Śmieszna nieporadność i oburzająca agresja. To dwie strony jednego problemu polskiej policji: niedouczenia. Braki w szkoleniu funkcjonariusz nadrabia, machając pałą. A kiedy minister mówi „idźcie”, idzie. Rozkaz to rozkaz.
Nakręcony komórką amatorski filmik znany jako żałosna interwencja bytowskiej policji obejrzały w sieci setki tysięcy osób, na forach napisano na jego temat setki tysięcy znaków. Można by już o tym zapomnieć, potraktować jako śmiesznostkę, wypadek przy pracy. Gdyby nie to, że to nie był wypadek przy pracy. Raczej odbicie – co z tego, że w krzywym zwierciadle – smutnej policyjnej rzeczywistości, w której brakuje pieniędzy na porządne szkolenie ludzi (zresztą brakuje na wszystko, nawet na pensje), gdzie przemęczeni, niedocenieni mężczyźni i kobiety w mundurach wysyłani są na ulice z poleceniem „zero tolerancji” i traktują to dosłownie. To rzeczywistość zapuszczonych komisariatów, w których wciąż często nie działa sieć i nie można sprawdzić PESEL-u delikwenta. Naciskanych przez górę szefów, którzy wyżywają się na podwładnych. Nieradzenia sobie z emocjami i topienia ich w wódce. Kolegów, którzy strzelają sobie w głowę. Wstrętnych gnoi, którzy piszą na murach HWDP. I bezradności.

Dwie wersje zdarzeń