Polska wydaje na promocję zatrudnienia osób z dysfunkcjami więcej niż inne kraje z naszego regionu. Jednak programy aktywizacyjne i zachęty dla przedsiębiorców nie pomagają – z roku na rok spada ich poziom aktywności zawodowej.

Z kwartału na kwartał spada liczba osób niepełnosprawnych, które są aktywne zawodowo. Z danych GUS wynika, że w 2014 roku pracował prawie co piąty niepełnosprawny, a w III kwartale 2016 roku - nieco ponad 13 proc. W tym samym czasie współczynnik aktywności zawodowej spadł z nieco ponad 18 proc. do 16 proc. Na wsparcie zatrudnienia osób niepełnosprawnych Polska wydaje rocznie 3 mld zł. To więcej niż inne kraje europejskie, w których średnio co druga osoba niepełnosprawna posiada pracę. Co więcej, z danych Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie wynika, że w Polsce nadal jest utrzymywany segregacyjny podział pracy. Segregacja ta dotyczy zarówno ofert zakładów pracy gdzie mogą znaleźć zatrudnienie osoby niepełnosprawne, jak i miejsc pracy/zawodów, które są im proponowane. Dlatego niepełnosprawni najczęściej otrzymują zatrudnienie w zakładach pracy chronionej.

Tymczasem, według różnych szacunków około 2 miliona osób niepełnosprawnych mogłoby pracować. Łączne, roczne koszty budżetu państwa związane z utratą możliwości pracy jedynie przez osoby chorujące na trzy wybrane choroby przewlekłe: reumatoidalne zapalenie stawów, łuszczycę oraz chorobę Leśniowskiego-Crohna, wynoszą ponad 9,5 mld zł rocznie.

Z opinii ekspertów wynika, że problem aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych jest złożony. Z jednej strony wiąże się on z niedopasowaniem umiejętności osób niepełnosprawnych do rynku pracy i skostniałymi przepisami, ale drugiej – także z postawą samych niepełnosprawnych.

Reklama

Problemem, jak przyznają eksperci, nie są pieniądze. Polska wydaje rocznie na wsparcie osób niepełnosprawnych na rynku pracy 3 mld złotych. - Środków na pomoc w ogóle osobom z niepełnosprawnościami na rynku pracy jest naprawdę dużo, brak jednak systemowego rozwiązania na ich rozdysponowanie. Wiele z nich jest przeznaczonych na przykład na edukację. Ma to swoje oczywiste plusy, ale i minusy. Jest spora grupa osób, które chcą pozostać długo w systemie edukacji, ale niekoniecznie myślą o podjęciu pracy. Co więcej w momencie ukończenia studiów często kończy się pomoc i ci, którzy chcieliby podjąć zatrudnienie mają problemy na przykład ze zorganizowaniem transportu, czy asystenta osobistego – mówi Piotr Pawłowski ze stowarzyszenia Integracja.

Reklama

W efekcie od lat poprawia się poziom wykształcenia niepełnosprawnych. W latach 2008-2012 liczba osób z wykształceniem zawodowym wzrosła z 29,3 proc. do 31,8 proc., z wykształceniem średnim z 31,8 proc. do 35,5 proc., a wyższym z 6,1 proc. do 7,5 proc. Jednak, zdaniem ekspertów, spora część niepełnosprawnych kształci się, ale nie myśli o podjęciu pracy. Do tego dochodzi problem, który dotyczy wszystkich pracowników, czyli niedopasowanie umiejętności do rynku pracy. - Na otwartym rynku pracy poza kompetencjami twardymi, których niepełnosprawni nabywają coraz więcej, liczą się także kompetencje miękkie. I tych często brakuje osobom niepełnosprawnym. Mają problem już na starcie żeby odpowiednio zaprezentować się na rozmowie kwalifikacyjnej, a potem miewają problem z pracą w grupie czy z innymi kompetencjami społecznymi - mówi Marcin Piwowoński, Koordynator ds wsparcia bezpośredniego Osób Niepełnosprawnych, Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego

Eksperci podkreślają również, że dużym ograniczeniem jest obowiązując ustawa o rehabilitacji. W dobie uelastyczniania rynku pracy, nakłada ona na pracodawców znaczne ograniczenia (jak chociażby 7-godzinny dzień pracy niepełnosprawnych), które z jednej strony mogą destabilizować system pracy, a drugiej jest również przyczyną napięć między pełnosprawnymi członkami załogi.

Wreszcie problemem jest nastawienie samych niepełnosprawnych. Trend, który był obecny od lat odwrócił się. To nie pracodawcy nie chcą zatrudniać niepełnosprawnych, ale to oni coraz częściej nie chcą podjąć zatrudnienia - Duża grupa osób z niepełnosprawnością boi się wpaść w pułapkę rentową. Obawiają się także powtórnej weryfikacji i w konsekwencji nawet utraty renty i innych świadczeń – mówi Pawłowski. Potwierdza to Piwowoński: "Spora część niepełnosprawnych po prostu nie chce lub boi się pracować. Jakiś czas temu przeprowadzaliśmy eksperyment. Zadaliśmy pytanie: „Czy niepełnosprawna osoba może zarabiać 10 tys. złotych miesięcznie?”. Tylko jedna osoba odpowiedziała „tak”. Stało się tak, ponieważ pozostali myśleli kategoriami: „Nie mogę zarobić więcej niż określona stawka, bo stracę prawo do renty”. Nawet mając po jednej stronie szali 10 tys. zł, a po drugiej 700 zł renty, podświadomie wybierali bezpieczną rentę.Dopiero potem przyszła chwila zastanowienia".