statystyki

Projekt ws. utworzenia metropolii warszawskiej pełen wad: Wątpliwy poziom dochodów,, większe straty niż korzyści dla gmin

autor: Tomasz Żółciak08.02.2017, 07:41; Aktualizacja: 08.02.2017, 10:49
Prezydent Warszawy nie zostawia na projekcie PiS suchej nitki

Prezydent Warszawy nie zostawia na projekcie PiS suchej nitkiźródło: ShutterStock

Wątpliwy poziom dochodów, daleki od doskonałości sposób wyboru radnych, większe straty niż korzyści dla gmin – to główne słabości projektu PiS.

Dokument, który ma stworzyć nową jednostkę samorządową – metropolię warszawską – znalazł się pod ogniem krytyki opozycji, samorządowców i części ekspertów. Partia rządząca już zapowiada, że zostanie diametralnie zmieniony w toku konsultacji. My wskazujemy kwestie wymagające szczególnej uwagi.

Dochody. Właściwie nie wiadomo, jakimi pieniędzmi dysponowałby nowy twór. W rozmowie z nami autor projektu poseł Jacek Sasin podliczył, że dochody nowo powstałej jednostki administracyjnej to ok. 1,75 mld zł samych wpływów podatkowych (Warszawa jako powiat miałaby otrzymać 1,1 mld zł, do tego 350 mln zł z gmin, które miałyby utworzyć z miastem jeden powiat, oraz premię z budżetu państwa za połączenie jednostek). Samorządy mają spore wątpliwości, czy to wystarczająca kwota. – W tym roku wydamy 2,8 mld zł tylko na komunikację miejską w Warszawie. A mówimy o powierzchni pięciokrotnie większej niż obecnie – twierdzi jeden z urzędników ratusza.

Kolejny problem to kwestia janosikowego (mechanizmu równoważącego dochody samorządów, w ramach którego pieniądze trafiają od zamożniejszych do biedniejszych jednostek). Dziś Warszawa płaci je podwójnie – raz jako powiat, raz jako gmina. W 2017 r. stolica zapłaci aż 837 mln zł (łącznie od 2003 r. to już 10,6 mld zł). Pytanie więc, kto będzie płacił janosikowe po utworzeniu metropolii: sama gmina Warszawa czy w kosztach partycypować będą też musiały pozostałe gminy. PiS na razie nie wie, jak ten problem rozwiązać. Poseł Sasin mówi jedynie o potrzebie wypracowania nowego mechanizmu, by metropolia mogła realizować swoje zadania.

Problematyczna rada. Jak wiadomo, PiS nie zdecyduje się na zasadę „jedna gmina – jeden radny” (są 33 okołowarszawskie gminy i 18 dzielnic gminy Warszawa). Zamiast tego szykuje się system proporcjonalny – preferujący duże partie i zmniejszający szanse lokalnych komitetów. Co więcej, utrzymanie liczby 51 radnych (jak chce PiS) oznacza, że siłą rzeczy kilka gmin będzie wybierać jednego reprezentanta. – Teoretycznie to nie jest przeszkoda. Gorzej, jeśli każda z gmin na tej samej liście wystawi swojego kandydata i wygra tylko jeden z nich. Może istnieć obawa, że bardziej będzie go obchodzić los gminy, z której się wywodzi, niż sąsiednich – mówi Jarosław Flis, politolog z UJ. Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłaby kombinacja ordynacji proporcjonalnej i większościowej, trochę na wzór przyjęty w Badenii-Wirtembergii. – W każdym okręgu startuje jeden kandydat. Potem sumujemy głosy na kandydatów w poszczególnych okręgach, przypisując mandaty kolejnym radnym z zastosowaniem systemu proporcjonalnego. Czyli okręgów jest mniej niż mandatów, a zwycięzców więcej niż okręgów. Dlatego partie mogą zdobywać mandaty także tam, gdzie nie są najsilniejsze – wskazuje Jarosław Flis.


Pozostało jeszcze 50% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane