2 lutego w całym kraju rozpocznie się kwalifikacja wojskowa, która potrwa do 30 kwietnia. Wezwanie otrzymali lub wkrótce otrzymają przede wszystkim 19-letni mężczyźni, czyli ci urodzeni w 2007 r. Takie m.in. rozwiązania przewiduje rozporządzenie ministra obrony narodowej z 27 sierpnia 2025 r. w sprawie przeprowadzenia kwalifikacji wojskowej w 2026 r. (Dz.U. z 2025 r. poz. 1204).
Do stawienia się wzywa się również m.in. mężczyzn urodzonych w latach 2002–2006, którym nie określono kategorii zdolności do czynnej służby wojskowej. Wzywane są także osoby, które w latach 2024 i 2025 zostały uznane przez powiatowe albo wojewódzkie komisje lekarskie za czasowo niezdolne do służby wojskowej ze względu na stan zdrowia.
Wśród wzywanych są też kobiety urodzone w latach 1999–2007 mające kwalifikacje przydatne do służby wojskowej oraz pobierające naukę w celu uzyskania tych kwalifikacji, które w roku szkolnym lub akademickim 2025/2026 kończą studia na kierunkach medycznych lub naukę w zawodach medycznych, takich jak np. lekarz lub pielęgniarka. Do kwalifikacji wojskowej mogą się też zgłosić dobrowolnie osoby, które ukończyły 18 lat i chcą np. związać się z armią, a także wszyscy, którzy nie mają uregulowanego stosunku do służby wojskowej. Można to zrobić do końca roku kalendarzowego, w którym dana osoba kończy 60 lat.
Zgodnie z art. 56 ustawy z 11 marca 2022 r. o obronie Ojczyzny (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 825 ze zm.) kwalifikacja wojskowa ma na celu wprowadzenie danych do ewidencji wojskowej oraz określenie zdolności do pełnienia służby wojskowej przez obywateli. Czynności podejmowane w ramach kwalifikacji są prowadzone przez powiatowe komisje lekarskie oraz wojewódzkie komisje lekarskie, wójta (burmistrza, prezydenta miasta) oraz szefa wojskowego centrum rekrutacji.
– Jeszcze kilka lat wstecz pojawiały się dyskusje, czy organizować kosztującą kilkadziesiąt milionów złotych kwalifikację. Tym bardziej że ewidencje można uzupełnić zdalnie, a stan zdrowia kwalifikowanego może przecież za kilka lat ulec zmianie. Jednak obecnie, kiedy trwa wojna na Ukrainie, nikt już chyba nie forsuje takiego pomysłu – mówi Marek Olszewski, wieloletni samorządowiec, były wójt i starosta.
Jak zapewnia, nie należy bać się kwalifikacji, bo chodzi tylko o poddanie się badaniom lekarskim i wprowadzenie do ewidencji kategorii zdolności do służby. – Oczywiście z uwagi na to, że praktycznie nie ma już obowiązku meldunkowego, mamy problemy z ustaleniem miejsca zamieszkania części kwalifikowanych, bo np. niektórzy z nich przebywają za granicą. Uchylający się od tego obowiązku to od lat zaledwie kilka procent – dodaje.
Podobne zdanie na temat kwalifikacji mają również eksperci wojskowi. – Przyglądamy się tym rozwiązaniom i jeśli zajdzie potrzeba modyfikacji kwalifikacji wojskowej, to podejmiemy działania. Na razie ta forma się sprawdza. Nie ma też dramatu z liczbą uchylających się od tego obowiązku, więc nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie była potrzeba wprowadzenia np. uzupełniania ewidencji wojskowej w formie internetowej – mówi gen. Mieczysław Bieniek, doradca ministra obrony narodowej. ©℗