Ogłoszenie minister Streżyńskiej o tym, że szuka specjalisty od zarządzania danymi, przeczytano kilkadziesiąt tysięcy razy. Zgłosiło się ośmiu chętnych.
Reklama
„Poszukuję do MC (Ministerstwa Cyfryzacji – red.) osoby na stanowisko Chief Data Officera (CDO). Osoba ta będzie odpowiedzialna za zarządzanie danymi, ich integrację i implementację usługową. Pierwszym zadaniem będzie napisanie bazowego dokumentu, który ustali politykę zarządzania danymi, w tym zasady integracji rejestrów” – napisała na swoim profilu na Facebooku minister cyfryzacji Anna Streżyńska.
– 22 tysiące razy otwarto ogłoszenie, wysłano setki e-maili nie na temat, a sensownych zgłoszeń było osiem. Teraz zajmie się nimi dział HR i mam nadzieję, że uda się wybrać i zatrudnić eksperta – mówi nam Streżyńska.
Nic dziwnego, że MC ma problem. CDO, czyli dyrektorzy ds. danych, to stanowiska, na które specjaliści są dziś wręcz rozchwytywani. CDO odpowiadają za zarządzanie big data, ale nie tyle są informatykami, co analitykami. Według wyliczeń Gartnera w 2015 r. ma ich co czwarta duża korporacja. – Na polskim rynku specjalistów od big data jest niewielu. Wszyscy o analityce danych mówią, ale nieliczni potrafią z nimi pracować – twierdzi Mateusz Kurleto, prezes platformy HR Skilhunt służącej do rekrutacji specjalistów na rynku IT.
Na rynku pracy, na którym zaczyna brakować specjalistów, pracodawca publiczny, nawet ministerstwo, finansowo przegrywa z sektorem prywatnym. Najbardziej problem dotyka resortu cyfryzacji. To nie pierwszy raz, gdy Streżyńska za pośrednictwem internetu szuka pracowników. Gdy kilka miesięcy temu ogłosiła, że potrzebuje eksperta do Centralnego Ośrodka Informatyki, też było więcej komentarzy, lajków czy głosów krytycznych niż samych chętnych. – Pięć tysięcy wejść i 88 zgłoszeń – podkreśla Streżyńska.
– Sześć tysięcy złotych! No rozumiesz to? Żeby ktoś za tyle pracował. Albo złodziej, albo idiota – dziwiła się dwa lata temu nagrana przez kelnerów Elżbieta Bieńkowska, ówczesna minister infrastruktury. Gdy ujawniono taśmy z jej rozmowy z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, wielu było oburzonych. Dziś widać, że – mimo drastycznej formy – diagnoza była właściwa.
Z jednej strony MC niestandardowo szuka pracowników. Z drugiej, w podległym pod resort cyfryzacji Centralnym Ośrodku Informatyki (COI) po nagłej dymisji szefostwa na początku roku odeszło ponad 30 z 300 pracowników. W tym wielu programistów i menedżerów związanych z rynkiem IT. Zrezygnowali m.in obaj główni architekci Systemu Rejestrów Państwowych, wszyscy główni programiści i kierownicy kluczowych projektów. Jak nam mówi jeden z byłych pracowników COI: „Nawet względna stabilność zatrudnienia nie jest już argumentem, by dłużej pracować w administracji”. Podobnie jest w opisywanej na naszych łamach Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, z której od początku roku zwolniono, odeszło lub rozwiązano kontrakty z blisko 80 osobami.