Gazeta Prawna
7 lutego 2018

Zmiany w kodeksie wyborczym traktuję jako wyraz braku zaufania rządu do samorządowców. Dlaczego zatem mam traktować nowy mechanizm wyborczy jak coś mi bliskiego? - zastanawia się w wywiadzie dla DGP Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli.

Obawiam się, że nie. Wytwarzając psychozę związaną z tym, że poprzednie wybory lokalne zostały sfałszowane, PiS zapędził się w ślepą uliczkę. Organizacja wyborów nie jest łatwym przedsięwzięciem. Do tej pory odpowiadali za to samorządowcy. Przy wyborach pracowały dotąd dziesiątki tysięcy osób, które dobrze się na tym znały. Teraz, choć do wyborów zostało niewiele czasu, nawet nie znamy nowych komisarzy wyborczych. Z kolei system informatyczny dopiero się robi i nie jest przetestowany. Jakby było mało, PKW jest w rozsypce, a my się musimy temu wszystkiemu biernie przyglądać.

A dlaczego ma być ciałem „nieobcym”? Jako samorządowcy czujemy się oskarżeni, że nasi urzędnicy byli zaangażowani w fałszowanie poprzednich wyborów. Obecne zmiany traktujemy jako wyraz braku zaufania rządu do samorządowców. Dlaczego zatem mam traktować nowy mechanizm wyborczy jak coś mi bliskiego? Wymieniamy się miejscami, bo teraz to rząd odpowiada za organizację wyborów. Niech pokaże, jak to się sprawnie robi. Nasza rola sprowadzi się może jedynie np. do zapewnienia jakiejś sali. Ale samorząd przestaje być głównym organizatorem.

...przepraszam, a ile to wszystko będzie kosztowało? Kto za to zapłaci? To jest taka partyzantka, że naprawdę czarno widzę te wybory. Liczba niewiadomych jest ogromna, a wybory są przecież tak blisko. Niech rząd robi, co chce, żeby sprawnie przeprowadzić te wybory. Moją rolą będzie przypilnować, by nikt ich nie sfałszował.

Jako Komitet Wyborców wystawię maksymalną liczbę mężów zaufania, którzy będą patrzeć przedstawicielom partii politycznych, szczególnie wydelegowanym przez partię rządzącą, na ręce.

To nie jest takie proste. Rodzi się mnóstwo pytań, np. jakie kamery należy kupić, kto je zamontuje, w którym miejscu, czy będą na nich plomby, kto i jak sczyta dane, kto i komu przekaże karty pamięci? Do wyborów pół roku, przed nami wakacje, a my nie znamy tak podstawowych szczegółów.

Tak może być. Do tej pory ludzie głosowali na człowieka, a teraz zagłosują na partię. My, jako komitet obywatelski, na tym stracimy. Nasze miasto nie jest specjalnie duże, na dziś nie mamy ani jednego radnego wywodzącego się z partii. Ale to się zmieni, bo PiS tylko z racji swojej siły partyjnej wprowadzi do naszej rady swoich ludzi. Samorządy zostaną upartyjnione, choć na jaką skalę, tego nie wiemy. Do tej pory samorządy skutecznie uciekały od takiego partyjniactwa. Dziś do tego niestety wracamy.

Wprowadzane rozwiązania już od dawna są stosowane przez samorządy. Obywatele mogą zgłaszać swoje inicjatywy, a we wszystkich miastach na prawach powiatu są już budżety obywatelskie. Rady również mają kompetencje, są komisje rewizyjne. Jeśli radni są aktywni, mogą się włączać w zarządzanie gminą. Nie wiem więc, czemu ma służyć przyznanie im większych kompetencji. Szkoda tylko, że nie idzie za tym większa odpowiedzialność. Z tego powodu jestem przeciwnikiem zwiększania kompetencji rad. Bo w dalszym ciągu pełna odpowiedzialność spoczywa na barkach wójta, burmistrza czy prezydenta miasta.

To nic innego jak dublowanie sesji absolutoryjnych, na których co roku radni rozliczają szefa gminy z wykonania budżetu. Nie było żadnych ograniczeń co do tego, by wójt na radzie przedstawiał informacje o stanie budżetu. Dziś próbuje nam się to narzucić poprzez zewnętrzne sterowanie. To zaprzeczenie idei samorządu, w myśl której rządzimy się sami i ponosimy za to polityczną odpowiedzialność. U nas sesje rady trwają góra godzinę, półtorej, jest praca w komisjach, unika się awantur, na sesjach nie ma teatru politycznego. Nie mam doświadczenia z sytuacją, gdy większość rady jest przeciwko burmistrzowi czy prezydentowi. Przy nowych rozwiązaniach może to prowadzić do paraliżu w zarządzaniu gminą. Teraz takiej radzie, będącej w opozycji do wójta, przyznaje się jeszcze większe uprawnienia, utrudnia prace organu wykonawczego przy jednoczesnej odpowiedzialności tego drugiego. Radny jest częścią ciała kolegialnego, więc ta odpowiedzialność – przy całym szacunku do jego pracy – wydaje się bardziej rozmyta niż w przypadku prezydenta miasta, który jest wszystkim znany z imienia i nazwiska.

A kto obywatelowi do tej pory zabraniał przyjść na sesję czy zadać pytanie w drodze interpelacji? Jeśli rząd chce to teraz sformalizować, to tylko dołoży nam zbędnej pracy. Im większa biurokracja i sformalizowanie pracy samorządu, tym gorzej dla samorządu. To lokalna społeczność powinna wypracowywać najlepsze dla niej metody działania. Nie powinno się niczego narzucać, bo to jest zaprzeczeniem idei samorządności. 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png