- Nie może być tak, że sekretarka ma większą pensję od głównego specjalisty pracującego w innym urzędzie - mówi prof. Bogumił Szmulik.
Reklama
Premier puszcza oko do swoich urzędników i obiecuje im, że postara się dla nich o podwyżki. Czy wzrost pensji powinien objąć wszystkich członków korpusu służby cywilnej?
I tak, i nie. Nie, ponieważ czasy realnego i wydumanego socjalizmu mamy już za sobą i urawniłowka się skończyła. Ale żeby urzędnik był zadowolony i zarabiał adekwatnie do wiedzy, doświadczenia i zaangażowania, muszą nastąpić zmiany systemowe. Objąć one muszą kompetencje szefa służby cywilnej i model kształcenia w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. Powinien zostać także wprowadzony system motywacyjny, który może mieć wymiar niefinansowy. Mógłby on np. polegać na przyznawaniu urlopów wypoczynkowych w wymiarze ponadstandardowym oraz bonów szkoleniowych.

Reklama
Podwyższenie kwoty bazowej od 2016 r. oznacza jednak, że podwyżki otrzymają automatycznie wszyscy członkowie korpusu.
Na zmiany systemowe nie ma już czasu, dlatego jedynym rozwiązaniem jest podwyższenie tej kwoty. Nie była ona waloryzowana od 2008 r. Jest to wina m.in. słabości związków zawodowych w administracji rządowej i braku aktywnych stowarzyszeń branżowych.
O ile średnio powinny wzrosnąć pensje członków korpusu?
Płace nie były waloryzowane nawet o wskaźnik inflacji przez siedem lat, więc pensje w administracji rządowej powinny wzrosnąć o 10 proc.
Czy obecny system wynagrodzeń w służbie cywilnej jest racjonalny i sprawiedliwy?
Oczywiście, że nie. Składa się na niego wiele trudnych do wytłumaczenia elementów. Przykładowo różnice w wynagrodzeniu pomiędzy Ministerstwem Finansów a Ministerstwem Pracy uzasadniane są uwarunkowaniami historycznymi. Od czasu stworzenia w III RP służby cywilnej nie opracowano klarownej siatki płac. Do tego doszły środki z funduszy unijnych, które pogłębiły różnice płacowe między urzędami. W efekcie sekretarka może mieć mnożnik wyższy od głównego specjalisty. Takie rozwiązania systemowe są niekonstytucyjne, sprzeczne z zasadą równości czy jawności i przejrzystości działania administracji publicznej.
W jakim sensie?
Chociażby w zakresie wykorzystania finansów publicznych. Młodzi ludzie nie rozumieją, dlaczego przystępując do naboru w jednym urzędzie, mają informację na temat przyszłych zarobków, a w innym nie. Jeszcze większe jest zdziwienie, gdy kolega z akademickiej ławy na podobnym stanowisku w administracji zarabia dwa razy tyle, ile jego rówieśnik. I to już na starcie. Jaka to jest przejrzystość płac? Nie można też mówić o sprawiedliwości, gdy nie ma mechanizmów motywacyjnych i inspirujących urzędników do kreatywnego myślenia i sprawnej realizacji zadań publicznych. Zasmucające jest to, że brak jest pomysłów na uzdrowienie tej anormalnej płacowej sytuacji. Rozumiem, że sytuacja budżetu państwa nie jest za ciekawa, ale patrząc horyzontalnie, w perspektywie trzech, czterech lat, zawsze można wypracować rozsądny model płacowy. Zresztą ten problem nie dotyczy tylko służby cywilnej.
Co zmieniłby pan w zakresie wynagrodzeń członków korpusu służby cywilnej?
System płac w administracji rządowej mógłby przykładowo polegać na tym, że sztywny mnożnik kwoty bazowej o określonej wielkości byłby przyporządkowany do poszczególnych stanowisk służbowych. Przy czym ta kwota musiałaby być taka sama w każdej kategorii urzędu. Ponadto np. 30 proc. kwoty przypisanej na wynagrodzenia powinno być przeznaczone na premie dla urzędników, których wysokość byłaby oparta na uzasadnionej ocenie ich działań.