Sytuacja jest bardzo zróżnicowana regionalnie. Najgorzej pod tym względem jest tradycyjnie w woj. warmińsko-mazurskim, gdzie bezrobocie wynosi już aż 19,4 proc. Kolejne miejsca w tym rankingu zajmują woj.: zachodniopomorskie i kujawsko-pomorskie z 16,6 proc. wskaźnikiem bezrobocia. Najlepiej jest natomiast w Wielkopolsce, gdzie zajęcia nie ma 9,2 proc. osób aktywnych zawodowo.

Zdaniem analityków resortu pracy wzrost liczby bezrobotnych spowodowany był m.in. powrotem do rejestrów urzędów pracy osób, które zakończyły uczestnictwo w programach aktywizacji zawodowej. Nie jest to przypadkowe, ponieważ w Polsce mniej niż połowa osób bez zajęcia skierowanych przez pośredniaki na szkolenia, staże u pracodawców czy na przykład wykonujących roboty publiczne, uzyskuje stałe zatrudnienie. Ponadto wzrost liczby bezrobotnych związany był z zakończeniem prac sezonowych. Do grupy osób bezrobotnych dołączyły też te, które utraciły pracę, bo zakończyły się ich umowy na czas określony albo zostały zwolnione przez firmy, które w ten sposób ograniczały koszty swojej działalności, albo ratowały się przed bankructwem.

Perspektywy nie są dobre. Gospodarka coraz mocniej hamuje, bo kryzys na Zachodzie zaraża także nasz kraj. Potwierdzają to twarde dane.

– Jeszcze w pierwszym kwartale PKB zwiększył się o 3,5 proc., ale już w drugim jego dynamika spadła do 2,4 proc., a w trzecim może się obniżyć do nawet poniżej 2 proc. – twierdzi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP. To – jej zdaniem – niekorzystnie wpłynie na rynek pracy, bo coraz więcej przedsiębiorstw zapowiada zwolnienia grupowe. Będą robić to po okresie, w którym były bardzo ostrożne pod tym względem, bo jak podaje GUS, jeszcze w pierwszym półroczu zlikwidowały o ponad 22 tys. mniej miejsc pracy niż przed rokiem, ale równocześnie liczba nowych etatów, które stworzyły, była aż o 46 tys. mniejsza. – W rezultacie w końcu roku stopa bezrobocia może wzrosnąć do 13,1 proc. A więc liczba bezrobotnych będzie większa niż obecnie o około 110 tys. – uważa Sędzimir. Są jednak więksi pesymiści. – Spodziewam się, że w końcu grudnia bezrobocie może skoczyć do nawet 13,4 proc. – informuje Maja Goettig, główna ekonomistka KBC Securities. Dodaje, że będzie to wynikiem nie tylko pogorszenia się koniunktury gospodarczej, ale także tego, że jesienią skończą się prace sezonowe m.in. w rolnictwie i budownictwie, co sprawi, że duża grupa osób straci płatne zajęcie.

Natomiast rząd przewiduje w projekcie ustawy budżetowej na przyszły rok, że w końcu grudnia stopa bezrobocia wyniesie 13 proc. Jacek Męcina, wiceminister resortu pracy, przyznał jednak ostatnio, że nie wyklucza, iż bezrobocie może być nieco wyższe.

Niezależnie jednak od tego, kto ma rację, sytuacja na rynku pracy będzie znacznie gorsza niż przed rokiem. I to nawet w sytuacji, gdy liczba osób w wieku produkcyjnym skurczy się w tym roku o około 150 tys. – po tym, jak w ubiegłym roku zmniejszyła się po raz pierwszy o ponad 100 tys.