Powołana przez premier Beatę Szydło 14-osobowa Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy ma tylko 18 miesięcy na opracowanie dwóch kodeksów, t.j. nowego kodeksu pracy obejmującego część indywidualną prawa pracy oraz zbiorowego kodeksu pracy obejmującego w szczególności uprawnienia związków zawodowych. Będzie ona działać w trybie dialogowym, czyli z udziałem przedstawicieli strony społecznej, co ma ułatwić bezkolizyjne wprowadzenie projektów na ścieżkę legislacyjną. Jednak wbrew pozorom nie będzie to łatwe zadanie.
Niewykorzystane projekty
Reklama
Warto przypomnieć, że identyczne zadanie postawiono przed 14 laty 10-osobowej Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, której pierwszym przewodniczącym był prof. Tadeusz Zieliński, zaś po jego śmierci w 2003 r. prof. Michał Seweryński. Komisja przedłożyła rządowi w 2006 r. dwa zamówione projekty kodeksów. Po uwzględnieniu pewnych poprawek teksty złożono w kwietniu 2007 r., które z opóźnieniem opublikowano na stronach internetowych ówczesnego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz w wydawnictwie książkowym Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach w 2010 r. Niestety, dokument y te nie tylko, że nie weszły na ścieżkę legislacyjną, ale nawet nie stały się przedmiotem szerszej debaty. Są jednak p rzy woływane w publikacjach naukowych. Można się także domyślać, że działały inspirująco na niektóre zmiany obowiązującego prawa. Członkom obecnie powołanej komisji , projekty te oczywiście są znane. Co więcej, gremium to, któremu przewodniczy wiceminister pracy prof. Marcin Zieleniecki, przyjęło jako modus procedendi weryfikację zastanych projektów stworzonych, jak to się podkreśla, przez „niekwestionowane autorytety”. Przy czym nie znaczy to, że jest ona odgórnie związana takim założeniem. Kształt kodeksów zależy od decyzji k omisji Zielenieckiego.

Reklama
Obiecujący dialog
Okoliczność, że w gronie reformatorów mających przygotować nowe kodeksy nastąpiła zmiana pokoleniowa, sama przez się nie jest oczywiście powodem do krytyki. Atutem nowopowołanego gremium, poza świeżością spojrzenia uczestniczących w nim osób, może być parytetowy udział przedstawicieli rządu oraz głównych organizacji partnerów społecznych: związków zawodowych i organizacji pracodawców (7 do 7), przy czym po stronie społecznej jest czterech przedstawicieli reprezentatywnych organizacji pracodawców oraz trzech przedstawicieli reprezentatywnych nurtów związkowych. Jeśli chodzi o tryb pracy poprzedniej komisji, przyjmowano odmienne założenie. Składała się ona wyłącznie z profesorów ze znaczącym udziałem sędziów Sądu Najwyższego – takie założenie umożliwiało swobodną wymianę argumentów, ponieważ każdy z uczestników występował wyłącznie we własnym imieniu. Tak więc praca nad tekstami nie odbywała się w trybie dialogu z przedstawicielami partnerów społecznych, co miało nastąpić w terminie późniejszym. Obecne dopuszczenie do tworzenia kodeksów w trybie dialogowym powinno umożliwić – w razie wypracowania konsensusu – bezkolizyjne wprowadzenie uzgodnionych projektów na ścieżkę legislacyjną. Nie łudźmy się jednak. Nie będzie to zadanie łatwe.
Przede wszystkim ochrona
Dostrzegam trudności wielorakiej natury. Zacznijmy od zagrożeń związanych z konfrontowaniem się dwóch przeciwstawnych wizji prawa pracy. Przedstawiciele pracodawców będą przekonywać o potrzebie elastyczności i deregulacji mających służyć obniżeniu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej i per saldo absorpcji bezrobocia. Tymczasem kodeks pracy z istoty swojej stanowi wyraz funkcji ochronnej prawa pracy, stojącej zasadniczo w kolizji z dążeniami pracodawców, co niewątpliwie podnosić będzie strona związkowa. Warto podkreślić, że także w przekonaniu autorów projektowanych kodyfikacji z 2006 r. ochrona pracy pracowników i osób wykonujących pracę w warunkach podobnych do pracowniczych jest niepodważalnym paradygmatem. Zwracali oni uwagę „... że ochronna funkcja prawa pracy ukształtowała się w warunkach gospodarki rynkowej, zatem wprowadzanie takiej gospodarki w Polsce nie może być argumentem na rzecz osłabienia prawnej ochrony pracy”. Zarazem uznawano potrzebę kompromisów uwzględniających interesy pracodawców (z uzasadnienia do projektu kodeksu pracy). O kompromisy takie w szerszym wymiarze będzie jednak niełatwo. Nie występują bowiem – poza opłakanym stanem samego kodeksu, co jednak trwa już od wielu lat – okoliczności przynaglające do przyjmowania rozwiązań kompromisowych, jak to miało miejsce w przeszłości, gdy negocjowano pakty społeczne (wskażmy przykładowo podpisany w 1993 r. p akt o przedsiębiorstwie państwowym w trakcie przekształcania, w którym w zamian za zgodę na masową prywatyzację przedsiębiorstw państwowych uzgodniono wiele koncesji na rzecz pracowników i związków zawodowych).
Kodeks pracy z istoty swej stanowi wyraz funkcji ochronnej prawa pracy, stojącej zasadniczo w kolizji z dążeniami pracodawców, co podczas prac komisji kodyfikacyjnej będzie podnosić strona związkowa
Problemem będzie też działanie przedstawicieli organizacji partnerów społecznych. Nie może być inaczej, gdyż w istocie rzeczy kodeksy powinny powstać w wyniku konsensusu głównych sił społecznych i rządu, a nie w wyniku uzgodnień personalnych w łonie komisji. Naturalna sprzeczność interesów między pracą a kapitałem z konieczności więc da o sobie znać w przyjętym sposobie funkcjonowania tego gremium.
Trudne relacje
Problemem będzie też sam „opór materii, a także płynność regulowanych zagadnień. Przecież nie ma gwarancji, że na czas obrad komisji zostanie zawieszona legislacja. Opór materii będzie stwarzać konieczność usunięcia obecnej niezborności kodeksu pod względem aksjologicznym, treściowym i redakcyjnym, noszącego ślady socjalistycznego etatyzmu, nieustannie pogłębianej doraźnymi nieskoordynowanymi ingerencjami ustawodawcy III RP. Zasadniczym problemem jest także nadmierna szczegółowość obowiązujących przepisów.
Wyzwaniem dla komisji będzie też określenie zasięgu przedmiotowego przyszłego kodeksu. Nie budzi wątpliwości umiejscowienie go jako centralnego ogniwa w geometrii źródeł prawa pracy. Niełatwym zadaniem będzie jednak ustalenie relacji przyszłego kodeksu do pozakodeksowych źródeł prawa pracy, w tym ewentualnego włączenia, przynajmniej niektórych z nich, do jego treści. Wygląda to dobrze pod względem prezentacyjnym, ale jednocześnie rodzi obawy osłabienia stabilności kodeksu, której sprzyja raczej węższy zakres przedmiotowy ustawy.
Zasadnicza reforma
Nie powinna natomiast budzić wątpliwości teza, zgodnie z którą zachodzi potrzeba poszerzenia w stosunku do obecnego stanu prawnego zakresu podmiotowego regulacji. Osobom zatrudnionym na innej podstawie niż stosunek pracy należałoby zapewnić – w ślad za przyznaniem im uprawnień związkowych – status quasi pracowniczy (oczywiście tylko w stopniu umiarkowanym). Tym samym kodeks pracy ewoluowałby w kierunku kodeksu zatrudnienia. Sprawa ta została w moim przekonaniu właściwie i innowacyjnie rozwiązana w projekcie opracowanym przez poprzednio działającą komisję, co polecam uwadze członkom obecnego gremium.
Warto też podkreślić, że dotychczasowe uwagi poświęcone były problemowi rekodyfikacji indywidualnego prawa pracy. Z kolei idea skodyfikowania zbiorowego prawa pracy jest tyleż atrakcyjna , ile kontrowersyjna. Zważmy na niejednorodność regulowanej materii i brak doświadczeń, do których można by się odnieść.
Nie każde scalenie zasługuje bowiem na miano kodyfikacji. Nie można jednak z góry wykluczyć, że komisja Zielenieckiego, wykorzystując wkład intelektualny komisji Zielińskiego/Seweryńskiego, która przecież przygotowała kompletny projekt kodeksu zbiorowego prawa pracy, podoła i temu wyzwaniu. Sukcesem w każdym razie byłoby obronienie i rozwinięcie wartych wdrożenia rozwiązań. Zbiorowe prawo pracy stoi bowiem przed koniecznością zasadniczej reformy w zakresie wielu jego segmentów.