Z danych GUS wynika, że 13 proc. z wszystkich zatrudnionych otrzymuje najniższe wynagrodzenie, które w tym roku wynosi 1680 zł. Tak niskie płace obejmują 1,3 mln osób. DGP sprawdził, ilu pracowników zatrudnionych w administracji samorządowej i rządowej otrzymuje najniższą krajową. Z przeprowadzonej sondy wynika, że odsetek takich osób nie sięga nawet jednego procenta. Nie brakuje też przykładów jednostek, w których zarabiających na takim poziomie po prostu nie ma. Nawet na stanowiskach pomocniczych zarobki w urzędach są znacznie wyższe od minimalnej płacy.

Rząd dobrze płaci

Jak wynika z danych kancelarii premiera, płace w administracji rządowej sięgały w ubiegłym roku średnio 4,8 tys. zł. Okazuje się jednak, że na 2,5 tys. jednostek należących do korpusu służby cywilnej, tylko jedna posiadała trzy etaty z wynagrodzeniem w przedziale od 1,6 do 1,7 tys. zł. (w 2013 r. – płaca minimalna sięgała 1,6 tys. zł). W kolejnym przedziale – do 1,8 tys. zł – znajdowały się odpowiednio cztery urzędy z łącznym zatrudnieniem w korpusie służby cywilnej na poziomie 5,5 etatu. W przedziale 1,8–1,9 tys. zł nie było żadnego urzędu. Natomiast z zarobkami między 1,9, a 2 tys. zł występowały cztery jednostki z zatrudnieniem łącznym na poziomie pięć etatów.

DGP sprawdził jak sytuacja płacowa wygląda w tym roku. Zapytaliśmy o to urzędy wojewódzkie i ministerstwa oraz samorządy. Pytanie dotyczyło wszystkich pracowników, w tym zajmujących się obsługą urzędu (a nie tylko tych należących do korpusu służby cywilnej).

Okazuje się, że większość resortów nie posiada stanowisk, na których wynagrodzenie pracowników byłoby na poziomie płacy minimalnej. Tak niskiego wynagrodzenia nikt nie otrzymuje ani w resorcie finansów, ani też w ministerstwach edukacji czy zdrowia.

– Najniższe wynagrodzenie wynosi u nas 1898 zł i jest wyższe od minimalnego wynagrodzenia o 218 zł – przyznaje Krzysztof Bąk, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Bezrobotni z minimum

Z kolei w urzędach wojewódzkich płacę minimalną otrzymują z reguły tylko osoby zatrudnione przy pracach interwencyjnych oraz zatrudnione na stanowiskach pomocniczych czy robotniczych. W efekcie podkarpacki urząd wojewódzki z 712 pracowników zatrudnia tylko sześciu z najniższą krajową. Świętokrzyski Urząd Wojewódzki taką pensję wypłaca tylko jednemu strażnikowi, który nie należy do korpusu służby cywilnej.

Również w samorządach rzadko pojawiają się zarobki na poziomie płacy minimalnej. W chorzowskim urzędzie miejskim 418 pracowników ma pensje powyżej najniższej krajowej. Z kolei w Poznaniu na 1646 zatrudnionych czterech uzyskuje wynagrodzenie minimalne. W miejskim urzędzie w Chełmie z 298 pracowników tylko jeden otrzymuje najniższą krajową, a w Opolu żaden.

– Najniższe wynagrodzenie w naszej jednostce wynosi 1868 zł. Taką pensję otrzymują osoby na stanowiskach pomocniczych i obsługi – wylicza Grzegorz Marcjasz, naczelnik wydziału organizacji w Urzędzie Miasta w Opolu.

Najmniej dla nowych

Beata Krzyżanowska, rzecznik prasowy prezydenta miasta Lublina, informuje, że wszyscy pracownicy jednostki zarabiają powyżej wynagrodzenia minimalnego. Przy czym zaznacza, że najniższe pensje zaczynają się od kwoty dwóch tysięcy złotych.

– Otrzymują je osoby bez większego doświadczenia zawodowego, które wchodzą na rynek pracy. Obecnie jest to około 60 pracowników – dodaje Krzyżanowska.

W urzędzie miasta w Białymstoku najmniejsze pensje wynoszą ok. 1760 zł, przy czym naliczany jest dodatek stażowy, który maksymalnie może wynieść 20 proc. z 1,6 tys. zł.

– Najniższe wynagrodzenie otrzymują dozorcy i sprzątaczki – wskazuje Urszula Mirończuk, rzecznik prasowy prezydenta miasta Białegostoku. W całym urzędzie pracuje blisko 1,1 tys. osób.

Eksperci twierdzą, że urzędy płacą więcej niż firmy prywatne, bo nie dbają o oszczędności

Podobna sytuacja jest w krakowskim magistracie, w którym na 2260 zatrudnionych nikt nie otrzymuje wynagrodzenia na poziomie płacy minimalnej. Jak wylicza urząd, tylko 20 osób zarabia w przedziale 1,8–2 tys. zł. Takie pensje są przeznaczone dla młodszych referentów. A poniżej 1,8 tys. zł zarabiają osoby wykonujące prace pomocnicze. Łącznie jest ich 35.

Z kolei osoby rozpoczynające karierę w rzeszowskim urzędzie miejskim na wstępie otrzymują 2,1 tys. zł. Natomiast Wrocław najniższe wynagrodzenie wypłaca w kwocie 1,9 tys. zł i oferuje je osobom zatrudnianym na zastępstwo. Podobna praktyka jest w Kielcach, gdzie nie ma osób z pensją minimalną.

– Najniższe wynagrodzenie otrzymują osoby na stanowiskach pomocniczych bądź zatrudnieni w ramach umowy na zastępstwo nieobecnego pracownika, dla których jest to pierwsza praca w życiu – wskazuje Anna Ciulęba, rzecznik prasowy prezydenta Kielc.

Bez zaskoczenia

Zdaniem ekspertów tak mały odsetek pracowników administracji publicznej pracujących na minimalnych pensjach wynika z kilku powodów.

– Właściciel prywatnej firmy myśli ekonomicznie, a szefowi państwowego urzędu jest wszystko jedno, bo przecież nie są to jego pieniądze – uważa dr Stefan Płażek, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Według niego wiele osób, które znajdują zatrudnienie w administracji publicznej, jest znajomymi tych, którzy tam pracują. To sprawia, że otrzymują propozycje wyższych zarobków od płacy minimalnej.

Innego zdania są urzędnicze związki zawodowe. Ich zdaniem nie należy porównywać płacy minimalnej w całej gospodarce narodowej z budżetówką.

– Trudno jest pod tym kątem analizować sektor prywatny i państwowy, bo przecież wielu pracowników na rynku prywatnym oficjalnie otrzymuje wynagrodzenie minimalne i bierze też pieniądze pod stołem. Dodatkowo pracownicy firm otrzymują bonusy w postaci laptopów, prywatnego leczenia i samochodu służbowego. W administracji możemy tylko o tym pomarzyć – wskazuje Tomasz Ludwiński, przewodniczący rady Sekcji Krajowej Pracowników Skarbowych NSZZ „Solidarność”.

Dodaje także, że blisko 80 proc. osób zatrudnionych w instytucjach publicznych ma wykształcenie wyższe.