Państwo nie powinno powoływać się na swoje prawa autorskie, aby blokować upublicznianie dokumentów, które są istotne dla debaty publicznej – przekonuje w swej opinii prof. Maciej Szpunar, rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
„«Na Zachodzie bez zmian«, informował prawdopodobnie najbardziej znany meldunek wojskowy w historii literatury. Naturalnie zdanie to – zawarte w powieści Ericha Marii Remarque’a, która nosi ten sam tytuł – wraz z całym utworem było objęte ochroną praw autorskich. Niniejsza sprawa stawia przed Trybunałem bardziej złożone pytanie: czy raport wojskowy, nie fikcyjny, lecz zupełnie rzeczywisty, może korzystać z ochrony na podstawie zharmonizowanego w prawie Unii prawa autorskiego?” – tymi słowami zaczyna swą opinię prof. Maciej Szpunar.
Sprawa dotyczy raportów z operacji Bundeswehry za granicą, przygotowywanych przez państwo niemieckie dla posłów. Portal internetowy dziennika „Westdeutsche Allgemeine Zeitung” próbował je uzyskać w trybie dostępu do informacji publicznej. Odmówiono mu, powołując się na zagrożenie dla interesów armii. Dziennikarze uzyskali jednak te dokumenty i opublikowali część z nich.
Reklama
Choć dokumenty były opatrzone klauzulą poufności, przeciwko dziennikarzom nie wszczęto postępowania karnego, uznając, że zagrożenie dla bezpieczeństwa nie było znaczące. Państwo wniosło natomiast pozew o usunięcie dokumentów z portalu, uznając, że ich publikacja narusza prawa autorskie. Federalny Trybunał Sprawiedliwości, do którego trafiła ta sprawa, postanowił zadać pytania TSUE.
Pytanie prejudycjalne, choć inaczej sformułowane, dotyczy de facto konfliktu między różnymi prawami – wolnością wypowiedzi a ochroną praw autorskich. Zdaniem prof. Szpunara TSUE nie powinien go rozstrzygać. Najpierw sąd krajowy powinien zdecydować, czy raport wojskowy może być uznany za utwór w rozumieniu prawa autorskiego. Rzecznik generalny ma co do tego wątpliwości, wskazując, że ochroną nie są objęte informacje odpowiadające na trzy podstawowe pytania: kto? co? kiedy? Z własną twórczością intelektualną autora mamy do czynienia wtedy, gdy odzwierciedla ona jego osobowość.

Reklama
„Mało prawdopodobne wydaje mi się, żeby autor lub autorzy tych dokumentów (…) mogli dokonywać swobodnych i twórczych wyborów i wyrażać swoje możliwości twórcze przy redagowaniu”– napisał rzecznik TSUE, proponując uznanie pytań za hipotetyczne, a tym samym niedopuszczalne.
Jednocześnie wypowiedział się co do istoty sporu, przekonując, że prawa autorskie nie powinny uniemożliwiać publikacji dokumentów wytworzonych przez państwo, gdy są one istotne dla debaty publicznej. Państwa nie są beneficjentami praw podstawowych, tylko obowiązanymi z tytułu tych praw.
„Przed kim bowiem państwa miałyby chronić swoje prawa podstawowe? Rzecz jasna nie przed samymi sobą, a więc przed podmiotami prawa. Byłoby to sprzeczne z samą logiką praw podstawowych, tak jak pojmuje się ją od czasów Deklaracji praw człowieka i obywatela z 1789 r., zgodnie z którą celem nie jest ochrona władzy publicznej przed jednostką, ale jednostki przed władzą publiczną” – podkreślił prof. Maciej Szpunar.
Prawo autorskie służy dwóm celom. Pierwszy to ochrona więzi twórcy z utworem. Państwo nie jest jednak autorem raportów, są nimi anonimowi urzędnicy. Drugi cel to ochrona praw ekonomicznych. Państwo nie zarabiało jednak na raportach i chciało wykorzystać prawo autorskie do zapewnienia poufności dokumentów.

orzecznictwo

Opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 25 października 2018 r., sprawa C-469/17 www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia