Przepisy dotyczące odzyskiwania zaległości od dłużników są nieżyciowe – twierdzą lokalne władze. I działają wedle własnego uznania: umarzają albo zmniejszają należności. Tyle że może to być niezgodne z prawem.
Problem poruszył wiceprezydent Gliwic Adam Neumann. Przywołał przykład kobiety, która handluje zniczami przed cmentarzem, płacąc miastu 30 zł miesięcznie za wynajem 2 mkw. powierzchni.
Gdy spóźniła się z opłatą, gmina musiała naliczyć jej odsetki – zaledwie 2 gr. Ale na tym się nie skończyło. Zgodnie z ustawą z 8 marca 2013 r. o terminach zapłaty w transakcjach handlowych (Dz.U. z 2013 r. poz. 403) miasto musiało dodatkowo naliczyć równowartość kwoty 40 euro. A już taka suma dla handlarki oznaczała pokaźny uszczerbek w utargu.