Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że zamieszczając własne treści w serwisie, udzielają portalowi szerokiej licencji. Kiedy zaś publikują cudze utwory, mogą naruszyć czyjeś prawa autorskie
Reklama
Wielu przedsiębiorców nie wyobraża sobie prowadzenia biznesu bez korzystania z portali społecznościowych, w szczególności z Facebooka. Obecnie serwis ten często stanowi kluczowe narzędzie pozwalające na komunikowanie się z klientami. Jak powszechnie wiadomo – im bardziej atrakcyjna treść zamieszczana jest na firmowym fanpage’u, tym większa szansa na to, że będzie się on cieszył dużą popularnością. Często jednak przedsiębiorcy lub agencje marketingowe prowadzące w ich imieniu profile w mediach społecznościowych nie zdają sobie sprawy, że udostępnianie zdjęć, grafik czy filmów, a także linkowanie do tego rodzaju materiałów, niesie ze sobą istotne konsekwencje prawne. Na pierwszy plan wysuwają się tutaj dwa zagadnienia. Po pierwsze: jakie skutki w zakresie przysługiwania praw autorskich ma opublikowanie danego utworu na portalu społecznościowym? Po drugie: czy zamieszczając cudzy utwór na swoim komercyjnym profilu, można naruszyć prawa autorskie i jakie są ewentualne tego konsekwencje? Obie kwestie są ciągle źródłem nieporozumień wśród użytkowników sieci, w tym przedsiębiorców. Postanowiliśmy się zatem przyjrzeć, jak wygląda sprawa praw autorskich na Facebooku.
DLACZEGO TRZEBA CZYTAĆ REGULAMIN?
Przedsiębiorcy są przyzwyczajeni, że prowadząc np. sklep internetowy, muszą stworzyć regulamin, który określa wzajemne zobowiązania między administratorem portalu a użytkownikami. Nie powinni jednak zapominać, że kiedy zakładają konto na portalu społecznościowym, to oni występują w roli użytkownika, który godzi się na brzmienie regulaminu i ustalone w nim zasady funkcjonowania portalu.
W oparciu o taki regulamin dochodzi do zawarcia umowy pomiędzy przedsiębiorcą zakładającym konto a właścicielem portalu. W przypadku użytkowników z Europy umowa zawierana jest ze spółką Facebooka zarejestrowaną w Irlandii. Często spotykane w praktyce publikowanie wszelkiego rodzaju jednostronnych oświadczeń przez użytkowników Facebooka jest więc całkowicie bezskuteczne – nie mogą one bowiem zmienić treści regulaminu i umowy zawartej na jego podstawie.

Reklama
Skoro regulamin kształtuje treść umowy łączącej użytkownika (w tym przedsiębiorcę) z portalem, to właśnie tam powinien on szukać postanowień mających znaczenie dla praw autorskich. Regulamin Facebooka (a ściślej mówiąc „Oświadczenie dotyczące praw i obowiązków”) wprost wskazuje, że użytkownik, publikując treści w serwisie, udziela Facebookowi licencji, która uprawnia do korzystania z opublikowanych materiałów. Między użytkownikiem a Facebookiem dochodzi do zawarcia umowy licencyjnej. Konstrukcja tej licencji jest szczególnie ciekawa. Mamy bowiem do czynienia z licencją bezpłatną i światową, co oznacza, że Facebook może z tych materiałów korzystać bez ograniczeń terytorialnych i bez jakiejkolwiek rekompensaty finansowej dla użytkownika. Licencja obejmuje również prawo do udzielania dalszych licencji (sublicencji) lub cesji praw, co oznacza, że teoretycznie Facebook może swoje uprawnienia do utworów użytkownika przenieść na podmioty trzecie, które wybierze według własnego uznania.
Licencja ma szeroki charakter i uprawnia Facebooka do korzystania z materiałów użytkowników w każdym celu, również komercyjnym. Oczywiście uzyskanie odpowiedniej licencji jest niezbędne portalowi po to, żeby w ogóle mógł funkcjonować, np. przez udostępnianie treści jednych użytkowników innym. Do tej pory nie było przypadków wykorzystania przez Facebooka cudzej twórczości, jednak warto pamiętać, że potencjalnie prawa portalu do twórczości użytkowników mają mocne podstawy i obejmują szeroki zakres korzystania.
W związku z tym pojawia się pytanie, czy użytkownik portalu może swobodnie doprowadzić do zakończenia umowy licencyjnej, gdyby chciał odzyskać pełną kontrolę nad opublikowanym materiałem. Zdarza się to np. w sytuacji, w której przedsiębiorca przenosi autorskie prawa majątkowe do utworu, który wcześniej zamieścił na Facebooku. Nabywca praw może wymagać złożenia oświadczenia, że utwór nie jest obciążony innymi umowami. Jest to standardowe postanowienie w tego typu umowach. Aby spełnić to oczekiwanie, zbywca powinien doprowadzić do rozwiązania umowy z Facebookiem.
Zgodnie z regulaminem licencja udzielona Facebookowi wygasa z chwilą usunięcia danego utworu z serwisu, chyba że treści zostały udostępnione innym osobom, które ich nie usunęły. W rezultacie wygaszenie licencji przez użytkownika będzie realne tylko wtedy, gdy Facebook zapewni automatyczne usuwanie postów udostępniających dalej materiał, który został usunięty z serwisu.
Jeśli jednak Facebook nie zapewniałby tego mechanizmu, to użytkownik, który opublikował daną treść, de facto nie mógłby w ogóle doprowadzić do wygaszenia licencji. Ten skutek mógłby nastąpić jedynie w hipotetycznym przypadku, gdyby wszyscy użytkownicy Facebooka (dalej udostępniający materiał) usunęli go ze swoich kont. Dopuszczalność tego rodzaju konstrukcji z punktu widzenia przepisów polskiego prawa może budzić wątpliwości. Oznaczałoby to bowiem, że użytkownik nie ma wpływu na czas trwania umowy licencyjnej.
KIEDY UMIESZCZANIE NA PROFILU JEST ŁAMANIEM PRAWA?
Z prawami autorskimi na Facebooku wiąże się jeszcze inny istotny dla przedsiębiorców problem. Chodzi o potencjalne naruszenie cudzych praw autorskich przez samych użytkowników w wyniku publikowania treści na profilach i fanpage’ach.
Oczywiste jest, że przy zamieszczaniu w serwisie cudzej twórczości bez zgody autora (ang. upload) może dojść do naruszenia praw. Obowiązują tu ogólne zasady prawa autorskiego. Opublikowanie utworu w internecie, w tym na Facebooku, jest eksploatacją wymagającą zgody autora (uprawnionego) lub innej podstawy prawnej (np. działanie w ramach dozwolonego użytku).
Ciekawszym problemem jest jednak to, czy naruszyć prawa autorskie można również przez zamieszczanie linków do innych stron? Jest to przecież częsta praktyka na firmowych fanpage’ach. W celu oceny tego problemu należy odwołać się do bogatego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie linkowania. Trybunał odróżnia sytuacje, w których linkuje się do materiałów zamieszczonych w sieci legalnie, od sytuacji, w których linkuje się do materiałów pirackich. W wyroku TSUE z 13 lutego 2014 r. w sprawie Svensson (sygn. C-466/12) przyjęto, że nie narusza praw autorskich zamieszczanie linków do utworów zamieszczonych na ogólnodostępnej stronie internetowej. Wyrok dotyczył jednak wyłącznie przypadków linkowania do materiałów zamieszczonych w internecie w sposób legalny. Nie rozstrzygnięto, co będzie w sytuacji, gdy użytkownik odsyła do materiału pirackiego, tzn. zamieszczonego na stronie bez zgody twórcy. Wątpliwości te TSUE wyjaśnił dopiero w wyroku wydanym 8 września 2016 r. w sprawie GS Media BV (sygn. C-160/15). Wynika z niego, że przede wszystkim należy rozstrzygnąć, czy osoba zamieszczająca hiperłącze działa w celu zarobkowym, czy też nie. Jeśli działa ona w celu zarobkowym – a to założenie będzie zwykle prawdziwe w przypadku firmowych fanpage’ów – to (zdaniem trybunału) można domniemywać, że umieszczenie utworu zostało dokonane z pełną świadomością chronionego charakteru utworu i braku zgody podmiotu praw autorskich na publikację w internecie. Jeśli to domniemanie nie zostanie obalone, to czynność polegająca na umieszczeniu hiperłącza odsyłającego do utworu bezprawnie opublikowanego w sieci naruszać będzie prawa autorskie.
CZY LINKOWANIE JEST TYM SAMYM CO UDOSTĘPNIANIE?
Nieco inaczej oceniane powinno być korzystanie przez użytkowników z funkcjonalności Facebooka w postaci przycisku „udostępnij” pozwalającego na zamieszczenie na swoim profilu cudzego posta zawierającego utwór. W takim przypadku mamy bowiem do czynienia nie tyle z linkowaniem, ile z osadzeniem całego utworu na własnym profilu.
W naszej ocenie stosować powinno się w takim przypadku ogólne zasady prawa autorskiego. Oznacza to, że jeśli post pierwotny naruszał prawa autorskie, to przedsiębiorca, który go udostępnia, również narusza prawa autorskie. Niezależnie od tego, czy działał w celu zarobkowym, czy nie. Prawa autorskie są bowiem chronione w sposób obiektywny. Do ich naruszenia dochodzi również wtedy, gdy działanie naruszyciela było niezawinione.
JAKIE SĄ KONSEKWENCJE NARUSZENIA PRAW AUTORSKICH?
Ewentualne naruszenie praw autorskich może nieść ze sobą daleko idące konsekwencje. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje cały katalog roszczeń, które mogą znaleźć zastosowanie w takich przypadkach. Z praktyki wynika, że jeśli autor zgłasza roszczenia dotyczące praw osobistych, to domaga się zwykle usunięcia skutków naruszenia (czyli usunięcia posta) oraz złożenia publicznego oświadczenia o odpowiedniej treści i formie. Jeśli naruszenie było zawinione, to autor może domagać się również zadośćuczynienia w postaci określonej kwoty pieniężnej.
W przypadku naruszenia autorskich praw majątkowych najczęściej zgłaszanym roszczeniem jest żądanie naprawienia szkody przez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu. Losy tego roszczenia ważą się jednak po wyroku Sądu Najwyższego z 10 listopada 2017 r. (sygn. akt V CSK 41/14), który zakwestionował jego zasadność, wskazując na nieproporcjonalność sankcji. Do dyspozycji uprawnionych pozostaną wówczas inne roszczenia odszkodowawcze, których udowodnienie w praktyce jest znacznie trudniejsze.
Zatem przedsiębiorcy korzystający z portali społecznościowych powinni szczególnie ostrożnie podchodzić do publikowania treści na swoich firmowych fanpage’ach. Błędy w tym zakresie – czy to popełnione bezpośrednio przez przedsiębiorcę, czy też przez agencję reklamową prowadzącą jego fanpage – mogą bowiem pociągnąć za sobą poważne konsekwencje.