W listopadzie 2013 r. weszła na stałe do systemu prawnego ustawa z 11 października 2013 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy (Dz.U. z 2013 r. poz. 1291). Pozwala ona przedsiębiorcom na korzystanie z bezzwrotnej pomocy w czasach dekoniunktury. Z sondy przeprowadzonej przez DGP wynika, że dzięki pieniądzom z FGŚP etat zachowało ponad 2 tys. pracowników.

– Cieszę się, że ustawa chroni miejsca pracy, jednak część firm z niej nie skorzysta i już zapowiada zwolnienia grupowe. Być może pomoc oferowana przedsiębiorcom nie jest dobrze dopasowana do ich potrzeb. Z naszych obserwacji wynika, że o wsparcie występują przede wszystkim małe firmy – mówi Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Konfederacji Lewiatan. – Duże nie chcą z niej korzystać m.in. dlatego, że po uzyskaniu wsparcia są zobowiązane zatrudniać przez kilka miesięcy osoby, których wynagrodzenia były dofinansowane z FGŚP.

Korzystają mali

Z analizy danych uzyskanych ze wszystkich wojewódzkich urzędów pracy (WUP) wynika, że z antykryzysowego wsparcia korzystają niewielkie firmy, a przeciętny pracodawca wnioskuje o dopłaty do wynagrodzeń dla kilku czy kilkunastu zatrudnionych osób. O pomoc związaną z wprowadzeniem obniżonego czasu zatrudnienia najwięcej podmiotów wystąpiło w województwach mazowieckim i śląskim. Na Mazowszu zawarto porozumienie z załogą przewidujące obniżenie wymiaru czasu pracy w 11 firmach, które otrzymały w związku z tym ponad 1,6 mln zł bezzwrotnej pomocy. W województwie kujawsko-pomorskim na obniżony czas pracy ze względu na brak zamówień zdecydowała się jedna firma. W jej przypadku WUP na pomoc dla ośmiu osób przeznaczył ok. 53 tys. zł.

Na dofinansowany przestój zdecydowało się 26 przedsiębiorstw. Wśród nich nie znalazła się Kompania Węglowa, która na przełomie kwietnia i maja była zmuszona do ograniczenia wydobycia. Brak zainteresowania wynikał z tego, że ustawa ogranicza pomoc do 200 tys. euro (górna granica pomocy de minimis). Przy tak dużym pracodawcy kwota okazała się niewystarczająca.

Za wysokie progi

W ocenie urzędników na małą liczbę zakładów korzystających ze wsparcia mogą mieć wpływ też zbyt wygórowane kryteria ubiegania się o pomoc. O pieniądze mogą się starać tylko podmioty, które wykażą co najmniej 15-proc. spadek obrotów gospodarczych.

– Dla wielu firm osiągnięcie takiego poziomu w praktyce oznacza koniec działalności i na ich ratowanie jest już za późno – stwierdza Grażyna Spytek-Bandurska.

Także rodzaj oferowanego przez ustawodawcę wsparcia wyklucza pewne branże z korzystania z antykryzysowych rozwiązań. Przy założeniu, iż warunkiem uzyskania pomocy jest m.in. zastosowanie wobec pracowników przedsiębiorstwa przestoju lub obniżenia wymiaru czasu pracy, wątpliwości budzi faktyczna możliwość korzystania z dopłat przez firmy zajmujące się handlem.

– Sytuacja okresowego zaprzestania działalności czy też zmniejszenia wymiaru czasu pracy w tej branży nie może mieć miejsca, bo prowadzi do bankructwa firmy. Sklepy, aby generować jakiekolwiek zyski, muszą być czynne dłużej niż przed kryzysem – podkreśla Marcin Podczasiak, kierownik wydziału organizacyjno-prawnego w Dolnośląskim WUP.

Ekspert uważa, że nawet dywersyfikacja oferowanego asortymentu oraz próba ograniczenia pozostałych kosztów działalności są niewystarczające, żeby zminimalizować ryzyko zaprzestania prowadzenia działalności z przyczyn ekonomicznych.

Bez biurokracji

Urzędnicy nie chcą komentować problemów z zastosowaniem ustawy. Ich zdaniem jakby nie patrzeć obecnie obowiązujące przepisy są o wiele bardziej przyjazne niż te, które obowiązywały do końca 2011 r.

– Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że kompletowanie dokumentów koniecznych do złożenia wniosku nie sprawia już pracodawcom trudności. Znaczną ich część stanowią pisemne oświadczenia przedsiębiorcy, które są składane przez niego samego pod rygorem odpowiedzialności karnej. Przedtem podmiot starający się o pieniądze musiał dostarczyć urzędowe zaświadczenia – podkreśla Arkadiusz Piecyk, wicedyrektor WUP woj. świętokrzyskiego.

Przypuszcza on także, że negatywne doświadczenia związane z poprzednią ustawą antykryzysową mogą być jednym z powodów, dla których przedsiębiorcy nie wnioskują o dostępne środki.

Poszczególne WUP starają się, by informacja o nowych instrumentach chroniących miejsca pracy trafiła do jak najszerszego grona przedsiębiorców.

– Odpowiednie informacje i materiały zostały rozesłane do powiatowych urzędów pracy do umieszczenia na tablicach informacyjnych. Kompleksową informację nt. wsparcia można także znaleźć na stronach internetowych urzędów pracy. Próbujemy też bezpośrednio dotrzeć do pracodawców. Na przykład w Elblągu odbyło się spotkanie z przedsiębiorcami, którym zostały przedstawione możliwości, jakie daje im ustawa antykryzysowa – mówi Zdzisław Szczepkowski, dyr. WUP woj. warmińsko-mazurskiego.

Ustawa zadziała zgodnie z naszymi oczekiwaniami

Doświadczenia półrocza funkcjonowania ustawy pokazują, że mechanizm ochrony miejsc pracy działa znacznie lepiej niż poprzednia ustawa antykryzysowa. Środki na wsparcie przedsiębiorstw, które dotknęły skutki spowolnienia, uruchomiliśmy od 1 stycznia 2014 i mimo wyraźnych symptomów ożywienia na rynku pracy małe i średnie firmy zwracają się po pomoc. Łącznie udało się nam uchronić przed likwidacją już 2200 miejsc pracy. Przede wszystkim w branżach budowlanej przetwórstwa przemysłowego, a także w usługach. Spodziewam się, że do końca czerwca będzie to około 4 tys. miejsc pracy, a to znacznie więcej niż w warunkach poprzedniej ustawy, która obowiązywała przez dwa lata. Wstępna analiza wniosków wskazuje, że firmy częściej zmniejszają wymiar czasu pracy niż stosują przestój, co pokazuje, że mimo wszystko są w nieco lepszej kondycji. Niestety przedsiębiorcy nadal incydentalnie zgłaszają wnioski o środki na szkolenie – wpłynęło bowiem tylko kilka tego typu pism o tego typu wsparcie związane z przestojem. Wstępna ocena wskazuje, że przepisy funkcjonują dobrze. Prawdziwą wartością dodaną jest to, że ta ustawa wchodzi na stałe do polskiego porządku prawnego i możemy czuć się lepiej zabezpieczeni na sytuacje kryzysowe czy nagłe spowolnienia. Obyśmy nie potrzebowali tych rozwiązań, ale łatwiej planować rozwój mając świadomość, że mamy instrumenty szybkiego reagowania na sytuację zagrożeń dla polskiego rynku pracy.