W tym czasie liczba osób bez kwalifikacji – z wykształceniem gimnazjalnym, podstawowym i niepełnym podstawowym – skurczyła się o 5 tys. A liczba wszystkich bezrobotnych zwiększyła się tylko o 1,4 proc.

Mądrzejsi i co z tego

Eksperci nie mają wątpliwości, że choć brzmi to paradoksalnie, to po części efekt szybkiego rozwoju edukacji, który powoduje, że gwałtownie przybywa osób z wyższym wykształceniem. W 2011 r. ich liczba zwiększyła się o ok. 400 tysięcy – do blisko 5 mln.

Żadna gospodarka nie wchłonie tak dużej liczby osób po studiach

W efekcie wyższe wykształcenie jest coraz powszechniejsze. Pochwalić się nim może już 27 proc. aktywnych zawodowo Polaków. A jeszcze przed zaledwie 9 laty miało je tylko 16 proc. rodaków. – Poprawa wykształcenia cieszy. – Ale żywiołowy rozwój szkolnictwa wyższego spowodował problemy, bo nikt się nie zastanawiał nad tym, czy znajdą się miejsca pracy dla absolwentów uczelni – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Dodaje, że zachwiane zostały proporcje na rynku pracy. Bo według wyliczeń profesora od pięciu lat na dwóch absolwentów uczelni przypada tylko jedna osoba kończąca szkołę zawodową lub technikum. – Żadna gospodarka nie jest w stanie szybko wchłonąć tak dużej liczby osób po studiach. Wprawdzie duża ich część może znaleźć zatrudnienie, ale na stanowiskach niewymagających wyższego wykształcenia – podkreśla prof. Kabaj.

Armia pedagogów

Problemy na rynku pracy osób po studiach wynikają też z innych przyczyn. – Wiążą się na przykład ze złą strukturą kształcenia – uważa prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Podkreśla, że wciąż kształci się za dużo m.in. pedagogów, ekonomistów, specjalistów od marketingu i handlu, politologów czy socjologów, choć rynek jest nimi nasycony.

– Problemy absolwentów uczelni wiążą się też z niską jakością kształcenia części szkół wyższych – twierdzi prof. Henryk Domański z PAN. Dodatkowo osoby po studiach często nie mają praktycznych umiejętności. – Część z nich rejestruje się w urzędach jako osoby bezrobotne, bo liczą, że urząd pracy sfinansuje ich staże u pracodawców – mówi Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millennium. Tyle że osobom z wyższym wykształceniem, ale także z niższymi kwalifikacjami jest coraz trudniej, choćby dlatego, że powstaje mało nowych miejsc pracy w związku z niepewnością co do koniunktury w gospodarce.

Praca

Praca

źródło: ShutterStock

Etatów nie przybędzie

Coraz większa grupa bezrobotnych z dyplomami wyższych uczelni to ogólnoeuropejskie zjawisko. Według ostatnich danych Eurostatu w 2010 r. stopa bezrobocia wśród osób po studiach wynosiła w Hiszpanii 10,5 proc., na Łotwie 9,9 proc., a w Irlandii 6,8 proc. W Polsce w trzecim kwartale ub.r. 5,5 proc. osób z wyższym wykształceniem nie miało pracy i stopa ta zwiększyła się w ciągu roku o 0,3 pkt proc. Ale wśród absolwentów wyższych uczelni (którzy ukończyli szkołę w okresie ostatnich 12 miesięcy) była czterokrotnie wyższa i wyniosła aż 22,5 proc. – wynika z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS.

Zdaniem ekspertów sytuacja szybko się nie zmieni, bo uczelnie nie ograniczają radykalnie miejsc na kierunkach, po których nie ma pracy. Ponadto liczba nowych etatów wciąż będzie skąpa, gdyż przedsiębiorcy oczekują pogorszenia się koniunktury gospodarczej.