Realizacja Narodowego Programu Zatrudnienia (NPZ) to jedna z obietnic wyborczych Prawa i Sprawiedliwości. Celem propozycji jest zmniejszenie bezrobocia wśród osób poniżej 35. roku życia. Tyle że nie jest to nowy pomysł. Projekt ustawy, która ma wprowadzić ten program, powstał w 2012 r. Został przez ówczesną koalicję PO-PSL odrzucony, a przywrócono go na potrzeby kampanii wyborczej.

Powielone instrumenty

Projekt PiS zakłada, że NPZ ma być prowadzony na terenie gmin zdegradowanych ekonomicznie, a ich lista będzie publikowana w rządowym rozporządzeniu. Program składa się z kilku elementów. Należą do nich m.in. preferencje podatkowe dla przedsiębiorców zatrudniających młodych bezrobotnych, praktyki szkoleniowe oraz stypendia edukacyjne. Te ostatnie mają przysługiwać osobom w wieku 16–25 lat, które się uczą lub studiują. Będą one też wypłacane w okresie aktywnego poszukiwania pracy, ale nie dłużej niż przez 12 miesięcy.

Kolejnym instrumentem walki z bezrobociem mają być dotacje z Funduszu Wspomagania Zatrudnienia (FWZ), które mają otrzymywać przedsiębiorcy na stworzenie nowych miejsc pracy, poprzez refundację kosztów ich wyposażenia. Z kolei z pieniędzy gromadzonych w Funduszu Wspierania Przedsiębiorczości Młodych Ludzi (FWPML) bezrobotni mają otrzymywać dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej.

Jednak część z tych propozycji, jak chociażby środki w formie dotacji lub pożyczki na uruchomienie własnej firmy, stanowi powielenie instrumentów, które są przewidziane w ustawie z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 149 ze zm.).

– NPZ przewiduje, że niektóre wymogi będą nawet bardziej restrykcyjne niż we wspomnianej ustawie. Dotyczą np. dłuższego, bo sięgającego 24–36 miesięcy okresu, w którym firma musi zachować bezrobotnego w zatrudnieniu, aby nie musiała zwracać pomocy. Może się więc okazać, że przedsiębiorcy nie będą chcieli korzystać z nowych instrumentów – mówi dr Grzegorz Baczewski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Ponadto realizacją nowych form wsparcia miałyby zgodnie z projektem ustawy zajmować się gminy, a nie powiaty, które odpowiadają za rynek pracy i przeciwdziałanie bezrobociu. – Taki dualizm powodowałby konieczność tworzenia nowych struktur, zatrudnienia urzędników do obsługi nowych zadań, co generowałoby dodatkowe koszty. Po co więc je generować, skoro funkcjonują instytucje, które zajmują się bezrobotnymi – mówi Jerzy Bartnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie.

Koszty dla pracodawców

Kolejną kontrowersją związaną z NPZ jest sposób jego finansowania. Na ten cel nie byłyby przekazywane środki z Funduszu Pracy, z którego teraz pochodzą pieniądze na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, ale z dwóch nowo utworzonych funduszy, czyli FWZ oraz FWPML. Zgodnie z projektem ustawy mają one powstać w ramach Banku Gospodarstwa Krajowego. Środki, które będą na nich gromadzone, mają podobnie jak w przypadku FP pochodzić ze składek od pracodawców. Miałyby one wynosić 2 proc. w przypadku FWZ oraz 0,5 proc. przy FWPML. Duże firmy miałyby zaś być dodatkowo obciążone opłatą na rzecz gmin zdegradowanych ekonomicznie.

Walka z bezrobociem

Walka z bezrobociem

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Kolejna składka byłaby obciążeniem pracodawców i wpłynęłaby na zwiększenie kosztów zatrudnienia. To zaś jest czynnik zniechęcający do tworzenia nowych miejsc pracy i w konsekwencji może spowodować wzrost, a nie spadek bezrobocia – ostrzega Grzegorz Baczewski.

Stanisław Szwed, poseł PiS, potwierdza, że projekt ustawy w sprawie NPZ nie odpowiada obecnej sytuacji na rynku pracy i wymaga korekt.

– Doszło do dużej nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia, od stycznia będzie też wprowadzona refundacja kosztów zatrudnienia bezrobotnych poniżej 30. roku życia, która ma dać 100 tys. miejsc pracy. Dlatego będziemy rozmawiać o tym, które punkty z programu będą realizowane – podkreśla Szwed.