Resort rodziny chce zmodyfikować procedurę, tak, aby jej wszczęcie następowało dopiero po potwierdzeniu, że doszło do domowej agresji.
ikona lupy />
Walka z przemocą w rodzinie / Dziennik Gazeta Prawna
Do końca pierwszego kwartału 2017 r. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) zamierza przedstawić projekt zmian w przepisach dotyczących przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Jak zapowiedziała wiceminister Elżbieta Bojanowska, modyfikacje mają objąć m.in. funkcjonowanie gminnych zespołów walczących z domową agresją oraz procedurę „Niebieskie Karty” (NK), tak aby zapobiegać przypadkom jej bezpodstawnego wszczynania.
Fałszywe oskarżenia
Obecnie realizacja działań przewidzianych w ramach NK rozpoczyna się wtedy, gdy występuje podejrzenie stosowania przemocy w rodzinie, a przedstawiciel policji, pomocy społecznej lub innej do tego uprawnionej instytucji wypełni odpowiedni formularz. W ciągu siedmiu dni trafia on do gminnego zespołu ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie, którego przewodniczący uruchamia kolejne kroki. Szczegółowo określa je rozporządzenie Rady Ministrów z 13 września 2011 r. w sprawie procedury „Niebieskie Karty” oraz wzorów formularzy (Dz.U. poz. 1245). Jednak w sytuacji, gdy członkowie zespołu lub powołanej dla danej sprawy grupy roboczej uznają, że nie ma uzasadnienia do podejmowania dalszych działań, NK jest zamykana (drugą przyczyną jest ustanie przemocy). Ze statystyk resortu rodziny wynika, że w 2015 r. na 99 tys. założonych kart w 17,2 tys. przypadków podjęte zostało rozstrzygnięcia o zakończeniu procedury z tego właśnie powodu. W 2014 r. taka sytuacja dotyczyła 14,8 tys. spośród 102 tys. wypełnionych formularzy NK.
– Faktycznie znaczny odsetek spośród trafiających do nas kart stanowią te, w których po dokładnym sprawdzeniu okoliczności okazuje się, że w rodzinie jest konflikt, a nie przemoc. Dlatego te sprawy są przez nas szybko zamykane – mówi Błażej Gawroński, przewodniczący zespołu interdyscyplinarnego w Olsztynie.
Ministerstwo, dostrzegając problem nadużywania NK, gdy nie dochodzi do domowej agresji, chce wprowadzić zmianę sprowadzającą się do tego, że procedura nie będzie wszczynana zaraz po zawiadomieniu o przemocy, ale po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego, które potwierdzi podejrzenia lub im zaprzeczy. W ten sposób osoba nie byłaby od razu „naznaczana” założeniem karty.
Opóźniona pomoc
Propozycja modyfikacji przepisów budzi jednak zastrzeżenia ekspertów.
– Nie zgadzam się z taką interpretacją danych, która każdą decyzję o braku zasadności do kontynuowania NK traktuje jako przypadek, gdy osoba złośliwie zgłasza, że np. jego sąsiedzi biją swoje dzieci, albo dzięki fałszywemu oskarżeniu męża o przemoc chce uzyskać korzystne rozstrzygnięcie w trakcie sprawy rozwodowej – mówi Renata Durda, kierownik Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”.
Dodaje, że o wiele częstszym powodem zamknięcia procedury NK ze względu na bezzasadność działań jest to, że ktoś wyprowadził się do innej gminy lub trafił do zakładu karnego. Tym samym skala zjawiska, które wskazuje wiceminister Elżbieta Bojanowska, jest mniejsza.
– Przeprowadzenie wcześniejszej diagnozy, weryfikującej, czy oskarżenia o przemoc są prawdziwe, będzie też skutkować późniejszym podejmowaniem działań pomocowych, podczas gdy powinno do tego dochodzić bez zbędnej zwłoki – podkreśla Renata Durda.
Z kolei Adam Just, przewodniczący zespołu interdyscyplinarnego w Ostródzie, wskazuje, że często to same służby, a zwłaszcza policja, w sposób automatyczny podejmują decyzję o wypełnieniu NK i uruchomieniu procedury. Jest to związane z tym, że w niektórych przypadkach, gdy brak jest ewidentnych dowodów, przyjeżdżający na domową interwencję policjanci nie mają czasu i nie są wstanie stwierdzić, czy zarzuty są zasadne, czy też nie. Ich weryfikowaniem zajmuje się właśnie zespół lub powołana przez niego grupa robocza.
– Z propozycji resortu nie wynika, czy to ich członkowie prowadziliby diagnozę poprzedzającą uruchomienie NK – dodaje.
Zdaniem Błażeja Gawrońskiego doświadczenia ze stosowaniem procedury NK w obecnym kształcie potwierdzają potrzebę zmian, chociaż niekoniecznie w zakresie uruchamiania jej dopiero po sprawdzeniu wiarygodności zgłoszenia o przemocy.
– Bardziej potrzebne jest jej uproszczenie i zmniejszenie objętości wypełnianych formularzy, które liczą kilka stron – proponuje.
Adam Just dodaje, że przydałaby się zmiana obligująca sprawców przemocy do podejmowania współpracy z zespołem interdyscyplinarnym, bo teraz niechętnie się na to godzą.