"Dobra zmiana” i „damy radę” to dwa slogany Prawa i Sprawiedliwości z ubiegłorocznej kampanii wyborczej. Niezbyt wyszukane, żeby nie powiedzieć wprost – przeklejone z kampanii Baracka Obamy z 2008 r. Ważniejsze jednak to, czy przypadkiem niegołosłowne.



Po roku rządów PiS w żadnej innej dziedzinie nie zmieniło się tak wiele, jak w prawie zatrudnienia i zabezpieczenia społecznego. Stawka godzinowa na zleceniu, obniżenie wieku emerytalnego, projekty w sprawie związków zawodowych, pracy tymczasowej itp. To jednak nie koniec reform. Resort rozwoju przedstawił projekt, który w sferze prawa pracy jest jak yeti lub jednorożec – podobno istniał, ale nikt go nigdy nie widział. Zakłada realizację postulatu zgłaszanego od lat – elektronizację dokumentacji pracowniczej i stosunków pracy. Firma nie będzie musiała już gromadzić tony papierów, a potem przechowywać ich przez pół wieku. Zwykłym e-mailem poinformuje o szczegółowych warunkach pracy, a jeśli ma elektroniczny podpis – także o zawarciu lub rozwiązaniu umowy o pracę. Bajka.