Projekt ustawy przygotowywany przez parlamentarzystów i specjalistów z organizacji pozarządowych ma trafić do Sejmu w czerwcu. Zmiana prawa spowoduje nawet 5-krotny wzrost liczby placówek, które zajmują się opieką nad ludźmi starszymi. Impulsem uaktywniającym branżę ma być bon opiekuńczy o wartości 800 – 1200 zł, którym można będzie płacić w domach opieki i w firmach świadczących usługi opiekuńczo-medyczne. Mają go otrzymać osoby, u których komisja stwierdzi niezdolność do samodzielnego funkcjonowania.

Pieniądze na sfinansowanie mają być przeznaczone z obecnych wydatków na utrzymanie domów opieki oraz dodatki i zasiłki pielęgnacyjne. – Ale gros z tych pieniędzy jest dziś wyrzucane w błoto, bo ponad 90 proc. dodatków trafia do osób, które ich nie potrzebują – mówi ekonomista Paweł Kubicki z Instytutu Gospodarstwa Społecznego SGH. Dodatek taki to ok. 187 zł miesięcznie, a za taką kwotę nikogo nie stać na wynajem opiekunki czy pielęgniarki. Środki z bonu mają wystarczyć nawet na umieszczenie osoby niesamodzielnej w domu opieki. Niskie emerytury oraz symboliczne zasiłki sprawiały, że w sektor opiekuńczy do tej pory niechętnie inwestowali prywatni przedsiębiorcy. W zarejestrowanych placówkach zatrudnionych jest ok. 200 tys. osób. Drugie tyle pracuje w szarej strefie, często za mniejsze pieniądze. – Część z nich zalegalizuje działalność, jeśli okaże się, że bez wpisu do oficjalnych rejestrów nie będą miały klientów – mówi senator Mieczysław Augustyn, jeden z autorów ustawy. O tym, że zmiany przepisów mogą wpłynąć na zmniejszenie szarej strefy, świadczą nianie. Odkąd składki ZUS płaci za nie budżet, zwiększyła się liczba pracujących legalnie. Dwa miesiące po wejściu nowych przepisów okazało się, że aż 3,4 tys. niań zalegalizowało swoją działalność.

Emeryci

Emeryci

źródło: ShutterStock

Zmiana systemu finansowania zmieni sytuację w opiece społecznej. Do wejścia na rynek szykuje się kilku prywatnych inwestorów. Wśród nich jest m.in. spółka giełdowa Serenity, która chce wybudować ok. 30 domów dla seniorów. Będzie w nich praca dla pielęgniarek, lekarzy, terapeutów, rehabilitantów, a także personelu porządkowego. Specjaliści od rynku spodziewają się także wysypu małych i średnich firm świadczących usługi opiekuńczo-medyczne. Obecnie jest ich w Polsce ok. 60, a największe z nich, jak np. Continuum Care, Promedica Care czy Time Help, notują wzrost popytu na usługi nawet o 20 – 30 proc. rocznie. – Chętnych jest bardzo wielu, ale główną barierą są koszty – mówi Aneta Zwolińska z Continuum Care.

Za godzinę pracy opiekunki, (zakupy, sprzątanie, zmiana opatrunków), trzeba zapłacić ok. 20 zł. Taniej – 17 zł – za godzinę pobytu w dziennym domu opieki. Działają one trochę jak przedszkola: podopiecznego można przywieźć o 7.30 i odebrać wieczorem.

Z usług prywatnych opiekunek korzysta 2 – 3 proc. leciwych Polaków, 7 – 8 proc. to pensjonariusze domów pomocy społecznej, a ok. 90 proc. seniorów uzależnione jest od rodziny. Rosnący popyt na usługi opiekuńcze to efekt starzenia się naszego społeczeństwa. Tylko w ciągu ostatnich 5 lat liczba osób po 75. roku życia wzrosła w Polsce z 1,3 do 1,5 mln, a w 2035 r. przekroczy 4 mln. Natomiast liczba osób po 80. roku życia z ponad 1,3 mln obecnie zwiększy się o 125 proc.

PRAWO

Książeczka czekowa dla seniora

Przygotowywana ustawa o pomocy osobom niesamodzielnym zakłada, że świadczenia opiekuńcze (czy bon opiekuńczy) dostaną te osoby, wobec których orzeczony zostanie jeden z trzech stopni niesamodzielności. Na podstawie tego orzeczenia kierownik powiatowego centrum pomocy rodzinie w decyzji administracyjnej przyznaje lub odmawia świadczenia.

Osoba, która dostanie takie świadczenie, będzie mogła skorzystać z usług jednej z firm (np. dom opieki lub opiekunka prywatna), która znajduje się na liście podmiotów zarejestrowanych przez powiatowe centrum pomocy rodzinie oraz wojewodę. Podmioty te będą przyjmować nie pieniądze, lecz czeki. Każdy świadczeniobiorca lub jego opiekunowie dostaną specjalną książeczkę czekową z odpowiednią liczbą bonów.