Komisja Europejska odrzuciła żółtą kartkę, czyli sprzeciw 11 krajów UE ws. dyrektywy o delegowanych. Nadal jednak możemy starać się zablokować zmiany.
Zastrzeżenia wobec propozycji KE zgłosiły parlamenty Polski, Bułgarii, Czech, Danii, Słowacji, Estonii, Chorwacji, Węgier, Łotwy, Litwy i Rumunii. Bruksela nie wzięła ich jednak pod uwagę. – Spodziewałam się takiej decyzji po wcześniejszych wystąpieniach komisarz Marianne Thyssen, która proponowała zmiany w dyrektywie. Decyzja o podtrzymaniu projektu może dla nas oznaczać koniec delegowania pracowników – mówi Małgorzata Handzlik, była europoseł.
Polska deleguje do innych krajów UE ponad 400 tys. osób rocznie. Jeżeli propozycja KE zostanie przyjęta, ta liczba gwałtownie spadnie. Bo komisja chce wprowadzenia do dyrektywy podstawowej o delegowaniu pracowników zasady, zgodnie z którą polski pracownik wysyłany do pracy w innym kraju UE zarabiałby tyle, ile lokalny. Przysługiwałyby mu też dodatki czy bonusy (np. za dojazdy). W takich warunkach nasze firmy delegujące stałyby się niekonkurencyjne.