Czy drzewa potrzebują urzędniczego parasola? Czy jedynym wyjściem jest powrót do obowiązkowych pozwoleń na wyrąb? Czy właściciele prywatnych nieruchomości powinni mieć prawo do wycięcia każdej rośliny, która rośnie na ich działce, nawet dwustuletniego dębu? Czy gminy mają wystarczające narzędzia, aby chronić przyrodę? – na takie pytania odpowiadali uczestnicy debaty DGP.
W tym tygodniu Sejm zajmuje się poselskimi projektami nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. O jaką zmianę będą państwo zabiegać?
Anna Paluch
Chcemy uniemożliwić nadużywanie przepisów obowiązującej ustawy. Uchwalona w grudniu nowelizacja ustawy o ochronie przyrody mówi jasno, czego dotyczą ułatwienia – przede wszystkim przywrócenia gruntów do użytkowania rolniczego. Dotychczas rodziło to olbrzymie problemy. Przykładowo zdarzały się sytuacje, kiedy rolnik wydzierżawiał nowy teren do prowadzenia działalności rolniczej, który leżał odłogiem, powiedzmy, 20 lat i w tym czasie został zarośnięty przez samosieje. Gdy rolnik chciał przekształcić ten grunt pod uprawę, dowiadywał się – pod działaniem starej ustawy, obowiązującej do 31 grudnia 2016 r. (przed dokonaną w grudniu zmianą – red.) – że będzie musiał płacić za oczyszczenie działki z drzew czy krzewów 40–50 tys. zł. Wówczas rezygnował. Przez to nie mógł poszerzać obszaru swojej działalności. To była głęboka patologia. Dlatego też tę nadmierną komplikację zmieniliśmy grudniową nowelizacją.
Reklama
Druga kwestia to ułatwienia dla właścicieli nieruchomości, którzy chcą usunąć drzewa czy krzewy na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą. Dzięki znowelizowanym przepisom nie muszą pytać gminy o zgodę na wycinkę. Jednak okazuje się, że są one nadużywane i dlatego musimy to wyeliminować.
Trzeba jednak zaznaczyć, że na wsiach czy w mniejszych miastach nasza nowelizacja została przyjęta z zadowoleniem. Ukróciła bowiem bardzo przykre sytuacje, kiedy właściciel działki, wycinając drzewo nieopatrznie, bez uprzedniego uzyskania zezwolenia od wójta, burmistrza czy prezydenta, był karany horrendalnymi sankcjami wynoszącymi kilkadziesiąt czy nawet kilkaset tysięcy złotych. A gmina nie miała możliwości uchylenia tych kar, musiała je egzekwować. Poprzednie przepisy były nadmiernie skomplikowane, uciążliwe i ograniczały prawo własności. Tymczasem 90–95 proc. wniosków o pozwolenie na wycinkę było rozpatrywanych pozytywnie. To pokazuje, że w wielu przypadkach był to biurokratyczny obowiązek, który tylko niepotrzebnie obciążał właścicieli nieruchomości i mieszkańców. Teraz proponowaną poprawką do ustawy chcemy tylko ukrócić obchodzenie obowiązujących rozwiązań. Szczególnie na terenach miejskich, gdzie jest wielka presja na wykup działek pod zabudowę przez deweloperów.

Reklama
Renata Kuryłowicz Urząd m.st. Warszawy / Dziennik Gazeta Prawna
Proponujemy, aby właściciele nieruchomości mieli obowiązek zgłaszania planowanej wycinki na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Jeżeli w ciągu pięciu lat nie dotrzymaliby tego zobowiązania, musieliby zapłacić za wycinkę dwukrotność opłaty. Zgodnie z naszą poprawką gminy musiałyby prowadzić rejestr wycinek, a potem sprawdzać po pięciu latach, co dzieje się na nieruchomości, gdzie taka została zgłoszona.
Czy takie rozwiązanie jest państwa zdaniem wystarczające?
Renata Kuryłowicz
Wprowadzenie obowiązku zgłoszenia zamiast przywrócenia pozwoleń na wycinkę to nie do końca to samo. Pani poseł wskazuje, że ok. 90 proc. wniosków o pozwolenie było rozpatrywanych pozytywnie. Dzięki temu mieliśmy jednak informacje, na których działkach planowana jest wycinka. Co bardzo ważne, mogliśmy również wtedy wymagać nasadzeń zastępczych, dzięki czemu liczba drzew nie malała. Dlatego uważam, że zamiast zgłoszeń powinny wrócić zezwolenia. Dzięki temu gminy miałyby kontrolę nad wycinką szczególnie wartościowych drzew, zwłaszcza w takich miastach jak Warszawa. Zgadzam się natomiast z tym, że opłaty za wycinkę obowiązujące poprzednio były kuriozalne. Dlatego potrzebna była nowelizacja, ale nie całkowite zniesienie pozwoleń w przypadku osób fizycznych.
Andrzej Szweda-Lewandowski
Moim zdaniem propozycja poprawki, o której mówiła pani poseł Anna Paluch, polegająca na zgłoszeniu chęci wycięcia drzew z podaniem m.in. ich obwodów, jest godna rozważenia. W momencie gdy właściciel nieruchomości wystąpi w tym samym urzędzie np. o wydanie warunków zabudowy, urzędnik sprawdzi, czy wcześniej na tej nieruchomości miała miejsce wycinka na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Jeżeli wówczas okaże się, że budowa miałaby dotyczyć np. rozbudowy warsztatu samochodowego, naliczona zostałaby opłata za usunięte wcześniej drzewa. Ta poprawka jest do przyjęcia. Tym bardziej że nie będzie uciążliwa dla mieszkańców i urzędników.
Stanisław Gawłowski
Już w 2015 r. przepisy dotyczące wycinki drzew zostały w znaczący sposób zliberalizowane. Przykładowo wysokość kary za wyrąb bez zezwolenia została zmniejszona z trzykrotności do dwukrotności, wprowadziliśmy również możliwość zmniejszania sankcji dla osób o niskim dochodzie itd. Przepisy te były konsultowane ze wszystkimi zainteresowanymi stronami i udało nam się osiągnąć kompromis. Dlatego wnieśliśmy do Sejmu projekt, który proponuje powrót do tamtych zliberalizowanych przepisów. Nie straszmy zatem, że ich przywrócenie oznacza powrót do drakońskich kar, bo to nieprawda.
Natomiast jeżeli chodzi o propozycję nowelizacji przedstawioną przez PiS, to warto zwrócić uwagę, że brakuje konsekwencji. Przecież celem grudniowej nowelizacji ustawy o ochronie przyrody miało być przywrócenie prawa własności właścicielom. Teraz z kolei posłowie PiS proponują ograniczenie tego prawa poprzez ograniczenie możliwości zbywania nieruchomości pod inwestycje.
Anna Paluch
To nieprawda. Nie ograniczamy prawa własności. Każdy będzie miał prawo zbyć nieruchomość. Z tym że jeżeli okaże się, iż działka została sprzedana pod inwestycję, trzeba będzie się liczyć z koniecznością wniesienia opłaty.
Stanisław Gawłowski
To jest ograniczanie prawa własności, bo nakładają państwo sankcje. Ponadto proszę zwrócić uwagę, że propozycja PiS przywraca też obowiązki dla gmin. Urzędnik będzie musiał zarejestrować wycinkę, wydać decyzję administracyjną i potem skontrolować, czy działka jednak została wykorzystana na cele gospodarcze itd. Co więcej, taka regulacja może prowokować właścicieli nieruchomości do tego, aby wycinali drzewa i krzewy na swoich nieruchomościach, zwłaszcza w takich miastach jak Warszawa. Będzie im się to opłacać. Minie pięć lat i nie będą musieli ponosić żadnych opłat.
No właśnie. Pani poseł, a nie obawia się pani tego, że nowelizacja spowoduje, iż drzewa będą wycinane na wszelki wypadek?
Andrzej Szweda-Lewandowski wiceminister środowiska / Dziennik Gazeta Prawna
Stanisław Gawłowski były wiceminister środowiska, poseł PO / Dziennik Gazeta Prawna
Anna Paluch
Nie obawiam się tego.
Stanisław Gawłowski
Niestety, piły już teraz pracują we wszystkich miastach w Polsce. Wszyscy korzystają z bubla prawnego, który został w grudniu uchwalony przez PiS. To gigantyczne szkody dla nas wszystkich. Drzewa to nie tylko ładny widok. One wywierają bardzo istotny wpływ na całe środowisko. W moim przekonaniu jedyne racjonalne rozwiązanie to powrót do przepisów, które obowiązywały do 31 grudnia 2016 r. Ewentualnie można wprowadzić do nich pewne zmiany, ale po gruntownej dyskusji. Nie można bowiem przyjmować zmian bez woli dyskutowania, bez wysłuchania publicznego. Inny tryb procedowania pokazuje, że albo stoją za nimi złe intencje, albo lobby, jak to powiedział prezes Jarosław Kaczyński. Grudniowa nowelizacja to skandalicznie zła ustawa.
Renata Kuryłowicz
Jeden z mieszkańców zadzwonił do nas dokładnie 3 stycznia i poinformował z wielką satysfakcją, że wyciął dąb, na który wcześniej nie dostał zgody, a był to okaz o pierśnicy (obwód pnia na wys. 130 cm) 3,5 metra. Dlatego chcieliśmy go chronić, ale teraz już go nie ma. To pojedynczy przykład, ale bardzo przykry. Duże tereny zieleni, pozostające w gestii miasta, stają się samotnymi wyspami, bo na prywatnych działkach drzewa są wycinane. Mieszkańcy już teraz na wszelki wypadek ogałacają działki w obawie przed tym, że przepisy zostaną zaostrzone. Szczególnie na nieruchomościach atrakcyjnych pod względem inwestycyjnym.
Andrzej Szweda-Lewandowski
W mojej ocenie problem z grudniową nowelizacją został wyolbrzymiony. Wiele nagłaśnianych wycinek jest prowadzonych na podstawie decyzji wydanych jeszcze pod rządami ustawy obowiązującej do 31 grudnia 2016 r. Ponadto chodzi też o to, że od stycznia do lutego następuje intensyfikacja wycinek z uwagi na okres lęgowy ptaków – gminy chciały zdążyć przed końcem lutego, a przetargi na te czynności są rozstrzygane na początku roku. Gdy wybuchła medialna wrzawa, było pokazywanych kilkanaście miejsc, gdzie po sprawdzeniu okazywało się, że wycinka prowadzona jest na podstawie obowiązujących do końca ubiegłego roku przepisów. Czyli nie ma nic wspólnego z poselską nowelizacją uchwaloną w grudniu.
Nie jest możliwy natomiast powrót do przepisów obowiązujących do 31 grudnia 2016 r. Nowelizacja z 2015 r. niestety wiele rzeczy dodatkowo skomplikowała. Powrót do niej byłby zatem błędem. Przykładowo zniosła przepis, zgodnie z którym wycinka nie wymagała zezwolenia w przypadku drzew, które nie mają 10 lat. Zastąpiła go innym. Wedle niego zgoda nie była wymagana na wycinkę drzew do 35 cm i 25 cm w obwodzie (w przypadku określonych gatunków). Niestety, wysokość, na której mierzona miała być roślina, to 5 cm nad ziemią. Mieszkańcy i urzędnicy mieli problem z zastosowaniem tego przepisu. Nie wiedzieli np., jak w praktyce mierzyć drzewa na terenach pochyłych lub drzewa o krzywym, pochylonym pniu. Ponadto moim zdaniem podstawowym problemem tych przepisów było określenie wieku krzewu. Ustawa mówiła o braku konieczności uzyskania zezwolenia dla krzewu do 10 lat. W praktyce jest to bardzo trudne lub wręcz niemożliwe do stwierdzenia. Zatem nowelizacja z 2015 r. wprowadziła ogromny zamęt i konieczność w wielu przypadkach zlecania pomiarów specjalistycznym firmom, co narażało wnioskujących na dodatkowe koszty.
Anna Paluch
Zgadzam się z tym. Nowelizacja z 2015 r. nie była żadnym ułatwieniem. Wprowadzała kilkanaście stron nowych przepisów. Dla zwykłego obywatela, który chciał wyciąć drzewo, przebijanie się przez ten gąszcz przepisów było drogą przez mękę. Tymczasem prawo powinno być możliwie zwięzłe, niepozostawiające żadnych niedopowiedzeń czy luk i łatwe w stosowaniu. Ludzi w mniejszych miejscowościach nie stać na to, aby każdorazowo angażować prawnika czy dendrologa. Poprzednie przepisy były jednie uciążliwe.
Stanisław Gawłowski
Jeżeli przepisy był niedostosowane w jakimś zakresie, to należało je zmienić w tej właśnie części, ale nie w całości. Nic nie jest dogmatem. Warto analizować ustawę, ale bez pośpiechu.
Edward Trojanowski
Problem ze stosowaniem obecnych przepisów dotyczy zwłaszcza miast. Tymczasem reprezentuję gminy wiejskie i małe miasta, czyli aż 92 proc. obszaru Polski. Żałuję, że poselska nowelizacja nie została z nami skonsultowana. Nikt nas, przedstawicieli wspólnot samorządowych, nie zapytał o zdanie. Propozycja rządowa miała według Związku Gmin Wiejskich RP wiele zalet, choć związek wprowadził do niej kilka uwag. Nie zostały one jednak przez Sejm wzięte pod uwagę. To prawda, że odmów na wycinkę pod rządami poprzednich przepisów rzeczywiście było niewiele, ale były to odmowy gruntownie przemyślane i uzasadnione. Gminom z jakichś powodów zależało, aby chronić te drzewa. Teraz się okazuje, że ci, którzy te odmowy otrzymali, 1 stycznia wzięli piły i usunęli drzewa. Stało się zatem to, przed czym przestrzegaliśmy. Gminy powinny mieć czas, aby zinwentaryzować drzewa i krzewy, które rosną na nieruchomościach, a potem przygotować zasady ochrony przyrody na danym obszarze. Ale tak się niestety nie stało, bo władza podjęła inną decyzję. Dramatyczną w skutkach. Okazało się, że pospieszna nowelizacja nie przewidzi wszystkich możliwości. Przykładowo tego, że deweloperzy będą korzystali na tych zmianach. Wystarczy, że dogadają się z właścicielami nieruchomości albo przekażą osobie fizycznej grunt, która oczyści go z niepotrzebnych roślin, aby przedsiębiorca mógł uniknąć opłat.
Każda gmina ma swoją wizję chronienia zieleni. Gmina ma władztwo w danym terenie – przyznaje je konstytucja. Dlaczego Sejm odbiera jej te kompetencje w zakresie zieleni, i to nawet bez konsultacji, decyzją tylko jednego ugrupowania? A potem jeszcze zrzuca się winę na samorządy?
Jeżeli będzie nowelizacja poselskiej ustawy z grudnia, to chcielibyśmy, aby była ona rządowa i z nami skonsultowana. W końcu przecież od tego mamy rząd. Dzięki temu zapobiegniemy sytuacji, że nowela ponownie okaże się niewypałem.
Natomiast czy wprowadzanie teraz do przepisów zakazów będzie skuteczne? Według mnie nie. Polak zawsze znajdzie korzystne dla siebie rozwiązanie. Szukanie prawnych zabezpieczeń na niewiele się zda. Rada gminy powinna decydować o zieleni na swoim obszarze. Gminy powinny gospodarować tym mieniem, bo to one są ustawowo za to odpowiedzialne i dbają o zieleń na swoim terenie.
Marek Szolc Fundacja ClientEarth / Dziennik Gazeta Prawna
Anna Paluch
Jak widać, nie każda gmina, np. m.st. Warszawa, dopuściła do tego, że teren przed Urzędem Dzielnicy Śródmieście nie ma gwarancji prawnej w planie zagospodarowania przestrzennego.
Marek Szolc
Musimy ocenić obowiązujące przepisy ze względu na cele, które chcemy osiągnąć. Powinny nimi być ochrona szczególnie wartościowej dla środowiska zieleni, którą trudno zastąpić, oraz zmniejszenie obciążeń administracyjnych dla obywateli i samorządów.
W wyniku nowelizacji narzędzia do ochrony zieleni zostały znacznie ograniczone, właściwie niespodziewanie odebrane samorządom. To właśnie spowodowało festiwal wycinki, który obserwujemy w ostatnich dwóch miesiącach. Reakcja zawsze jest niezmiernie gwałtowna, gdy nagle zniesie się surowe prawo, tym bardziej jeśli niemal od razu zapowiada się, iż przepisy ponownie będą zaostrzone. To jest bardzo zła praktyka legislacyjna, która powoduje chaos. Niemniej jednak trzeba pochwalić intencje posłów, którzy próbują naprawić błędne przepisy.
Jeśli chodzi o ochronę zieleni, poprzednia ustawa, która wymagała pozwolenia na wycinkę nawet bardzo małych drzew, nie była dobra. Jednak obecne rozwiązanie, które wprowadza skrajnie odmienną politykę ochrony zieleni, także powinno zostać jak najszybciej zmienione. Pamiętajmy, że np. cennych dwustuletnich dębów nie da się w żaden sposób zastąpić po wycięciu i choćby dlatego zasługują na jakąś ochronę.
Drugim celem było zniesienie obciążeń administracyjnych. Ale przecież mamy rozwiązania, które pozwalają je ograniczyć bez całkowitego zniesienia koniecznej kontroli. Przykładowo jest nim system milczącej zgody urzędu. Właściciel działki miałby obowiązek zgłoszenia w urzędzie chęci wycinki, a urzędnik mógłby zareagować i nie dopuścić do wycięcia naprawdę cennych, unikatowych drzew. Jeżeli urząd nie odpowiedziałby na zgłoszenie, oznaczałoby to milczącą zgodę tych łatwych do zastąpienia. W przeciwieństwie zatem do przedstawionej poprawki PiS urzędnik podejmowałby decyzję, czy drzewo można wyciąć, czy też nie, ale działoby się to szybciej i zamykało sprawę bez konieczności dalszej kontroli, jaka działalność jest prowadzona na nieruchomości. Nie zgadzam się też z tym, że grudniowa nowelizacja zmniejszyła opłaty dla przedsiębiorców. Ci, którzy planują legalną wycinkę większych drzew, zapłacą nawet więcej niż pod rządami ustawy obowiązującej do 31 grudnia 2016 r. W takim przypadku te przepisy aż proszą się o obchodzenie. Wcale się nie dziwię, że inwestor przepisuje działkę na ciocię czy wujka, który wycina drzewa bez pozwolenia jako osoba fizyczna, żadnych opłat i zgodnie prawem. Biznes się kręci, problem w tym, że drzew już nie ma. I nie ma też opłaty, która trafiłaby do urzędu np. na nasadzenia zastępcze.
Anna Paluch poseł PiS / Dziennik Gazeta Prawna
Andrzej Szweda-Lewandowski
Z art. 78 ustawy o ochronie przyrody wynika, że rada gminy jest obowiązana zakładać i utrzymywać w należytym stanie tereny zieleni. Tymczasem mam wrażenie, że niektórzy z państwa starają się przekonać do tego, iż to właściciel prywatnej działki pokrytej zielenią jest odpowiedzialny za kształtowanie terenów zieleni i jej prowadzenie na terenach miejskich. To nie jest tak. Za to odpowiedzialna jest gmina. Przykład przed Urzędem Dzielnicy Śródmieście w Warszawie dobitnie to pokazuje.
Co gmina mogła w tym wypadku zrobić?
Andrzej Szweda-Lewandowski
Wykupić ten teren. Mogła uchwalić mikroplan, który kwalifikowałby ten obszar jako teren zieleni. Wówczas jego właściciel sam chciałby się go pozbyć, bo nie mógłby przeznaczyć go pod inwestycje.
Anna Paluch
Edward Trojanowski Związek Gmin Wiejskich RP / Dziennik Gazeta Prawna
Władze Warszawy mogły wypłacić ekwiwalent i zostawić teren jako własność miasta, jako teren zielony. Ponadto gdyby teren miał plan zagospodarowania przestrzennego z przeznaczeniem pod zieleń, wycinka byłaby dla właściciela nieopłacalna. Brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w tym miejscu jest oczywistym zaniedbaniem ze strony władz m.st. Warszawy.
Stanisław Gawłowski
Przecież państwo wiedzą, że gminy nie mają planów zagospodarowania przestrzennego – z tysięcy różnych powodów. Dlatego wprowadzając zmiany i zdając sobie sprawę z obecnej sytuacji, trzeba racjonalnie zastanawiać się nad ich skutkami. Ponadto po to są przepisy dotyczące szczególnej ochrony drzew, bo pełnią one w ekosystemie szczególną funkcję. Gmina ma rożne instrumenty, aby je chronić, ale w razie wprowadzania tak radykalnej zmiany trzeba dać im czas, aby mogły je zastosować. Szkody bowiem są już nieodwracalne. Nie da się przywrócić setek drzew, które zostały wycięte.
Anna Paluch
Nikt nie zwolnił gmin z obowiązku stanowienia planów zagospodarowania przestrzennego. W takich cennych terenach, na które jest ogromna presja inwestycyjna, jak w miastach, to jest podstawowa kompetencja samorządu. Gmina ma obowiązek tworzenia terenów zielonych oraz ich chronienia. Art. 78 nie został zmieniony w grudniu i jest w ustawie od lat. Natomiast w grudniowej nowelizacji daliśmy gminom jeszcze dodatkowe narzędzia, aby same określały zasady wycinki drzew i krzewów na własnym terenie i chroniły zieleń.
Edward Trojanowski
Ale nie mieliśmy czasu, aby je wprowadzić. Nowelizacja została uchwalona w grudniu 2016 r., a weszła w życie 1 stycznia 2017 r.
Anna Paluch
Gminy nie musiały uchwalać ich od razu. Daliśmy radom gmin podstawę prawną do wprowadzenia przepisów, dzięki którym mogą indywidualizować zasady wycinki, np. przez określanie gatunków drzew, na które nie będą wymagane zwolnienia czy określanie stawek opłat za wycinkę itd.
Marek Szolc
Problem polega na tym, że podejmowane przez gminy uchwały mogą wprowadzać kryteria tylko łagodniejsze od tych wynikających z ustawy. Gmina nie może zaostrzyć zasad wycinki. Zatem nowe przepisy nie pozwalają na większą ochronę zieleni.
Renata Kuryłowicz
Zgadzam się z panem, że nowelizacja dała tylko możliwość złagodzenia rozwiązań ustawowych, czyli rada gminy może jedynie dać mieszkańcom jeszcze większą swobodę w wycinaniu drzew i krzewów, np. znosząc opłaty czy rozszerzając katalog gatunków drzew objętych zwolnieniem.
Jakie w takim razie inne rozwiązania warto byłoby wprowadzić do ustawy o ochronie przyrody?
Renata Kuryłowicz
W mojej ocenie to rada gminy powinna określać, jakie drzewa i krzewy mogą zostać usunięte z jej terenu bez uzyskania zgody.
Marek Szolc
To byłoby rozwiązanie zbliżone do przepisów francuskich.
Renata Kuryłowicz
Ponadto według mnie wprowadzone grudniową nowelizacją obwody drzew, na które nie jest potrzebne zezwolenie, powinny zostać obniżone. Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami zgoda nie jest wymagana w przypadku drzew, których obwód na wysokości 130 cm nie przekracza 100 cm w przypadku: topoli, wierzby, kasztanowca zwyczajnego, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, robinii akacjowej oraz platanu klonolistnego, a dla pozostałych gatunków 50 cm.
Może to jest pomysł, aby każda rada gminy mogła sama decydować, jakie zasady wycinki będą obowiązywały na jej terenie? Wiadomo, gminy wiejskie mogłyby dawać swoim mieszkańcom wolną rękę, natomiast w miastach wymagania byłyby bardziej restrykcyjne.
Andrzej Szweda-Lewandowski
Poselska nowelizacja z grudnia szła w tym kierunku, że osoba prywatna na swojej posesji ma prawo wyciąć drzewo bez pytania o zgodę urzędników. Nie możemy stawiać drzew, które rosną na prywatnych posesjach, jako podstawy do zazielenienia miast. Gmina zgodnie z art. 78 może wykupywać tereny pod zazielenienie. Tak samo jak jest w przypadku dróg – pod zabudowę drogową również wykupuje grunty. Dlaczego zatem nie chce z tej możliwości korzystać w przypadku ochrony drzewostanu?
Stanisław Gawłowski
Dlatego że np. kondycja gmin nie jest zbyt dobra. Dbałość o przyrodę powinna być w interesie wszystkich. Począwszy od pana, czyli osoby, która w Polsce jest odpowiedzialna za ochronę przyrody, skończywszy na Kowalskim, który jest właścicielem nieruchomości. Po to stosujemy instrumenty prawne, żebyśmy mieli wpływ na ochronę przyrody. Naprawdę nikogo nie możemy zwolnić z tej odpowiedzialności. A powtarzanie prostych tez, że gmina ma obowiązek chronić przyrodę, bez dania im odpowiedniego vacatio legis, przy tak szokowej zmianie jest niepoważne.
Andrzej Szweda-Lewandowski
Proszę mi podać chociaż jeden przykład, z którego wynika, że własność prywatna jest dobrem wspólnym.
Stanisław Gawłowski
Do tej pory głównych konserwatorów przyrody znałem jako tych, którzy stoją na jej straży. Jak pan coś takiego mówi, to jestem jednak zaskoczony. Dlaczego nie daliście gminom dwuletniego okresu na dostosowanie się do zmian?
Andrzej Szweda-Lewandowski
Artykuł 78 jest w ustawie od dawna.
Stanisław Gawłowski
Tak, ale do 31 grudnia 2016 r. był wymóg uzyskiwania zgody na wycinkę. Przepisy czyta się spójnie. Jeżeli zlikwidowaliście wymóg występowania o zezwolenie na wyrąb, to gminy powinny mieć czas na dostosowanie się do tej regulacji.
Edward Trojanowski
Gminy nie mają pieniędzy np. na to, aby wybudować kawałek kanalizacji czy wyremontować drogi, a co tu dopiero mówić, że miałoby je być stać na wykupywanie terenów pod zieleń. To piękna idea, ale niestety w praktyce nierealna. W mojej ocenie trzeba koniecznie wstrzymać tę nowelizację. Generalnie jesteśmy za tym, aby właściciel mógł wyciąć drzewo na swojej nieruchomości. Dochodziło do sztucznych sytuacji. Przykładowo właściciele wycinali samosiejki, aby potem nie mieć problemu z ewentualnym uzyskiwaniem zgody na ich usunięcie, gdy za bardzo się rozrosną. Zatem woleli co roku wycinać wszystko. To nie było korzystne dla środowiska. Jeżeli teren i tak jest przeznaczony pod zabudowę, to dlaczego właściciele mieliby pytać się o zgodę? Nie ma takiej potrzeby. Natomiast najcenniejsze okazy zgodnie z lokalnymi ustaleniami rad gmin powinny być chronione. I takie warunki ustawa powinna stwarzać. Można kształtować przestrzeń, nie czyniąc szkody środowisku. Ustawa o ochronie przyrody powinna zmierzać właśnie w tym kierunku.
Marek Szolc
Dobrym rozwiązaniem byłoby wskazanie w ustawie ogólnych zasad wycinki i pozostawienie gminom decyzji, na jakie odstępstwa się decydują. Jedno jest pewne: nie można takich rozwiązań wprowadzać gwałtownie. Procedury legislacyjne w gminach trwają długo. A ustawa przeszła przez parlament w ciągu niespełna dwóch tygodni.
Anna Paluch
Jeżeli gminy pracują i używają tych narzędzi, które mają, to krótki termin wejścia w życie naszej ustawy by temu nie zaszkodził.
Marek Szolc
Obserwując to, jaki skutek przyniosła grudniowa nowelizacja w praktyce, to jednak było za szybko. Chyba mają państwo świadomość tego, że zmiany mogą nie zgrać się np. z cyklami planistycznymi gmin. Problemem jest to, że teraz nie możemy już nawet ocenić, jaką skalę ma omawiany przez nas problem. Nie wiadomo, ile osób skorzystało z możliwości, jaką dała nowelizacja. Naszym celem powinno być, żeby zieleni było dużo, i to dobrej jakości. Przepisy powinny go skutecznie realizować, bo najważniejsze jest to, by Polacy żyli w otoczeniu, które jest zdrowe, zielone i przyjazne.
Andrzej Szweda-Lewandowski
Jeszcze raz powtórzę: musimy mieć miasta kipiące zielenią, ale nie kosztem własności prywatnej.
Renata Kuryłowicz
Pamiętajmy, że każdy mieszkaniec Polski jest zobowiązany do dbałości i ochrony przyrody. Jeżeli natomiast przepisy nie wymagają uzyskania zgody na wycinkę od osoby fizycznej, która planuje wyrąb na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności, to ta skalkuluje sobie, że opłaca się jej wyciąć drzewa, bo dzięki temu drożej sprzeda działkę. I nikt jej w tym nie przeszkodzi.
Stanisław Gawłowski
Bardzo ważne jest to, aby zieleń, również na terenach prywatnych, była w dobrym stanie. W innych krajach nawet wymuszane są zazielenienia na terenach prywatnych przez odpowiednio stosowane prawo. Nie można nawet pozwolić sobie na takie myślenie, że właściciel prywatny jest całkowicie zwolniony z dbałości o zieleń.