Michał w tym roku skończy 30 lat. Dwa fakultety, siedem lat doświadczenia, na portalu dla poszukujących pracy zaznaczyłby jako swoje branże „media i marketing”. Choć tak naprawdę powinien postawić krzyżyk raczej przy „produkcji” lub „usługach”, bo firma, w której jest oficjalnie zatrudniony na 1/8 etatu, produkuje firany i zasłony. Szefową jest w niej ciotka Michała. – Co mam ci powiedzieć? Firma, w której wyrabiam 40 godzin tygodniowo, nie oferuje mi niczego poza umową o dzieło. Ani ta, ani żadna poprzednia – mówi i zdradza szczegóły swojego układu. Ciotka nie wypłaca Michałowi wynagrodzenia (i tak 1/8 minimalnej krajowej – 181,20 zł netto), ale za to przelewa za niego składki do ZUS. Michał co miesiąc po prostu oddaje ciotce do ręki pieniądze za składkę.

Jeśli z dwudziestokilkulatkami poruszyć kwestię umowy z pracodawcą, wielu odpowiada podobnie jak Michał. Tomasz na przykład pracuje w start-upie, a umowę o pracę ma u wujka. Jak twierdzi, podobnie jak co najmniej trzy inne osoby z jego firmy. Mikołaj (roboty wysokościowe) 1/8 ma u ojca (firma budowlana, wykończeniówka). Aleksandra (ubrania) u koleżanki swojej mamy. Katarzyna, architektka, która czeka na obronę pracy magisterskiej, etat dostała u cioci scenografki. Janusz (branża internetowa) potrafi powiedzieć tyle, że przez pięć godzin w tygodniu jest szefem marketingu w firmie budowlanej znajomych rodziców. To i tak nieźle – niektórzy z naszych rozmówców w ogóle nie wiedzą, czym zajmują się w firemkach, w których są zatrudnieni.

Koło się zamyka

Zapytani, dlaczego zdecydowali się być oficjalnie 1/8 pracownika, wszyscy odpowiadają jak gdyby jednym głosem: po tym, jak skończyli się uczyć, nagle po prostu wypadli z systemu. Szukają więc alternatyw, a rozwiązanie z zatrudnieniem na 1/8 etatu zwykle podpowiadają krewni, już doświadczeni w bojach z instytucjami państwowymi. Januszowi niewielki cząstkowy etat po magisterium doradził ojciec – księgowy. Michałowi – sama ciotka, która w ten sposób zatrudniała wcześniej innych pracowników.

Pozornie najkorzystniejsza opcja ma jednak znaczące wady. Raz, że tworzy nową szarą strefę. Dwa, że to tylko prowizorka, która ma pomóc, dopóki nie uda się gdzieś zahaczyć na stałe. A jak wiadomo, prowizorki trzymają się najdłużej. Michał w swojej tkwi od dwóch lat. Tomasz – od czterech, Mikołaj – od siedmiu. Jak wiele jest osób w podobnej sytuacji? Trudno stwierdzić; ani urzędnicy, ani ekonomiści, których prosimy o komentarz, o podobnych działaniach nie słyszeli.

Pracownicy na fikcyjną 1/8 etatu dobrze ukrywają się w statystykach. Na papierze wszystko wygląda jak zwyczajna umowa cząstkowa, która sama w sobie nie łamie przecież żadnych przepisów. Więcej – jest coraz bardziej popularna. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2012 r. 9 mln osób było zatrudnionych na pełnych etatach, a na umowach w niepełnym wymiarze godzin – 900 tys. Badania Eurostatu pokazały, że ponad 300 tys. z nich chciałoby mieć pełną umowę. Proporcje bardzo różnią się ze względu na branżę – o ile w górnictwie na 170 tys. pełnozatrudnionych tylko niewiele ponad tysiąc osób miało cząstkowe etaty, o tyle już w obsłudze rynku nieruchomości proporcje te wynosiły 130 do 40 tys. GUS nie liczył jednak, ile te cząstki wynosiły. Nie wiadomo więc, czy osoby te pracowały na pół, 1/4 czy 1/8 etatu. Niewiele wiadomo też o ich zarobkach. Znów: tylko tyle, ile podaje GUS.

W raporcie opublikowanym pod koniec stycznia można przeczytać, że w przedsiębiorstwach, które zatrudniają mniej niż dziewięć osób, trzy czwarte pracowników otrzymuje płacę minimalną. To 941,9 tys. osób. Jeśli doliczyć do tego także większe przedsiębiorstwa, na najniższej krajowej pracuje 1,3 mln Polaków, czyli co ósmy zatrudniony na etacie. Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność”, komentując raport dla DGP, przyznał jednak, że płaca minimalna na umowie wcale nie musi oznaczać takiego wynagrodzenia, bo pracodawcy stosują miksy, czyli łączą najniższą możliwą stawkę na umowie z dodatkowym wynagrodzeniem z tytułu choćby umowy o dzieło. Albo z kopertą pod stołem.

O cząstkowych umowach i oferowanych za nie płacach niewiele mówią też urzędnicy z NFZ zarządzający składką zdrowotną. O pracownikach wiedzą tyle, ile przekaże im Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Ten z pytaniem o cząstkowe umowy odsyła z powrotem do GUS. Koło się zamyka.

Ubezpieczeni za darmo

Krzysztof Liszewski, od 13 lat prowadzący biuro rachunkowe, dziwi się tym, którzy wybierają zatrudnienie jako 1/8 pracownika. Przekonuje, że tak naprawdę profity z takiego rozwiązania wcale nie są wysokie. – Jeśli zatrudniamy się na 1/8 etatu przy minimalnej pensji, składka odprowadzana do ZUS wynosi 67,21 zł. Emerytury nie będzie z tego żadnej, nie ma co na to liczyć. Podobnie jak na inne świadczenia: zasiłek macierzyński, zwolnienie lekarskie, rentę – wylicza. – Jedyne profity z takiej formy zatrudnienia to oczywiście wyższa stawka z umowy o dzieło zawartej z innym pracodawcą, zaliczenie okresu pracy do stażu (rok przepracowany na cząstkowej umowie liczy się w tym przypadku jak rok na pełnym etacie – red.) i ubezpieczenie zdrowotne – mówi i dodaje, że szczególnie to ostatnie może jednak dawać złudne poczucie bezpieczeństwa. – Wystarczy spojrzeć, jak długie są kolejki do lekarzy. Kto ma pieniądze i tak wybiera prywatne gabinety – ocenia. Jego słowa potwierdził ostatni raport Europejskiego Komitetu Praw Społecznych. Wynika z niego, że czas oczekiwania na wizyty u specjalistów jest u nas stanowczo za długi. Choćby na protezę stawu biodrowego – jeśli przypadek nie jest pilny, czeka się 451 dni. Gorzej ECSR ocenił sytuację tylko w Albanii, Grecji, Gruzji, Mołdawii, Rumunii i na Ukrainie.

Krzysztof Liszewski zwraca uwagę, że osoby, które zatrudniają się na 1/8 etatu, po prostu oszukują system opieki zdrowotnej i niejako żerują na tych, którzy wkładają do niego pieniądze. – Minimalne wynagrodzenie na 1/8 etatu jest tak niskie, że nie przekazuje się od niego składki zdrowotnej. Taka osoba jest więc zarejestrowana w NFZ, ale tak naprawdę nie płaci za swoje leczenie. Wychodzi na to, że ci ludzie są ubezpieczeni za darmo – ocenia. Dla porównania: osoba prowadząca działalność gospodarczą płaci ponad 270 zł składki. Ci, którzy etatu nie mają, ale chcą skorzystać z dobrowolnego ubezpieczenia w NFZ, w pierwszym kwartale 2014 r. muszą z kolei zapłacić 360,54 zł. Zapytany o tę sprawę Michał przyznaje: – Wiem, że to słabe i nie jestem dumny z tego powodu, nie myślę sobie co rano, że fajnie ograłem system. Prawdę mówiąc, mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się załatwić taką umowę, żeby składki były z niej płacone, ale żebym też nie zarabiał 1500 zł. To nie moja wina, że pracuję na śmieciówce.

Michał może mieć rację, bo brak pracy dla młodych to jeden z największych problemów w całej Unii Europejskiej. W Polsce na 2,1 mln bezrobotnych ponad połowa to osoby poniżej 35. roku życia. 385 tys. nie skończyło 24 lat. – Owszem, rynek nie jest tak chłonny jak przed 2007 r. Jest rynkiem pracodawcy, a nie pracownika. Ale nie należy zapominać, że tak jak możemy negocjować warunki płacowe, tak samo możemy też negocjować rodzaj umowy. Na przykład zlecenie w miejsce dzieła – uważa Małgorzata Rusewicz, ekspertka ds. rynku pracy Kongresu Kobiet. – Dla tych jednak, którzy faktycznie tworzą dzieło, rynek przewiduje wiele możliwości, choćby założenie własnej firmy. Nie należy zapominać, że w pierwszych dwóch latach działalności mamy prawo do preferencyjnej stawki ZUS, a młode osoby mogą liczyć na wiele dofinansowań. Nie jest tak, że po studiach nagle wypada się z systemu. Trzeba tylko o to zadbać.

Tatuś wie lepiej

Jak przekonuje Aleksandra (ta, która naprawdę szyje ubrania), sprawa się komplikuje, kiedy polecane rozwiązania próbujemy wprowadzić w życie. Aleksandra chciała uczciwie – w swoim przekonaniu – połączyć pracę na umowę o dzieło z samodzielnym opłacaniem składki zdrowotnej i emeryturę na własne konto. Okazało się jednak, że aby móc opłacić i tak wysoką już składkę, musi najpierw wyrównać okres, w którym była nieubezpieczona. Za trzy miesiące nieobecności to 801 zł. Za rok – ponad 2 tys. zł. Zrezygnowała. Michał z kolejnymi pracodawcami negocjował choćby umowę-zlecenie. Za każdym razem słyszał, że na jego miejsce czekają inni kandydaci. Tomasz rozważał założenie firmy. Fikcyjny etat wymaga jednak znacznie mniej zachodu.

Prof. Elżbieta Kryńska, kierownik Katedry Polityki Ekonomicznej na Uniwersytecie Łódzkim, nie ma wątpliwości, że do kurczowego trzymania się nawet 1/8 fikcyjnego etatu pcha młodych pracowników polityka rządu. – Jego działania polegają głównie na tym, żeby przymusić do płacenia składek wszystkich i od wszystkiego, w istocie oczywiście chodzi o wspomożenie konta ZUS – mówi i przypomina, że zgodnie z planem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w przyszłości nie będzie pod tym względem lepiej. Już w tej chwili rząd pracuje nad rozwiązaniami, które przymuszą do odprowadzania składki emerytalnej osoby, których jedynym źródłem zarobku są umowy o dzieło (o składce zdrowotnej podczas spotkania komisji trójstronnej, na którym resort przedstawił pomysł, nie było mowy).

– Dane pokazują, że jeśli płaca minimalna idzie w górę, spada liczba zawieranych w kraju umów o pracę, rośnie szara strefa. Jest więc obawa, że podobnie stanie się, gdy na umowy o dzieło zostanie nałożona dodatkowa składka – dodaje Małgorzata Rusewicz (choć zaznacza, że wprowadzenie dodatkowej składki pomoże chronić pracowników). Prawdziwy boom na 1/8 etatu dopiero wtedy może się rozpocząć. – To prowadzi do poważnych nadużyć – uważa prof. Kryńska i wyjaśnia, że zbyt mocno rozbuchany system ubezpieczeń pozbawia pracowników indywidualnej przezorności, a tym samym przerzuca myślenie o własnej przyszłości z nas na nasze państwo.

– Amerykanie mówią o tym zjawisku „Daddy knows best”, tatuś wie najlepiej. Tymczasem tatuś zamiast ściągać składki, powinien tworzyć warunki do budowy dobrobytu, bo tylko one pozwolą na to, żeby obywatele sami o siebie zadbali – mówi. Ekonomistka ostrzega też przed długofalowymi konsekwencjami prowadzenia polityki, która zabiera obywatelom samodzielność. Zwłaszcza że skutki mogą się okazać zaskakujące. – Są takie kraje, w których w ogóle nie ma systemu ubezpieczeń społecznych. Ludzie pracują, dopóki mogą, a później przechodzą pod opiekę dzieci. W tych krajach to one są inwestycją. Teraz spójrzmy na Polskę – naszym największym problemem jest w tej chwili demografia, to starzejące się społeczeństwo i brak zastępowalności pokoleń, a nie przekształcenia rynku pracy są prawdziwym zagrożeniem dla systemu emerytalnego.

Ekonomistka wyjaśnia, że niektóre teorie makroekonomiczne łączą właśnie małodzietność z systemem ubezpieczeń społecznych. – Nadmierna opiekuńczość państwa zwalnia bowiem obywatela z obowiązku troszczenia się o to, co będzie z nim później – mówi. A na tle jej słów na największego liberała w Polsce wychodzi Waldemar Pawlak, który jeszcze jako wicepremier na prośbę o komentarz do planowanych zmian naszego systemu emerytalnego przyznał, że liczy na własne dzieci.

W przeciwieństwie do niego Katarzyna (architektka) o dzieciach jednak na razie nie myśli. Jej 1/8 etatu u cioci nie pozwoli zapewnić sobie nawet minimalnego zaplecza socjalnego.

Przezorni

Mikołaj zaoszczędzone z nieistniejącego etatu pieniądze inwestuje na giełdzie. Przyznaje, że w ten sposób gromadzi swoje zabezpieczenie na przyszłość, bo nie widzi dla siebie lepszej alternatywy. Na emeryturę z ZUS nie liczy w ogóle. Aleksandra planuje założyć indywidualne konto emerytalne. Tomasz woli nie myśleć, co będzie.

– Na pierwszy rzut oka postępowanie ludzi, którzy wybierają 1/8 etatu, wydaje się nieracjonalne, bo choć faktycznie w krótkim okresie taka osoba dostaje do ręki więcej gotówki, traci jednak w długiej perspektywie. Ale jak się ma, powiedzmy, 28 lat, emerytura jest jeszcze za daleko, by o niej myśleć – przekonuje prof. Kryńska i dodaje, że trudno się temu dziwić, bo nawet ekonomiści obawiają się prognozować sytuację gospodarczą na więcej niż kilka lat do przodu. Jak więc wymagać od zatrudnionych na 1/8, by oni potrafili ocenić, jaka strategia opłaca im się w dłuższej perspektywie?

Zatrudnieni na 1/8 zdają sobie jednak sprawę, że prędzej czy później będą musieli coś zmienić. Przekonuje o tym także prof. Kryńska. – Niestety temu systemowi grozi duże niebezpieczeństwo niewypłacalności i nie jest to tylko kwestia proporcji. W całym świecie zachodnim można zaobserwować, że gospodarki przechodzą od posiadania na wynajmowanie: kapitału, majątku trwałego, ludzi. To megatrend, do którego będzie musiała się dostosować także Polska – uważa. Małgorzata Rusewicz przekonuje, że na rynku pracy już widać zmianę. – Firmy widzą potrzebę większej elastyczności, przechodzi się w nich do pracy metodą projektową. Za tym musi pójść również uelastycznienie czasu pracy, a więc i zmiana zasad nawiązywania umów z pracownikami – ocenia. To oznacza więcej luźniejszych umów i mniej pieniędzy na ubezpieczenia. Ciężar zabezpieczenia socjalnego będzie spoczywał coraz bardziej właśnie na pracowniku.

I może to jest największy problem tych, którzy fikcyjnie zatrudniają się na cząstkowych etatach. 1/8 to pracownik rozerwany. Z jednej strony, już po nowemu nie ma dla niego miejsca w starym systemie, jego macierzysta firma nie przewiduje dla niego umowy o pracę, a o swoją przyszłość musi zatroszczyć się sam. Z drugiej – jest do tego systemu wciąż przywiązany – chciałby leczyć się w publicznym szpitalu, mieć prawo do leków refundowanych, a także zbierać staż pracy do emerytury. Być może zamiast czekać na wymarzony pełny etat, powinien jeszcze raz przemyśleć słowa prof. Kryńskiej. Bo, owszem, przezorny zawsze ubezpieczony. Ale niekoniecznie tak, jak przyzwyczailiśmy się o tym myśleć.