Jesteś singlem? - to pewnie nie masz zobowiązań finansowych i możesz w każdej chwili odejść z pracy. Piszesz kilkunastostronicowe wypracowania zamiast zwięzłego CV - nie jesteś konkretny i rzeczowy, nie nadajesz się na stanowiska analityczne. Tak właśnie rekruterzy „odkodowują” nasze aplikacje o pracę.

Dziennie na biurko przeciętnego headhuntera trafia od 30 do 40 aplikacji, różnej wielkości: od dwóch-trzech do kilkunastu stron. Zatem odpowiedź na pytanie, jak headhunterzy czytają aplikacje jest prosta - przede wszystkim szybko. Najpierw szybki skan całego dokumentu i zwrócenie uwagi na doświadczenie oraz kompetencje kandydata, często liczy się też marka firmy, w której kandydaci pracowali. Jeżeli osoba aplikująca posiada wymagane umiejętności, CV czyta się jeszcze raz, powoli i dokładnie. - Przy tak dużej ilości CV, często nie ma czasu na domyślanie się o co chodziło i czytanie między wierszami - przyznaje Magdalena Rejnsz, specjalista ds. rekrutacji w firmie Adore HR.

Czasami zbieżność aplikacji z poszukiwanym przez pracodawcę profilem decyduje o tym, czy headhunter w ogóle ją czyta. - Nie ma co liczyć na cud, że headhunter będzie brał pod uwagę aplikację kandydata, który kompletnie nie ma doświadczenia na podobnym stanowisku - mówi twardo Agnieszka Gosthorska z firmy Antal International. Tymczasem, jak pokazuje praktyka, wiele osób się łudzi, że może im się uda. - Nawet do 40 proc. CV, które otrzymuję jest kompletnie niezwiązanych z oferowanym przez nas stanowiskiem. Często zdarza się, że np. na kierownika produkcji przesyłają aplikacje osoby, które kierowały wcześniej apteką czy sklepem. A jedno z drugim ma niewiele wspólnego - wzdycha Agnieszka Gosthorska z Antal International. Headhunterzy mówią też wprost, że są w stanie niemal błyskawicznie zweryfikować dane zawarte w CV. - Możemy sprawdzić zarówno znajomość języków obcych, stanowisko czy zakres obowiązków pełnionych dotychczas przez danego kandydata. Wiemy, czy i jak dana firma funkcjonuje, czy też np. już nie ma jej na rynku. Często widzę, że ktoś pisze np. że jest kierownikiem produkcji w konkretnej firmie, podczas gdy wiem, że to stanowisko zajmuje ktoś inny. Nie ma też najmniejszego sensu przypisywanie sobie zasług innych osób, ponieważ nawet w trakcie zwykłej rozmowy z nami prawda i tak wychodzi na jaw - dodaje Agnieszka Gosthorska.

CV to nie esej

Reklama

W preselekcji dokumentów liczy się dosłownie wszystko. Czynników dyskwalifikujących kandydata w oczach headhuntera jest bardzo dużo. - Aplikacja dłuższa niż 3-4 strony trafia do kosza. Gdy widzę kilkunastostronicowe CV mam wrażenie, iż mam do czynienia z osobą nie do końca zrównoważoną - mówi ostro Ewa Pióro, headhunter z firmy EP Personel. Podobnego zdania jest jej koleżanka po fachu, Dominika Staniewicz, ekspert ds. rynku Business Centre Club. - Osoba rekrutująca nie będzie czytała eseju. Z miejsca też odrzuci aplikacje, zawierające błędy ortograficzne, stylistyczne, czy językowe - ostrzega Dominika Staniewicz. Również sposób napisania aplikacji, jej forma zdradzają headhunterom pewne informacje na temat cech charakteru osoby starającej się o pracę. - Na podstawie CV mogę wyrobić sobie opinię, czy dana osoba jest skrupulatna, oszczędna w słowach i bardzo konkretna, czy też nie - zdradza Gosthorska.

Okazuje się, że ważnym punktem w CV są nawet zainteresowania i hobby kandydatów. - W jednakowym stopniu liczy się to, czy są one ciekawe, jak to, w jaki sposób zostały opisane. Pamiętam sytuację, w której dziewczyna zamiast banalnie napisać - moje hobby to gotowanie - wpisała: „tort śmietankowy z brzoskwiniami, zajada się nim cała rodzina”. Kiedy indziej, ktoś aplikujący na stanowisko handlowca w rubryce hobby napisał: „taniec - jestem ulubieńcem kobiet”. Obydwoje dostali pracę, bo wykazali się kreatywnością i pewnymi cechami interpersonalnymi - wspomina Ewa Pióro. Jej zdaniem, również sposób w jaki opisze się nawet niewygodne dla kandydata sytuacje, może zaważyć na dalszych losach jego aplikacji. - Zwykle takim krytycznym punktem w CV jest urlop macierzyński. Ale z tego też można wybrnąć. Bardzo dobrze została oceniona kiedyś aplikacja pewnej kobiety, która napisała w CV zamiast „urlop macierzyński” - „zarządzanie gospodarstwem domowym, zakupy, mała gastronomia, zarządzanie zasobami ludzkimi, w tym osobą niepełnoletnią” - dodaje z uśmiechem headhunterka.

Reklama

Z tymi informacjami ostrożnie

Są też tematy, którymi nie zawsze warto się chwalić. - Kandydat nie powinien przyznawać się do swoich wad (czy też niektórych cech charakteru), ale z założeniem pisania prawdy. Lepiej pominąć informacje, którą nie pomogą, a mogą jedynie zaszkodzić. Stanowczo odradzam wpisywania szkół, których się nie ukończyło. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja, kiedy kandydat jest w trakcie uczenia się/studiowania. Rozpoczęta edukacja i przerwana, nie jest żadnym atutem dla potencjalnego pracownika – radzi Rafał Jatczak, specjalista ds. Personalnych i Analiz, Wadwicz Sp. z o.o., członek Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Ale w tej kwestii - headhunterzy nie są jednomyślni. Zdaniem Agnieszki Gosthorskiej, warto jest zawsze pisać o wszelkich próbach zdobywania wykształcenia. - Nawet jeśli przerwaliśmy edukację, nie obroniliśmy tytułu danej uczelni, to jednak spędziliśmy tam kilka lat pozyskując pewną wiedzę i umiejętności. Jestem zwolenniczką pochwalenia się tym, również dlatego, że powody dla których przerywa się naukę, nie zawsze leżą po stronie kandydata - mówi headhunterka.

Hedhunterzy zgodnie natomiast odradzają umieszczanie w aplikacji informacji na temat wieku, płci, czy stanu cywilnego kandydata. Przede wszystkim dlatego, że czasami mogą one bardziej zaszkodzić niż pomóc. - Co do stanu cywilnego, to z tym tematem jest podobnie jak z kobietami wychowującymi dzieci. Nie powinien być to element dyskwalifikujący, jednak „co z oczu, to i z serca”. Niektóre pytania podczas rekrutacji paść nie powinny, a padają - więc osobiście nie polecam uwzględniania takich informacji w CV - twierdzi Rafał Jatczak.

Rekruterzy mają także wyrobione zdanie na temat osób przechodzących do konkurencyjnych firm. Ich opinia zależy tu od długości stażu u poprzedniego pracodawcy - Przejście po dwóch-trzech latach pracy, oznacza raczej ambicje i szukanie nowych wyzwań. Z drugiej strony, osoby które przechodzą zbyt często z firmy do firmy, nie mają dobrej opinii. Nazywani są oni przez headhunterów „skoczkami” i z reguły nie są polecani pracodawcom.

Czasami wśród aplikacji trafiających na biurka rekruterów są takie, które szczególnie przykuwają ich uwagę. - Często spotykamy się z tym, że kandydaci przygotowują swoje dokumenty załączając informacje o projektach nad którymi pracowali, czasami nawet dopinają zdjęcia, jakieś rysunki techniczne - wylicza A. Gosthorska.

Ucz się od ekspertów

Niestety, dla wielu osób ubiegających się o pracę umiejętność napisania ciekawego CV pozostaje wiedzą tajemną. Z tego powodu warto więc skorzystać z rad i doświadczenia tych, którzy na co dzień oceniają setki aplikacji.

Cykl spotkań z headhunterami i rekruterami „Wiedza za grosze - Twoje CV bardziej skuteczne”, których ideą jest zapoznanie się z konkretnymi krokami, jak poprawnie napisać profesjonalne CV - organizują już w listopadzie m.in.: Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia, Adore HR oraz Monsterpolska.pl. W ramach cyklu będzie można porozmawiać z doświadczonymi doradcami kariery, dowiedzieć się, jak prawidłowo zredagować CV, czy też zrobić to ze wsparciem specjalisty. I co istotne, również poznać mechanizmy rekrutacji „od kuchni”. A takie wtajemniczenie jest już na wagę złota.Więcej informacji o warsztatach: www.saz.org.pl

Marlena Mistrzak, autorka portalu CentrumRekrutacyjne.pl