Kapitał w ręce mas. Akcjonariat pracowniczy lekiem na bolączki kapitalizmu

autor: Łukasz Guza03.06.2016, 07:03; Aktualizacja: 30.06.2016, 13:09
Pieniądze

Po upadku komunizmu w Polsce modelem akcjonariatu pracowniczego zainteresowane były centrale związkowe. Ujawnił się jednak indywidualizm społeczeństwa, które chciało dostać do ręki swoje akcje. Później ten, kto je dostał, szybko je sprzedawałźródło: ShutterStock

Akcjonariat pracowniczy miał być przeciwwagą dla komunistycznej idei własności kolektywnej. Dziś staje się lekiem na bolączki współczesnego kapitalizmu. Na Węgrzech, w USA, Wielkiej Brytanii i we Francji zdał egzamin. W Polsce się nie przyjął

Po II wojnie światowej sen z powiek amerykańskich konserwatystów spędzały ekspansja komunizmu i pomysł własności kolektywnej. Widmo rewolucji, która zmieni stosunki właścicielskie i położy kres kapitalistycznej gospodarce, przyczyniło się do powstania rozwiązań konkurencyjnych. Na podatny grunt trafił pomysł amerykańskiego ekonomisty Louisa O. Kelso, który zakładał upowszechnienie prawa własności wśród pracowników. Jako posiadaczom części udziałów firmy, w której pracują, bardziej będzie zależeć im na jej rozwoju niż na strajkowaniu lub szykowaniu się do rewolucji. I tak oto amerykańscy i zachodnioeuropejscy prawicowi ekonomiści i politycy stali się zwolennikami akcjonariatu pracowniczego. I udziału zatrudnionych w zarządzaniu przedsiębiorstwami i ich strukturze właścicielskiej.

Dziś w Polsce sen z powiek niektórych polityków spędza pułapka średniego rozwoju oraz nierównomierna dystrybucja dochodów. Jednym ze sposobów zarówno na włączenie pracowników do udziałów w kapitale, jak i przeciwdziałanie spadkowi zapotrzebowania na pracę ma być właśnie wypróbowany już na Zachodzie akcjonariat pracowniczy. Propozycja jego upowszechnienia znalazła się w Planie na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, który przedstawił wicepremier Mateusz Morawiecki. Dokument wskazuje zalety takiego modelu posiadania – wzrosną oszczędności w gospodarce, udziały pracujących w kapitale, motywacja do pracy, więź między podwładnym i zatrudniającym. Plan nie daje jednak odpowiedzi na podstawowe pytania: jaki model akcjonariatu pracowniczego mielibyśmy w Polsce wprowadzić? Czy rząd przewiduje zachętę do jego wprowadzenia w prywatnych przedsiębiorstwach, czy też będzie go promować jedynie w tych z udziałem Skarbu Państwa? I wreszcie: czy politycy odrobili lekcję i sprawdzili, dlaczego upowszechnienie akcjonariatu nie powiodło się w Polsce w okresie transformacji ustrojowej (choć udało się np. na Węgrzech)?

To już było


Pozostało jeszcze 89% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • nie dziwi nic w tym kraju(2016-06-03 15:17) Zgłoś naruszenie 60

    Bo w Polsce zawsze wszystko było rozkradane, do tego jeszcze od zawsze był podział na panów i plebs. Na przykład, informacja publiczna, chociaż by na poziomie gminy. Wszędzie w krajach rozwiniętych informacja dot. wszystkich spraw i wydarzeń jest podawana do wiadomości publicznej- umieszczana na stronach internetowych. W Polsce odwrotnie jest ukrywana, za wyjątkiem tego, co władza uzna za stosowne podać. Sam system przywilejów emerytalnych i innych też świadczy o wręcz sztucznym utrzymywaniu tego stanu rzeczy. Pamiętam jak 15 lat temu znajomi z Niemiec się dziwili jak to może tak być, że ludzie zarabiają 1500 zł, a opłata notarialna za akt do malutkiego mieszkanka kosztuje 4000 zł., byli w głębokim szoku i do dziś straszą wszystkich Polską. Bo na ludzi, którzy znają życie w normalności, takie zwyrodnienia robią piorunujące wrażenie. a takich przykładów jest wiele.

    Odpowiedz
  • Obkuty(2016-06-03 17:16) Zgłoś naruszenie 20

    Byłaby to , moim zdaniem, nowa forma prosumenctwa. ( uzyskiwanie alternatywnych dochodów z poza pracy najemnej ) A to w każdej formie trzeba popierać. Na pewno byłoby to bezpieczniejsze niż giełda, ale pamiętamy, jakie były przewałki, przy prywatyzacjach firm i rozdzielaniu części prywatyzowanych akcji pracownikom. Tutaj może być podobnie, ale na odwrót. To w którą stronę taki proces będzie zachodzić nie ma akurat znaczenia. Trzeba by wypracować mechanizmy zapobiegające koncentracji akcji pracowniczych w jednym ręku, a wtedy kończy się rynek. Pakiet kontrolny dla Skarbu Państwa, a małe "rybki " pod ochroną ?

    Odpowiedz
  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-06-05 23:32) Zgłoś naruszenie 20

    Czasami mam wrażenie, że piszący nie wiedzą o czym piszą, albo uważają czytających za ludzi mało rozgarniętych którym da się wmówić wszystko. Na samym wstępie piszecie, że "akcjonariat pracowniczy się w Polsce nie przyjął". Nie przyjął się, bo miał się nie przyjąć! Proszę mi napisać kto chciał takiego sposobu prywatyzacji, i co w ten sposób sprywatyzowano? Cóż, ja pamiętam jak "guru" a za nim pozostali "eksperci" ekonomii twierdzili, że jedyną skutecznie chroniącą miejsca pracy formą prywatyzacji jest szukanie inwestorów strategicznych, Czesi natomist popełniają błąd bo ich zakłady których właścicielami stali się pracownicy nie mają szans przetrwania. Tak też konsekwentnie prywatyzowano. Zasadą było sprzedać za tyle ile oferował nabywca, nie ile realnie wart był zakład. Kierowano się chorą logiką, że najszybciej trzeba sprzedać zakłady najlepsze, bo to ratuje je przed upadkiem. Pracownicy jeżeli dostawali jakieś akcje to w wysokości niegwarantującej wpływu na cokolwiek, więc je sprzedawali. Nieliczne zakłady które oddano załodze to te, których których nikt nie chciał nawet za darmo, a ich los był przesądzony. Reszta społeczeństwa dostała bon reprywatyzacyjny który trzeba było finalnie zarejestrować na giełdzie, lub wymienić na 20zł (!).

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane